Wikipedysta:D3bo/brudnopis


Wikipedysta:D3bo/brudnopis w encyklopedii

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Hetman Zamość to klub sportowy piłki nożnej. Został założony w 1934 roku. Do drugiej ligi awansował w 1992 roku, spadł z niej w 2003 roku. Obecnie gra w II lidze. Hetman w 2009 roku będzie obchodził swoje 75 lecie.

Spis treści

Informacje ogólne | edytuj kod

  • Pełna nazwa: Klub Sportowy (KS) Hetman Zamość
  • Adres: ul. Królowej Jadwigi 8, 22-400 Zamość
  • Przydomek: Wielki, Koronny
  • Telefon: (84) 639-29-39, fax: 639-29-39
  • Barwy: biało-zielono-czerwone
  • Pojemność stadionu: 12 500 (planowana przebudowa)
  • Zarząd:

Prezes:Dariusz Pokryszka

Dyrektor Klubu:Andrzej Mulawa

Wiceprezes:Dariusz Herbin

Drugi Wiceprezes:Przemysław Sojka

  • Komisja Rewizyjna

Przewodniczący:Henryk Konstantynowicz

Członek Komisji:Roman Kozak

Drugi Członek Komisji:Władysław Kardasz

  • Rzecznik Prasowy

Waldemar Brzyski


Historyczne nazwy Klubu | edytuj kod

  • Strzelec
  • Hetman Zamość
  • Sparta Zamość
  • Unia Zamość
  • MZKS Hetman Zamość
  • Hetman - Kadex Zamość
  • KS Hetman Zamość

Historia | edytuj kod

1934-1949

Koniec lat trzydziestych przyniósł rozpoczęcie II Wojny Światowej, w czasie której sport nie miał szans normalnego funkcjonowania. Pomimo prześladowań rozgrywano potajemnie spotkania piłkarskie, lecz dopiero wycofanie się z Zamościa niemieckich okupantów zapoczątkowało proces odradzania się miejscowej piłki nożnej. Kontynuatorem historii zamojskiego Hetmana stał się założony przy Zakładzie Drzewnym Klub Sportowy "Sparta" Zamość. 8 września 1944 r. doszło do meczu o prymat w mieście, w którym zmierzyły się jedenastki Sparty i KS Piast. Po ostatnim gwizdku sędziego dumni mogli być zawodnicy Piasta, którzy wygrali 3:1. Z końcem lipca w lubelskim OZPN zakończono przygotowania do eliminacji mistrzostw województwa. W rozgrywkach oprócz dwunastu innych zespołów wystąpiła także Sparta. Jako mecz inaugurujący rozgrywki wybrano spotkanie najsilniejszych drużyn regionu, czyli Sparty i Lublinianki. Po meczu toczonym na ciężkim, mokrym boisku wygrali gospodarze 3:2, zdobywając decydującego gola z rzutu karnego w ostatniej minucie. Rewanż przyniósł wysokie zwycięstwo lublinian 4:0. Późną jesienią doszło do kolejnych zamojskich derbów, w których Zamojski Klub Sportowy (dawny Piast) wygrał ze Spartą 2:1 po golach Mroza i Stasiaka dla zwycięzców oraz Jandy dla pokonanych. Przed inauguracją pierwszych mistrzostw województwa postanowiono do Sparty przyłączyć Zamojski Klub Sportowy. Początek rozgrywek był bardzo pomyślny, gdyż Sparta włączyła się do walki o prymat w województwie. Pierwszą rundę zakończyła na drugim miejscu, za prowadzącą Lublinianką. Niestety, druga runda przyniosła tylko jeden punkt i ostatecznie zespół zajął przedostatnią lokatę (za Lublinianką, Społem Lublin, Lewartem Lubartów, a przed Sygnałem Lublin). Trenerem drużyny był wówczas dr Henryk Wolańczyk, wieloletni zawodnik mistrza Polski Pogoni Lwów. Sporym wydarzeniem był przyjazd na dwa mecze wicemistrza województwa rzeszowskiego - Resovii, która pokonała Spartę 4:1 i 6:3. Gospodarzy przed wyższymi porażkami ratował znakomicie dysponowany bramkarz Kafarski. W kolejnej edycji rozgrywek A-klasy Sparta występowała w roli faworyta. Odejście pięciu zawodników do wojska, wyjazd Kafarskiego i choroba Kitki spowodowały, że początek rozgrywek nie był pomyślny. Na szczęście w dalszej części rozgrywek wszystko wróciło do normy i Sparta uplasowała się na drugim miejscu, za Lubelskim Sygnałem. Tabela nie oddawała w pełni siły zespołów, toteż OZPN postanowił o rozegraniu meczu o nieoficjalny prymat w województwie pomiędzy Spartą a Lublinianką, występującą w rozgrywkach centralnych. Pomimo ambitnej postawy Sparta uległa w Lublinie w obecności kilku tysięcy widzów aż 2:6. W roku 1948 lokalne środowisko piłkarskie w roli zdecydowanego faworyta rozgrywek A-klasy upatrywała nie Lubliniankę, a właśnie Spartę. Niestety, wszelkie kalkulacje zweryfikowało boisko, gdyż Lublinianka wygrała u siebie 4:0, a w Zamościu 7:2. I właśnie te dwa zespoły zdecydowanie zdominowały rywalizację górując nad innymi w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Po zakończeniu rozgrywek postanowiono kolejną edycję rozegrać po raz pierwszy systemem jesień -wiosna. Jesienią Sparta nie przegrała żadnego meczu, mimo to zajmowała drugą pozycję, za ZZK Chełm. Runda rewanżowa miała przynieść upragniony tytuł mistrza A-klasy. Tracąc, podobnie jak jesienią, tylko dwa punkty zamościanie wygrali rozgrywki. Nie wystarczyło to do wywalczenia prymatu na Lubelszczyźnie, gdyż w prestiżowym spotkaniu Sparta uległa już drugoligowej Lubliniance 2:3. Wygranie rozgrywek A-klasy uprawniło Hetmana do walki o drugą ligę. Zamojski zespół przystąpił do rywalizacji pod wodzą trenera Drabińskiego. W pierwszym występie przeciwko Prochowi Pionki przy 5-cio tysięcznej publiczności mimo przewagi Sparta przegrała 0:2, w kolejnym meczu z Concordią 0:4. Jedyne zwycięstwo Sparta odniosła w spotkaniu z Włókniarzem Częstochowa wygrywając 2:1. Było to jednak zbyt mało do wywalczenia drugiej ligi.

1950-1955

Z początkiem lat pięćdziesiątych każdy z klubów musiał nosić jedną z dziewięciu obowiązujących nazw odpowiadających poszczególnym zrzeszeniom sportowym i klub zmienił nazwę ze Sparty na Unię Zamość. Po bardzo dobrym poprzednim A-klasowym sezonie w kolejnym Unia zawiodła, plasując się na trzeciej lokacie (za chełmskimi Kolejarzem i Gwardią). Do kronik sportowych roku 1950 niechlubnie wpisały się wydarzenia z meczu Unii z lubelską Gwardią, kiedy to oprócz rzucania na boisko kamieniami kibice wtargnęli na płytę. Inicjatorem tych wydarzeń był jeden z młodych kibiców i ówczesny prezes klubu, którego w ramach kary dożywotnio zdyskwalifikowano. Rok 1951 był początkiem zmierzchu Unii, wokół której starano się stworzyć złą atmosferę. Powstawały pomówienia o zarządzaniu klubem wyłącznie pod kątem dochodów i oszczerstwa typu: pijaństwo, brak dyscypliny czy "ustawianie" spotkań. Mimo to drużyna grała na swoim normalnym poziomie. Po rundzie jesiennej A-klasa stała się w tym samym składzie klasą wydzieloną i rozpoczęła rozgrywki od początku. Niemal tradycyjnie Unia słabo rozpoczęła, aby z biegiem czasu wędrować w górę tabeli. W następnym roku oprócz rywalizacji ligowej Unia wystąpiła w biłgorajskim turnieju WKKFiT, ulegając w finale drugoligowej Gwardii Lublin 1:5. Rok 1953 stał pod znakiem niezbyt udanych występów w A-klasie. Mimo dobrej skuteczności (2,6 bramki na mecz) Unia uplasowała się na trzeciej pozycji (za plecami Gwardii Chełm i Kolejarza Lublin). W kolejnym turnieju WKKFiT, tym razem w Tomaszowie, zamościanie ulegli w ćwierćfinale 6:5 KS Hrubieszów. Sezon 1954, w czternastozespołowej A-klasie był prawdziwym festiwalem bramkowym w wykonaniu zamojskiej drużyny (średnia prawie 4 gole na mecz). Mimo tego Unia zajęła dopiero trzecie miejsce za Gwardią Chełm i Stalą (obecnie Avią) Świdnik. Przyczyną tego była słabsza gra defensywy (stosunek bramek 106:51) - nikogo nie dziwiły wyniki 6:4, 4:3. Trzy najlepsze drużyny lubelskiej A-klasy na mocy regulaminu rywalizowały z trzema zespołami Rzeszowszczyzny o awans do trzeciej ligi. Unia zaprezentowała się w tych barażach bardzo dobrze zajmując drugie miejsce za mielecką Stalą, którą to zawodnicy pokonali na wyjeździe 6:3. W tej niesamowicie groźnej formacji ataku brylowali: Marian Skonecki, Witold Pyś, Henryk Szeląg, Eugeniusz Hałon, Zdzisław Lewicki wzmocnieni jeszcze pozyskanymi z KS Zamość Leszkiem Steinmetzem i Ludwikiem Poświatem. Tak silny atak miał swoje zalety i wady, gdyż oprócz dużej ilości trafień nader często zawodnicy grali zbyt indywidualnie. Był to ostatni sezon w Zamościu legendarnego Poświata, który kontynuował karierę w pierwszo i drugoligowej Stali Rzeszów. Sezon 1955 był pierwszym w historii trzecioligowych występów. W dwunastozespołowej lidze dziewięć drużyn pochodziło z Rzeszowszczyzny, a tylko trzy z Lubelszczyzny. Po pierwszej rundzie Unia zajęła ostatnie miejsce, odnosząc jedyne zwycięstwo z Kolejarzem Przemyśl (3:2) i dwa remisy. W rundzie rewanżowej Unia zgromadziła dwukrotnie więcej punktów, będąc niestety do końca na ostatnim miejscu. Bardziej udana w wykonaniu zamościan była w tym roku rywalizacja pucharowa. W finale wojewódzkim Unia zrewanżowała się Lubliniance za dwie porażki ligowe triumfując w ostrym meczu 1:0. W kolejnej rundzie zwycięstwo 4:2 ze Spartą Kłodzko i zamościanie znaleźli się w gronie 32 najlepszych zespołów Pucharu Polski. Kolejnym rywalem był mistrz województwa olsztyńskiego - Kolejarz Ostróda. Do przerwy trwała wyrównana walka przy wyniku 2:2. W drugiej odsłonie pięć tysięcy kibiców było świadkami kanonady. Unia całkowicie opanowała boisko i wygrała 8:2 (trzy gole Stajury). Czołowymi piłkarzami Unii byli wtedy: Marian Skonecki, Ryszard Sroka, Tadeusz Czerwiński, Zdzisław Lewicki, Witold Stanisławek i bramkostrzelny Kazimierz Bulak. W ciągu roku najlepszy skład Unii wyglądał następująco: Tadeusz Czerwiński - Stefan Bulak, Mieczysław Bednarczuk, Witold Stanisławek (Roman Szumiło) - Józef Szostak, Zdzisław Lewicki (Ryszard Szala) - Witold Pyś, Kazimierz Bulak, Marian Skonecki, Ryszard Sroka, M. Stajura (Henryk Szeląg). Już niedługo w obliczu wielkiej pucharowej szansy wzmocnić Unię mieli: Jan Strodula (Górnik Radlin), Leszek Steinmetz (Avia Świdnik) i Witold Kulawiak (Lublinianka). W tym czasie Unia posiadała także bardzo dobrą drużynę juniorów - co ciekawe - prawie w całości złożoną z chłopców z zamojskiej Starówki.

1956-1959

Po siedemnastu latach przerwy na boiskach ponownie pojawił się Klub Sportowy "Hetman", zastępujący zamojską Unię. Korzystne wyniki ze "stalowcami" z Lublina i Świdnika pozwalały z nadzieją oczekiwać na mecz o zakwalifikowanie się do ósemki najlepszych drużyn Pucharu Polski. Przeciwnikiem zamościan byli, występujący w lidze międzywojewódzkiej, zawodnicy Startu Kalisz. Po uciążliwej podróży, na dzisięciocentymetrowej warstwie śniegu wygrali kaliszanie 1:0 (0:0). Jedną z przyczyn porażki mógł być brak osoby, która pokierowałaby grą zespołu z ławki trenerskiej, gdyż w dalszym ciągu Hetman występował bez szkoleniowca. Preferowane w tamtych czasach ustawienie 1-3-2-5 spowodowało, że w meczach padało sporo goli.Drużyna dysponowała fantastycznym atakiem, strzelając średnio w jednym meczu ponad cztery bramki. W rundzie wiosennej Marian Skonecki strzelił 20 goli, Witold Kulawiak 9, natomiast Ryszard Sroka 7. Mimo tego Hetman zajął w pierwszej rundzie dopiero czwartą lokatę (za Gwardią Chełm, Stalą Kraśnik i Lublinianką). Runda jesienna przyniosła regres formy, choć w całych rozgrywkach zamościanie z 97 bramkami byli najskuteczniejsi. Trzecia lokata na koniec sezonu przyjęta została z dużym niedosytem. Świetna drużyna grała nonszalancko, co kończyło się czasami przykrą niespodzianką. Jednak respekt przed zamojskimi snajperami był powszechny. W meczu reprezentacji województwa ze Lwowem mimo nalegań prasy zagrało tylko czterech napastników Hetmana: Pyś, Skonecki, Steinmetz i Sroka. W przegranym 4:1 spotkaniu Skonecki zmarnował dwie doskonałe okazje. Hetman rozegrał także kilka spotkań towarzyskich z mocnymi trzecioligowcami, m.in. remisując ze Stalą Rzeszów 1:1 i wygrywając ze Spartą Kłodzko 6:3. Na uwagę zasługuje też mecz Hetmana z Brześciem wygrany po golach Sroki 2:0. W kwietniu doszło do dużego wydarzenia na zamojskim stadionie. Przy dziesięciotysięcznej publiczności zamościan przeegzaminował sam Mistrz Polski, warszawski CWKS. Mimo prowadzenia do 54 min. 3:2 (gole Kulawiaka, Skoneckiego i Stanisławka) gospodarze ulegli 3:5, przy czym każda z bramek mogła być ozdobą wszystkich stadionów. Mistrzowie zaskoczeni byli szybkością i kunsztem technicznym przeciwników. Jednak najważniejszym wydarzeniem było spotkanie z drugoligowcami węgierskimi - Torekves Debreczyn. Po raz kolejny zamojski stadion zmieścił dziesięć tysięcy widzów. Po utracie w pierwszym kwadransie dwóch goli w drugiej odsłonie gra wyrównała się. W opiniach sprawozdawców Hetman grał inteligentnie, pomysłowo, jak dawno nikt na Lubelszczyźnie nie grał. Gdyby tylko większość piłek przechodziła przez Pysia gra zespołu nie byłaby tak nerwowa i pełna niepotrzebnych dryblingów. Na koniec sezonu Hetman grający po trzy mecze w tygodniu, w półfinale wojewódzkim Pucharu Polski został rozgromiony przez Lubliniankę 6:0. W tych latach klub nie dysponował jeszcze odpowiednią bazą socjalną. Przez wiele lat zawodnicy przebierali się w odległości kilometra od stadionu, a za umywalnię służyła studnia na Rynku Solnym. W roku 1957 nastąpiła reorganizacja rozgrywek. Po likwidacji ligi międzywojewódzkiej 8 najlepszych zespołów tworzyło ligę okręgową, a 10 kolejnych A-klasę. Hetman znalazł się oczywiście w okręgówce. Zamojski stadion wyposażony został w efektowną trybunę i nowe nagłośnienie. Błyskawicznie przeprowadzone rozgrywki zespół hetmana zakończył na szóstym miejscu. W kolejnym sparingu z węgierskim zespołem, tym razem drugoligowym SC Vasutas Debreczyn, zamościanie toczyli wyrównaną grę tylko do 18 min.. Efektem tego porażka 0:6 (0:2). Humory kibicom poprawiły zwycięstwa z kadrą województwa (3:0) i w Brześciu z reprezentacją tego miasta 3:1. Tego roku juniorzy Hetmana zostali mistrzami okręgu.

Rok 1958 miał przynieść upragniony awans do drugiej ligi. W klubie zatrudniono trenera Pawła Wojaka, w ślad za którym z Górnika Radlin przybyli: Kazimierz Musiolik, Kazimierz Szmidt, Ewald Herman i Walter Bluszcz). Z Avii powrócili natomiast Steinmetz i Sroka. Pierwszy mecz przyniósł porażki z Lublinianką i Avią. Potem przyszła seria zwycięstw i Hetman został liderem. Najlepszymi w zespole byli: mózg drużyny Szmidt oraz partnerujący mu Sroka i Skonecki, pomocnicy Strodula i Szostak, a także obrońca Herman. Po pierwszej rundzie Hetman zajął drugie miejsce. Druga runda rozpoczęła się od kolejnej porażki z Lublinianką. Potem kibice byli świadkami kanonady z Avią (12:0). Siedem goli zdobył w tym meczu Sroka. W ostatniej kolejce niepowodzenie Lublinianki i zwycięstwo Hetmana ze Stalą Kraśnik dawało zamościanom tytuł mistrzowski. Niestety, porażka ze Stalą 0:4 zepchnęła klub na czwarte miejsce. Jak zwykle Hetman brylował w meczach towarzyskich. Zwycięstwo nad NRD-owskim Wismitem Plauen 6:4, Gwardią Rzeszów 6:1, remis z pierwszoligową Lechią Gdańsk 2:2 i porażki z Budowlanymi Opole i Stalą Rzeszów przysporzyły zamościanom wiele splendoru. W 1959 roku Hetman zajął najlepsze (trzecie) miejsce od 1956 r.. Szansę na tytuł mistrzowski stracił w przedostatniej kolejce remisując z Motorem 1:1. W miejskich derbach najpierw Hetman przegrał z Technikiem 1:0, by w rewanżu przy pięciu tysiącach widzów wygrać 3:0. Jednym z wydarzeń sezonu było efektowne zwycięstwo 6:2 z reprezentacją województwa kieleckiego. Siła Hetmana i Technika spowodowały, że bardzo poważnie zastanawiano się nad fuzją obydwu zespołów. Argumentowano, że tylko wspólne działanie może wyprowadzić zamojskich piłkarzy na szerokie wody, że wspólny atak mógłby być na miarę drugiej ligi. Ostatecznie do fuzji nie doszło. Prezes Hetmana Sztubarski godził się na fuzję pod warunkiem pozostawienia dotychczasowej formy organizacyjnej, czyli klubu związkowego. Natomiast kapitan Sidor z Technika stwierdził, że jego klub nie może wystąpić z pionu wojskowego. Największymi antagonistami pomysłu byli jednak kibice Hetmana, którzy nie godzili się na zniknięcie klubu z takimi tradycjami, na dodatek przed jubileuszem 25-cio lecia. Najlepsza jedenastka tych lat wyglądała następująco: Walter Bluszcz - Roman Szumiło, Stefan Bulak, Józef Szostak - Tadeusz Siemaszko, Ewald Herman (Jan Strodula) - Witold Pyś, Stanisław Dybała, Marian Skonecki, Ryszard Sroka, Witold Kulawiak.

1960-1964

Sezon 1960 był słaby w wykonaniu piłkarzy zamojskiego Hetmana. Runda wiosenna przyniosła tylko dwa zwycięstwa - w pierwszej i ostatniej kolejce, przegrywając m. in. ze Stalą Kraśnik 0:7. W rundzie rewanżowej zamościanie grali odrobinę skuteczniej. O losie Hetmana decydowała ostatnia kolejka - w wypadku porażki zamościanie opuściliby ligę okręgową. Najlepszym zawodnikiem był tradycyjnie Marian Skonecki. Oprócz niego wyróżniali się: Ryszard Sroka, Leszek Steinmetz, Czesław Gajdek oraz Stefan Bulak. Poza rozgrywkami ligowymi kibice byli świadkami spotkań towarzyskich. Największym wydarzeniem był przyjazd pierwszoligowej Gwardii Warszawa. Mimo, że rywale osłabieni byli brakiem reprezentantów kraju Stefańczyka i Hachorka bez problemów ograli piłkarzy 5:1 i 2:0. W innych meczach Hetman wygrywa z Pronitem Pionki 6:1 i Resovią 1:0, remisuje z Wyzwoleniem Chorzów 3:3 oraz ulega Resovii 1:2 i Stali Stalowa Wola 0:3. Rezerwy Hetmana ukończyły rozgrywki B-klasy na szóstej pozycji. W kolejnym sezonie pierwszą rundę zamościanie ukończyli na trzecim miejscu, ze stratą 6 pkt. do prowadzącej Stali Kraśnik. Reorganizacja rozgrywek spowodowała, że natychmiast przystąpiono do rozgrywania rundy rewanżowej. Do połowy tej rundy Hetman był wiceliderem. Końcówka nie była już tak udana i z 23 pkt.Klub zajął czwarte miejsce, uznając wyższość Stali Kraśnik (36), Motoru (24) i Avii (24). Jesień była początkiem nowej formy rozgrywek systemem jesień - wiosna. Trzecia runda w tym roku była bardzo dobra w wykonaniu zespołu. Będąc wiceliderem, podobnie jak kilka miesięcy wcześniej, drużyna przechodzi kryzys i w konsekwencji kończy rok na czwartym miejscu. Po kilkuletniej przerwie Hetman ponownie pokazał się w Pucharze Polski szczebla centralnego. W Zamościu mimo przygniatającej przewagi gospodarze tylko remisują 1:1 z trzecioligową Warszawianką, aby przegrać w Warszawie 1:2. Pierwszoplanowymi postaciami byli: bramkarz Walter Bluszcz i stoper Czesław Gajdek. Na wyróżnienie zasłużyli także: Marian Skonecki, Jacek Styczyński i Grzegorz Stropek. W przerwie rozgrywek doszło także do zmian kadrowych: odeszli - Szmidt (Raków Cz-wa), Steinmetz (Ruch Izbica) i Siemaszko (koniec kariery). Drużynę zasilił natomiast młody Jan Janda. Ostatecznie po rozegraniu rewanżów klub zajął czwarte miejsce w ligowej tabeli. W nowym sezonie Hetman znowu ma dobrą drużynę, lecz jak zwykle chimeryczną. Zajmuje jednak w rundzie jesiennej czwartą lokatę, za Lublinianką, Stalą i Motorem. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy był ciągły brak trenera z prawdziwego zdarzenia. Szkoleniem zajmowali się: nauczyciel Czerkasiuk i wciąż grający Henryk Szeląg. W meczach towarzyskich po świetnej grze zamościanie pokonują Lubliniankę 4:0 i wicelidera trzeciej ligi JKS Jarosław 5:1. Po słabej rundzie wiosennej Hetman kończy sezon 62-63 na siódmym miejscu. Ten rok w ogóle nie był najlepszy w wykonaniu Hetmana, gdyż pierwszą rundę nowego sezonu zawodnicy zakończyli ponownie na siódmej pozycji. Po raz pierwszy w historii kibice musieli pogodzić się z porażką 0:11, w Lublinie z Motorem. W przekroju całego roku najlepiej prezentowali się Skonecki i Gajdek. Runda wiosenna była jednak bardzo udana, mimo że nie grał już Marian Skonecki. Czwarta lokata na zakończenie sezonu została przyjęta z zadowoleniem. Sezon 1964-65 przyniósł niezbyt dobry początek rozgrywek. Po trzech kolejkach pod wodzą trenera Eugeniusza Hałona klub znajdował się na ostatniej pozycji w tabeli. Pierwsze zwycięstwo miało miejsce dopiero w 7 kolejce. Później Hetman wygrywa m. in. z Tomasovią 5:0. Przy stanie 4:0 ostro grający goście faulują we własnym polu karnym i arbiter wskazuje na "wapno". Na znak protestu tomaszowianie opuszczają boisko i Rabiega strzałem do pustej bramki ustala wynik spotkania. Rundę zamościanie kończą na 5 miejscu. W Pucharze Polski po pokonaniu Ruchu Izbica 12:1, rezerw Motoru, Lublinianki i Stali Kraśnik w pierwszej rundzie szczebla centralnego w słabym stylu Hetman ulega w Krośnie Karpatom 0:1. Podstawowy skład wyglądał następująco: Walter Bluszcz (Andrzej Jarkowski) - Zdzisław Rabiega, Czesław Gajdek, Stefan Bulak - Henryk Konstantynowicz (obecnie Prezes KS "Hetman"), Mieczysław Janda - Grzegorz Stropek, Jerzy Kubina, Jan Janda, Stanisław Konstantynowicz, Jacek Styczyński. Trener Eugeniusz Hałon.

1965-1969

W pierwszych sześciu meczach rundy rewanżowej Hetman pięciokrotnie remisuje, co ostatecznie przyniosło piąte miejsce na zakończenie rozgrywek. Rewelacyjną wiosnę zaliczył jeden z największych talentów w historii klubu Jan Janda, który w dziewięciu spotkaniach zdobył 11 goli. Rezerwy klubu ukończyły A-klasowy sezon na szóstej pozycji. Rundę jesienną sezonu 1965-66 klasy okręgowej Hetman rozpoczął imponująco. Seria zwycięstw, m. in. derby z Technikiem 3:0, pozwala na objęcie prowadzenia w tabeli już po czterech kolejkach. W przedostatniej kolejce zawodnicy gromią 8:0 Ruch Izbica (hat-tricki braci Jandów). Niestety, ostatnia kolejka przynosi porażkę ze Stalą Kraśnik 1:3 i spadek na trzecie miejsce (za Avią i Lublinianką). Jesień była także pomyślna dla zawodników hetmana w Pucharze Polski, gdzie po pokonaniu Stali Kraśnik, Avii i Gwardii Chełm Hetman spotkał się z rezerwami Hutnika Nowa Huta ulegając 3:4 (0:3). Kolejna reorganizacja rozgrywek spowodowała, że mistrz lubelskiej "okręgówki" przystępował do walki o drugą ligę, a kolejne dwa zespoły o miejsca w nowo tworzonej trzeciej lidze centralnej. Wyniki pierwszej rundy wskazywały, że Hetman ma o co walczyć. Pierwsze spotkania to balansowanie między trzecią a drugą lokatą, aż do meczu z prowadzącą Avią. Przy czterotysięcznej widowni zamościanie po golu Styczyńskiego wygrywają 1:0, spadając jednak na trzecie miejsce. O losach awansu decyduje ostatnia kolejka, w której Hetman podejmuje kraśnicką Stal, której do upragnionego celu wystarczał remis. Początek meczu przebiegał przy przewadze gości, którzy w żaden sposób nie potrafią pokonać doskonale broniącego Jarkowskiego. Z biegiem czasu gospodarze opanowali sytuację i w 50 min. Jacek Styczyński uzyskuje prowadzenie. Niestety, gospodarze niepotrzebnie bronią wyniku i kwadrans przed końcem po strzale z dystansu zaskoczony bramkarz Hetmana wpuszcza piłkę do siatki. Po pięciu minutach hetmaniści, a konkretnie Jan Karol, zdobywają "złotego gola", jednak podobnie jak sędzia Kowal z Katowic w ostatnim meczu ze Stalową Wolą arbiter dopatruje się zagrania niezgodnego z przepisami i bramki nie uznaje. Chwilę później na boisko wtargnęli rozsierdzeni kibice i sędzia zmuszony został do przerwania meczu. Piłkarze Stali wrócili do domów bez szyb w autokarze, natomiast jeden z sędziów został ranny. Hetman wystąpił w składzie: Andrzej Jarkowski - Zdzisław Rabiega, Czesław Gajdek, Mieczysław Janda - Henryk Konstantynowicz, Jerzy Pycka - Janusz Daniłowicz, Jan Karol, Stanisław Konstantynowicz, Jan Janda, Jacek Styczyński. Najlepszym piłkarzem sezonu został świetny obrońca Czesław Gajdek, natomiast Jan Janda z 24 trafieniami drugim snajperem ligi. Awans trzech najlepszych zespołów województwa do rozgrywek centralnych spowodował, że mecze "okręgówki" straciły na atrakcyjności. Z tej ligowej szarzyzny nie wybijał się także Hetman, który kończy jesień na drugim miejscu (za Lublinianką). Druga runda także nie przyniosła emocji i zmiany na dwóch czołowych lokatach. Przed kolejnym sezonem kierownictwo Hetmana postawiło przed zespołem zadanie awansu do rozgrywek centralnych. Piłkarze wyjechali nawet na obóz do Bułgarii, co w ówczesnych realiach było ewenementem. Rozgrywki ligowe zweryfikowały ambitne plany, gdyż po rundzie jesiennej było tylko trzecie miejsce z 5 pkt. straty do Wisły Puławy i 3 pkt. do Tomasovii. W Pucharze Polski na szczeblu województwa po emocjonującym spotkaniu z Lublinianką wygranym po dogrywce 4:2 w półfinale rywalem Hetmana był lubelski Motor. Po raz kolejny kibice byli świadkami dogrywki, tym razem nie wskazującej zwycięzcy. Zapadające ciemności zmuszają arbitra do zarządzenia powtórki meczu, tym razem w Lublinie. Wynik 9:1 dla Motoru mówi wszystko. Rok 1968 przeszedł do historii zamojskiej piłki głównie poprzez planowaną od wielu lat fuzję Hetmana z Technikiem. Nowo powstały klub nosił nazwę CWKS "Hetman" Zamość. Spodziewano się, że nowy zespół w cuglach wygra "okręgówkę" i wreszcie zagra w centralnej trzeciej lidze. Trzy początkowe kolejki i Hetman z kompletem punktów przewodzi tabeli. Jednak po raz kolejny na przeszkodzie staje odwieczny rywal - zdegradowana z trzeciej ligi Lublinianka i znowu zamościanie ulegają przed własną publicznością. Jesień kończą hetmaniści na trzeciej pozycji (za Lublinianką i Huraganem Międzyrzec). W zamojskim zespole bardzo udanie zadebiutowali, stając się niebawem czołowymi zawodnikami, juniorzy Andrzej Peresada i Roman Nowosad. Runda wiosenna była jednak jeszcze słabsza i zakończyła się piątą lokatą, najgorszą od kilku lat. Jedynym pozytywnym prognostykiem przed nowymi rozgrywkami był fakt, że wszystkie najsilniejsze drużyny województwa awansowały do rozgrywek centralnych. Wydawało się niemal pewne, że w sezonie 1969-70 Hetman musi wreszcie wygrać ligę okręgową i awansować do trzeciej ligi. Po słabszym początku zespół wygrał ostatnie cztery mecze jesieni i z 19 pkt. został mistrzem pierwszej rundy.

1970-1974

Runda wiosenna roku 1970 stała pod znakiem świetnej gry zawodników, którzy stracili jedynie dwa punkty ulegając rezerwom Lublinianki 0:1. Były także prawdziwe fajerwerki, jak zwycięstwa 7:0 ze Stalą Poniatowa, czy 11:1 z Huraganem Międzyrzec. Ostatecznie Hetman wygrał ligę okręgową, o trzy punkty przed rezerwami Motoru, i po raz pierwszy w historii wywalczył awans do trzeciej ligi. Podstawowymi zawodnikami byli wówczas: Mikołajczyk (Kurdzielewski) - Łysiak, Gajdek, Rabiega - Rolnik, Bosak, Daniłowicz - Nowosad, Konstantynowicz, Janda, Peresada, Styczyński, Świątkiewicz. Szkoleniowcem Hetmana był Henryk Szeląg. Hetmaniści zdobywali prawie cztery bramki w meczu, zaś najskuteczniejszymi zawodnikami byli: Andrzej Peresada (29 goli) i Jan Janda (25 goli). Pierwszym przeciwnikiem w historii trzecioligowych występów Hetmana była Lublinianka, która w obecności sześciu tysięcy widzów pokonała zamościan 3:1, mimo momentami zdecydowanej przewagi zamojskiego zespołu. W następnej kolejce Hetman remisuje w Kraśniku ze Stalą. Po kolejnej porażce (z Polonią Warszawa 0:2) i remisie z warszawskim Ursusem zamojscy kibice byli świadkami pierwszego zwycięstwa, odniesionego nad samym Widzewem Łódź. Zwycięstwo 3:2 podbudowało psychicznie piłkarzy, którzy kończą rundę jesienną na wysokim (jak na beniaminka) siódmym miejscu. Bardzo dobrą skutecznością popisał się Jan Janda, zdobywca dziesięciu goli. Na wiosnę kibice spodziewali się podobnej lub nawet lepszej postawy swych ulubieńców. Znalazło to potwierdzenie na boisku, gdzie Hetman najlepsze mecze toczył z najlepszymi wówczas zespołami (zwycięstwo z mistrzem jesieni Stalą Kraśnik 2:0, remis z drugim w tabeli Włókniarzem Pabianice). Rozgrywki zamościanie ukończyli na dziewiątym miejscu z 30 pkt.. Jednak smutkiem napełnił kibiców pech świetnego libero Czesława Gajdka, który w meczu z Włókniarzem doznał podwójnego złamania szczęki, która to kontuzja wyłączyła go z gry na kilka miesięcy. W nowym sezonie kibice liczyli na kolejne udane występy swego zespołu. Bez świetnego Andrzeja Peresady, lecz z pozyskanym bramkarzem Mikuliczem na inaugurację Hetman wywalczył punkt w Żyrardowie. W kolejnych spotkaniach zamościanie toczyli wyrównane pojedynki, ale nie potrafili ani razu wygrać, co dało w efekcie ostatnie miejsce w trzecioligowej tabeli. Bardzo słabo spisywał się atak, nie najlepiej także obrona (bramki 8:28). O postawie zawodników z pola najlepiej świadczy fakt, że najlepszym zawodnikiem jesieni w Hetmanie uznano bramkarza Jerzego Mikulicza. W rundzie wiosennej skazany już przez wszystkich na spadek zamojski zespół w czterech pierwszych meczach zdobywa 5 pkt., jednak klęska 1:6 z Lublinianką odbiera animusz piłkarzom, którzy po porażce z Wigrami Suwałki kończą trzecioligowe występy na ostatnim miejscu. Na szczególne wyróżnienie za dwa trzecioligowe sezony zasłużyli: Czesław Gajdek, Jan Janda, Stanisław Konstantynowicz, Jerzy Mikulicz, Roman Nowosad, Andrzej Peresada, Zdzisław Rolnik, Jacek Styczyński i Mieczysław Wężyk. Spadek z trzeciej ligi kosztował utratę przez Hetmana najlepszych zawodników, co spowodowało także odwrócenie się od klubu kibiców, którzy w lidze okręgowej stanowili dziesiątą część widowni z lat poprzednich. Odbiło się to także na budżecie klubu i grze pozostałych w nim zawodników. W połowie rozgrywek niezbyt silnej ligi okręgowej Hetman okupuje ostatnią lokatę. Na wiosnę gra trochę lepiej awansując w efekcie na siódmą pozycję, zwyciężając m.in. triumfatora ligi Chełmiankę 4:0. Początek sezonu 1973-74 również nie był udany, lecz końcówka przyniosła kilka zwycięstw i awans na piąte miejsce. Likwidacja trzeciej ligi spowodowała jednak, że w rundzie wiosennej w okręgówce wystąpiło przejściowo aż 16 drużyn, co było strasznie wyczerpujące dla zespołów pokroju Hetmana, który na zakończenie rozgrywek spadł o trzy miejsca w tabeli zajmując ósmą lokatę. Runda jesienna sezonu 1974-75 przyniosła największy upadek zamojskiej piłki od wielu lat. Silna liga, występująca już jako wojewódzka, była trudną próbą dla usiłującego przezwyciężyć kryzys Hetmana. Mimo ambitnej postawy umiejętności zawodników pozwoliły jedynie na zajęcie piętnastego, czyli przedostatniego miejsca w województwie. W Zamościu pojawiły się obawy przed spadkiem do A-klasy, niechybnie oznaczającego katastrofę zamojskiego futbolu.

1975-1979

Inaugurujący rok 1975 mecz towarzyski w Zamościu zakończył się zwycięstwem zamojskiego zespołu, który pokonał Tomasovię 3:0. Niestety, było to jedyne zwycięstwo tej wiosny. W trzynastu ligowych potyczkach Hetman zanotował jedynie cztery remisy. Słaba gra zniechęcała kibiców, których na meczu z rezerwami Avii było "aż" trzydziestu. Ostatnie miejsce w tabeli nakazywało oczekiwać spadku i całkowitej degrengolady klubu. Na szczęście nowy podział administracyjny kraju spowodował, że w miejsce klasy wojewódzkiej powołano międzywojewódzką, w której znalazło się miejsce dla Hetmana. Runda jesienna przynosi trochę lepszą grę, co pozwala zająć 12 miejsce w gronie 16 drużyn. Wielkim problemem jest brak koncepcji ustawienia zespołu (trzydziestu zawodników występujących w pierwszym składzie w ciągu roku). Tak duża rotacja nie pozwoliła na zgranie poszczególnych formacji. Runda rewanżowa nie przyniosła gruntownej poprawy poziomu sportowego, efektem czego było jedenaste miejsce na koniec rozgrywek. Po rocznym okresie eksperymentowania personalnego Hetman występując w skonsolidowanym składzie w nowym sezonie pewnie przewodził tabeli, choć gra nie zachwycała. Był to jednak zespół perspektywiczny - średnia wieku ekipy prowadzonej przez Leona Palembę niewiele przekraczała 21 lat. Słabsza runda wiosenna, a szczególnie porażka w Zamościu z bezpośrednim rywalem do awansu, hrubieszowską Unią, zaostrzyła rywalizację. W ostatniej kolejce doszło do nieprzyjemnego zgrzytu. Zamojski OZPN zezwolił na występ w Hetmanie ukaranego wcześniej czerwoną kartką A. Peresady, na co nie chciała zezwolić Unia odwołując się do PZPN. Hrubieszowianie mieli nadzieję, że ewentualny walkower pozwoli na wyprzedzenie Hetmana i udział w barażach o trzecią ligę. Analizujący składy zainteresowanych zespołów w całych rozgrywkach przedstawiciele piłkarskiej centrali odkryli, że w dwóch spotkaniach Unia wystawiła dwóch nieuprawnionych zawodników, co przyniosło kompromitację i pozbawienie złudzeń hrubieszowskiego klubu. Ostatecznie do baraży o trzecią ligę stanął Hetman, który po dobrych meczach dwukrotnie pokonał łukowskie Orlęta. Nowy trzecioligowiec występował w składzie: Mikulicz - Lebik, Janda, Soboń (Sałach), Łyś - Peresada, Drewniak (Sadowski), Puszka - Lipski, Rybak, Nogacz. Przed rozpoczęciem trzecioligowych rozgrywek zespół wzmocnili: Grudziński i Kość z Tomasovii, Szymala z Sygnału Lublin oraz Wlizło, powracający ze Stali Zawiercie. Na trenerskiej ławce Hetmana debiutował Tadeusz Rysak. Inaugurujący rozgrywki mecz, przy pięciotysięcznej publiczności, zakończył się bezbramkowym remisem z Granatem Skarżysko. Hetman był specjalistą w remisowaniu, gdyż podziałem punktów zakończyło się osiem jesiennych spotkań.Zamojska drużyna potrafiła także odebrać komplet punktów liderowi na jego boisku, pokonując 2:1 Broń w Radomiu. Ostatecznie jesień przyniosła dziesiątą pozycję w tabeli i szanse na pozostanie w lidze. W tym celu zespół udał się na przedsezonowe zgrupowanie do Polanicy i trenował sześć razy w tygodniu. Mimo, że zamościanie na wiosnę zdobyli dwukrotnie więcej goli, pokonując m.in. w Kielcach wicelidera Koronę 2:0 (oby tak dzisiaj), kilka pechowych porażek pozwoliło na zajęcie tylko jedenastej pozycji, oznaczającej degradację. Po zakończeniu sezonu podziękowano za pracę trenerowi Rysakowi (skutek konfliktu z bramkarzem Mikuliczem). Jednak w tym okresie Hetman miał bardzo dużo szczęścia w działaniach kuluarowych, gdyż powiększenie śląskiej grupy trzeciej ligi pozostawiło wolne miejsce w grupie, które to miejsce zostało przyznane zdegradowanemu wcześniej Hetmanowi. Przed rozpoczęciem nowych rozgrywek kierownictwo klubu zapewniało, że w nowych rozgrywkach rywalizacja o pozostanie w lidze nie będzie już tak nerwowa. Grającym trenerem został absolwent podlaskiej AWF Grzegorz Bakalarczyk. W czasie inaugurującego sezon meczu z Orłem Wierzbica (1:0) uroczyście pożegnano kończącego karierę Jana Jandę, który w ciągu 18 lat rozegrał 800 spotkań zdobywając ponad 300 goli. Druga kolejka to klęska 0:4 z KSZO. W siódmej kolejce tysiąc zamojskich kibiców ogląda derby z Tomasovią, wygrane po słabym meczu 1:0. Rundę kończymy ponownie na dziesiątym miejscu, choć godny odnotowania jest fakt zerowej straty bramkowej na zamojskim stadionie. Najlepszym zawodnikiem był Tadeusz Grula, wyróżniali się także: Mikulicz, Kość, Karkuszewski, Grudziński i Walczak. Był to niestety sezon analogiczny do poprzedniego, gdyż na wiosnę Hetman znowu grał "w kratkę" i po ostatnim, przegranym w Zamościu 2:3 meczu z Czarnymi Radom zajął jedenaste, spadkowe miejsce. Remis w tym spotkaniu dawał pozostanie w lidze, więc zrozumiała jest gorycz zamojskich kibiców. W kolejnym sezonie zespół z miasta idealnego występował w lidze międzywojewódzkiej. Podopieczni trenera Kamińskiego do połowy rundy jesiennej spisują się bardzo dobrze, zajmując ostatecznie po pierwszej rundzie szóste miejsce. Na uwagę zasługuje postawa juniorów Hetmana, którzy przez długi czas byli wiceliderem ligi regionalnej.

1980-1984

Gruntowna modernizacja zamojskiego stadionu, wywołana planowanymi w Zamościu dożynkami centralnymi, spowodowała, że Hetman swoje mecze musiał rozgrywać w Tomaszowie. Granie praktycznie cały czas na wyjeździe przyczyniło się do słabszych wyników drużyny w rozgrywkach ligi międzyokręgowej. Będące stałym elementem działania klubu zadłużenie rosło, gdyż gra w Tomaszowie pozbawiała klub wpływów z biletów. Mimo tych trudności Hetman zajął w tabeli szóstą pozycję, adekwatną do możliwości. Jesienią 1980 r. doszło do kolejnej reorganizacji rozgrywek i w miejsce ligi międzyokręgowej powołano 14-zespołową chełmsko-zamojską okręgówkę. Na inaugurację rozgrywek spotkali się wielcy faworyci. W meczu Chełmianki z Hetmanem, bardzo ostrym (cztery rzuty karne) lepsi okazali się gospodarze wygrywając 3:2. Ten wynik oraz dwa remisy zaważyły na tym, że piłkarze musieli pogodzić się z tytułem wicemistrza jesieni. Jednak jesień roku 80 r. przeszła do historii zamojskiego futbolu z powodu rekordowego zwycięstwa 28:0 nad Hutnikiem Ruda Huta po 9 golach Sobonia, 8 Kościa, 4 Żyradzkiego, 3 Szymali, 2 Pogódzia oraz Stępnia i Karkuszewskiego. Runda wiosenna rozpoczęła się zwycięstwem 4:0 z Chełmianką. Cóż z tego, skoro w meczach ze Startem Krasnystaw i Unią Hrubieszów Hetman przegrał 0:1 i awans do trzeciej ligi stał się nie spełnionym marzeniem. Zwycięstwa m.in. 5:0 z Tomasovią i 10:0 z Dorohuskiem były tylko osłodą dla zawiedzionych kibiców. W trakcie rozgrywek w celu wspomożenia pustawej kasy Hetmana na mecz towarzyski do Zamościa przyjechał pierwszoligowy Motor, który w obecności pięciu tysięcy kibiców szczęśliwie zremisował 0:0. Przed rozpoczęciem nowego sezonu sternicy obydwu okręgów nie dogadali się w sprawie ligi, w związku z czym Hetman rywalizował wraz z innymi zamojskimi drużynami w walce o trzecią ligę. Zespół prowadzony przez przybyłego z Nowej Dęby trenera Wiesława Wieczerzaka prowadził od początku do końca, choć potyczki ze słabymi rywalami nie wpływały na podniesienie poziomu sportowego. Mogło to okazać się zgubne w meczach trzecioligowych. Przed rozpoczęciem sezonu 82-83 Hetman zostaje wzmocniony Romanem Nowosadem, który powrócił ze świdnickiej Avii. Nie mający zbyt wielkiego doświadczenia zamościanie początkowo wygrywają tylko na własnym boisku, ale po zwycięstwie nad Orłem w Wierzbicy obejmują pozycję wicelidera (tyle samo punktów, co prowadząca Wisła Puławy). Dziewiąta kolejka przynosi pojedynek Hetmana z Wisłą. 4,5 tysiąca żywiołowo dopingujących kibiców ogląda dominującego na boisku zamojskiego trzecioligowca, który wygrywa 2:0 i obejmuje fotel lidera. Prawie przez miesiąc Hetman przewodzi lidze, jednak w ostatniej kolejce porażka 0:3 z Hutnikiem w Warszawie spycha zespół na czwartą pozycję. Mimo utraty pierwszej pozycji kibice byli bardzo zadowoleni, gdyż w Zamościu Hetman stracił jedynie jeden punkt i dwie bramki.Drużyna była połączeniem rutyny z młodzieńczą fantazją. W przekroju całego roku występowała w składzie: Pająk - Szymala, Zub, Soboń, Nowosad (Lebik) - Kędziora, Suszek, Pacaj (Pogódź) - Rezler, Żyradzki (Karkuszewski). W rundzie rewanżowej Hetman grał na ustabilizowanym poziomie, co pozwoliło na zakończenie rozgrywek na szóstym miejscu. Nowy sezon, już bez obrońcy Marka Zuba, lecz z pozyskanymi z Motoru Świętkiem i Krawczykiem, a także młodym Leszkiem Kraczkiewiczem,zespół rozgrywał pod wodzą trenera Bakalarczyka z asystującym mu Romanem Nowosadem. Początkowe zwycięstwa z Unią Sarzyna i Wisłą Puławy pozwalały oczekiwać kolejnej udanej jesieni. Jednak porażki z Lublinianką, Avią, Orłem Wierzbica i Stalą Poniatowa powodują spadek do środka tabeli. W dwóch ostatnich kolejkach Hetman gromi 4:0 KSZO, 5:0 Stal Kraśnik i zajmuje siódme miejsce. Znakomicie dysponowany tego roku Zdzisław Prejbusz w 26 meczach zdobył 17 bramek. Przygotowania do rundy rewanżowej cechowała niepewność wynikająca z chęci odejścia do debickiego Igloopolu rewelacyjnie spisującego się Włodzimierza Kwiatkowskiego. Na szczęście do transferu nie doszło i Hetman w najsilniejszym składzie rozpoczął jeden z najlepszych sezonów w historii klubu. W ważniejszych meczach zawodnicy remisują z Avią 2:2, wygrywają w Tarnobrzegu z wiceliderem Siarką, by przegrać dopiero w dziewiątej kolejce (niemal tradycyjnie z Orłem Wierzbica). Sportowa złość wywołana tą porażką znajduje potwierdzenie w meczach z rezerwami Stali Mielec i Startem Krasnystaw rozgromionymi 5:1 i 8:1. Rozgrywki Hetman zakończył na czwartej pozycji. W trakcie sezonu Zamość ponownie gościł pierwszoligowy Motor. Cztery tysiące kibiców było świadkami nie lada sensacji, kiedy to atakujący z wielką pasją zamościanie czterokrotnie do przerwy pokonali reprezentanta Polski Zygmunta Kalinowskiego, choć wynik końcowy mógł być nawet wyższy. Jednak największą niespodzianką tego sezonu była pucharowa postawa Hetmana, który po wygraniu w finale wojewódzkim z Tanwią Majdan Stary w pierwszej rundzie szczebla centralnego pokonał na wyjeździe Włodawiankę 3:1. Kolejnym przeciwnikiem była drugoligowa Stal Stalowa Wola, która uległa w Zamościu po decydującej bramce pozyskanego z Rakowa Częstochowa Henzla. Losowanie trzeciej rundy wyznaczyło jako przeciwnika zamojskiej drużyny ekipę Lublinianki, która także nie sprostała Hetmanowi ulegając 1:2. Wielką radość, oprócz gry zespołu, sprawiało kibicom typowanie pierwszoligowca, który będzie kolejnym pucharowym przeciwnikiem zamościan. Mimo, że trener Wieczerzak życzył sobie Widzewa lub Lecha, los wyznaczył warszawską Legię, która przyjechała z ośmioma reprezentantami kraju. W obecności 12 tysięcy kibiców Hetman momentami prowadził wyrównaną grę, jednak i tak mecz zakończył się wynikiem 1:5. Do meczu z Legią Hetman przystąpił jako lider trzeciej ligi. Znakomita postawa piłkarzy powoduje, że na mecz do Puław za drużyną pojechało osiem autokarów z kibicami ! Doszło nawet do sytuacji, że po wygranym 4:0 meczu z KSZO Ostrowiec trener na łamach prasy przepraszał kibiców za słabszą grę. Jednak po siedmiu kolejkach trzeba było przełknąć gorycz porażki (2:5 z Bronią w Radomiu dzięki "niesamowitemu" sędziowaniu). Pechowy remis z Unią Sarzyna oraz porażka w Zamościu z Pogonią Siedlce spowodowały, że mimo trzech ostatnich zwycięstw druga liga stała się nierealna. Na pewno jedną z przyczyn niepowodzenia ligowego było zmęczenie meczami pucharowymi, ale i tak zamojscy kibice byli dumni ze swych pupili. Najlepszymi zawodnikami byli: rozgrywający Nowosad, bramkostrzelny Prejbusz (ponad 30 goli w ciągu roku), bramkarz Kwiatkowski oraz Soboń, Suszek, Krawczyk i Kraczkiewicz. Hetman występował w składzie: Kwiatkowski - Lebik, Sadowski, Soboń, Żmigrodzki - Dębski (Łuszczak), Nowosad, Suszek - Prejbusz, Krawczyk, Kraczkiewicz (Henzel, Pacaj)

1985-1988

Do rundy wiosennej sezonu 1984-85 zamościanie przystąpili z trzeciej pozycji wywalczonej w meczach rundy jesiennej. Kibice mieli nadzieję, że ich ulubieńcy wykorzystają dobrą pozycję wyjściową i zza pleców rywali przeprowadzą decydujący atak na drugą ligę. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Słaba gra spowodowała, że Hetman znalazł się w gronie trzech najgorszych zespołów rundy wiosennej. Żadnego zwycięstwa w meczach wyjazdowych i trzy porażki na własnym boisku - taki był efekt występów zamojskich piłkarzy. Ostatecznie Hetman zajął w lidze siódmą lokatę, co przyjęto z wielkim niedosytem. Brak sukcesu spowodował, że drużynę opuścili kluczowi zawodnicy. Do Hutnika Kraków odszedł utalentowany bramkarz Włodzimierz Kwiatkowski, w ślad za którym podążył także młody skrzydłowy Leszek Kraczkiewicz. Karierę zakończyli Roman Nowosad i Waldemar Soboń, co nie mogło nie odbić się na grze zespołu w nowym sezonie. Pierwsze trzy mecze mogły jeszcze dać odrobinę nadziei co do wysokiej pozycji Hetmana w ligowej tabeli, lecz kolejne spotkania ukazały aktualne możliwości zamojskiego zespołu. Zamościanie przegrywali częściej u siebie niż na wyjeździe. W ciągu całego roku 1985 w piętnastu ligowych występach na własnym boisku Hetman przegrywał siedmiokrotnie, co znalazło potwierdzenie w malejącej frekwencji na zamojskim stadionie. Dziewiąta pozycja po zakończeniu pierwszej rundy nie mogła nikogo zadowolić. Jedyną satysfakcją dla kibiców ze strony piłkarzy były ich mecze pucharowe. W pierwszej rundzie na szczeblu centralnym w pokonanym polu pozostała drużyna rezerw Avii Świdnik. W kolejnej rundzie przeciwnikiem zamościan była rzeszowska Stal.Zamojski zespół jako pierwszy zdobył gola, jednak kolejne dwa trafienia pozwoliły gościom na objęcie prowadzenia. Ambitnie walczący hetmaniści zdołali w końcu wyrównać i sędzia zarządził rzuty karne, w których niestety lepszą odpornością psychiczną wykazali się goście. Radość Stali z awansu okazała się być przedwczesną, gdyż sędzia po remisie w regulaminowym czasie gry powinien zarządzić dogrywkę, a nie od razu rzuty karne. W powtórzonym meczu Hetman zaskoczył wszystkich znakomitą grą gromiąc rutynowanego rywala 5:1. Hat-trickiem popisał się w tym meczu Zdzisław Prejbusz. Rozochoceni dobrą postawą w pucharze kibice oczekiwali, że pokonanie kolejnego rywala na drodze do gry z pierwszoligowcami nie będzie stanowiło wielkiego problemu. Tymczasem drugoligowa Korona Kielce wyeliminowała zamojskich piłkarzy po rzutach karnych i marzenia o spotkaniu z pierwszoligowcem należało odłożyć na inną edycję rozgrywek pucharowych. Brak sukcesów zespołu spowodował, że funkcję trenera powierzono Franciszkowi Saganowi. Asystentem szkoleniowca został jego były podopieczny Roman Nowosad. Zawodnicy zadowoleni byli ze zmiany szkoleniowca i zapowiadali marsz w górę tabeli. Entuzjazm był tylko chwilowy, gdyż zespół ukończył rozgrywki na jedenastym miejscu. Zawodnicy razili bezsilnością i brakiem wiary we własne umiejętności. Zniechęcony taką postawą swych podopiecznych trener Sagan zrezygnował z dalszej współpracy. Brak formy spowodował, że przed rundą jesienną spodziewano się dramatycznej walki o utrzymanie w lidze. Jednak zarząd klubu postawił przed drużyną trenera Nowosada ambitne zadanie wywalczenia minimum szóstego miejsca na końcu rozgrywek. W tym celu dokonano także wzmocnień w postaci pozyskanych ze świdnickiej Avii Nepelskiego i Brzozowskiego. Na mocy postanowienia PZPN w roku 1986 wprowadzono przepis o przyznawaniu dodatkowego punktu za zwycięstwo różnicą przynajmniej dwóch goli. I to właśnie Hetman był jedyną drużyną centralnego szczebla rozgrywek, która w dwóch pierwszych kolejkach zdobyła maksymalną liczbę punktów, czyli sześć. Na inaugurację sezonu Hetman udał się do Starachowic, gdzie rozgromił miejscowy faworyzowany Star 4:0. W drugim meczu do Zamościa przyjechała puławska Wisła, która równie dotkliwie przekonała się o potencjale Hetmana ulegając 1:4. Tym sposobem piłkarze umocnili się na pozycji lidera. Lecz tylko do czwartej kolejki, w której zamościanie musieli pauzować. Później Hetman w bardzo ładnym stylu zdobył trzy punkty w spotkaniu z Lublinianką (3:0). Ostatecznie pierwszą rundę hetmaniści zakończyli na wysokim trzecim miejscu. Dobra postawa w meczach ligowych nie szła jednak w parze ze spotkaniami pucharowymi, gdyż już w pierwszej rundzie piłkarze musieli uznać wyższość Chełmianki. W przekroju całego roku skład Hetmana wyglądał następująco: Pająk - Grela, Rysak, Rezler, Wróbel - Henzel, Łopuszyński, Suszek (Nepelski) - Prejbusz (Dębski), Brzozowski (Suchowierzch), Pogódź (Sikora). Wiosną roku 1987 trener Nowosad zakładał zdobycie 12 pkt., co pozwoliłoby zająć szóste miejsce na koniec rozgrywek. Niestety Hetman zdobył jeden punkt mniej plasując się ostatecznie na siódmym miejscu. Ciągła walka o miejsce poza stawką drużyn bezpośrednio zainteresowanych awansem spowodowała, że zawodnikom brakowało mobilizacji. Drużyna była znużona ciągłą walką z przeciętnością, co nie pozwala na podnoszenie umiejętności i uatrakcyjnienie poziomu gry. Tworzący się konsekwentnie zły klimat wokół zespołu powoduje, że z Hetmana odchodzą czołowi zawodnicy: Henzel, Sikora, Grela, Suchowierzch, Prejbusz czy też Pogódź. Taki odpływ doświadczonych piłkarzy spowodował, że do kolejnego sezonu przystąpił zespół o średniej wieku niewiele ponad 20 lat oparty w dużej mierze na utalentowanych wychowankach klubu. Jednym z nich był występujący obecnie w barwach drugoligowca piętnastoletni wówczas Mariusz Pliżga. Ambitnie grający zawodnicy nie mogli od razu wspiąć się na wyżyny ligowej tabeli, dlatego osiem punktów i jedenasta pozycja w ligowym rankingu została przyjęta ze zrozumieniem. Jedną z większych niespodzianek, niestety in minus, młody zespół Hetmana sprawił w finale Pucharu Polski na szczeblu województwa ulegając w Biłgoraju Roztoczu Szczebrzeszyn 0:4. Runda wiosenna także nie była najlepsza w wykonaniu zamościan i niewiele brakowało, by Hetman został zdegradowany. Na szczęście zwycięstwo 2:1 z Wisłą Puławy pozwoliło na zajęcie dziesiątego miejsca. Przed rozpoczęciem nowego sezonu postanowiono dokonać zmiany szkoleniowca angażując dotychczasowego szkoleniowca biłgorajskiej Łady Wiesława Wieczerzaka. Przewidywana reorganizacja rozgrywek spowodowała, że Hetman musiał uplasować się w czołówce. W zespole doszło do kolejnych zmian kadrowych, z nowych twarzy szczególnie liczono na dobrą postawę pozyskanych Szali, Bednarza i Łukiewicza. Mimo teoretycznie dużego potencjału Hetman grał "w kratkę", choć nie można było odmówić piłkarzom ambicji i woli walki. Piąte miejsce po rundzie jesiennej nie było szczytem marzeń kibiców, którzy obiecywali sobie po młodym, ambitnym zespole trochę więcej. Najlepszymi zawodnikami byli: Brzozowski, Łopuszyński, Suchowierzch oraz broniący bez kompleksów młodziutki Sebastian Łukiewicz. Nieźle poczynali sobie także bracia Rycakowie.

1989-1991

Piąte miejsce po rundzie jesiennej było dobrą pozycją wyjściową do osiągnięcia końcowego sukcesu. Po solidnych przygotowaniach na obozach w Jeleniej Górze i Raciborzu kibice liczyli na walkę swojego zespołu o awans do drugiej ligi. Niestety zostali "sprowadzeni na ziemię" po wielce niesprawiedliwej porażce z Błękitnymi w Kielcach, gdzie głównym aktorem spotkania był sędzia, który uznał dwie kontrowersyjne bramki dla gospodarzy i dodatkowo wykluczył z gry jednego z hetmanistów. Wyprawa do Kielc była więc nieudana, podobnie jak i cała runda wiosenna. Po trzeciej rewanżowej kolejce Hetman spadł na siódme miejsce, na którym pozostał do końca rozgrywek. W meczach wyjazdowych zawodnicy zdobyli jedynie dwie bramki, co było główną przyczyną tak niskiej pozycji w tabeli. Należy do tego także dodać słaby poziom organizacyjny klubu. Istniało realne zagrożenie, że zajęte miejsce nie pozwoli na utrzymanie w lidze, jednak jak często bywało w historii klubu we właściwym momencie ponownie zreorganizowano rozgrywki ligowe powiększając ilość trzecioligowców do dwudziestu. W celu zapobieżenia podobnym emocjom w końcówce kolejnego sezonu po raz kolejny zmieniono trenera. Dotychczasowy szkoleniowiec Wiesław Wieczerzak został asystentem zaangażowanego w jego miejsce Jana Złomańczuka. Nowy trener twierdził, że chce zbudować drużynę grającą skuteczny, widowiskowy futbol, co pozwoli na zadomowienie się w czołówce ligi. Nieśmiało sugerowano, że Hetmana stać będzie nawet na wywalczenie awansu. Fundamentem tego założenia miało być sprowadzenie uznanych zawodników, tj. Pogódzia, Krukowskiego, Kulika i Płoszaja. Start tego swoistego maratonu ligowego (38 spotkań) miał miejsce w Zamościu, gdzie gospodarze pewnie pokonali po dobrej grze krakowski Wawel 3:0. W kolejnych dwóch spotkaniach mimo zdecydowanej przewagi Hetman remisuje z silnymi zespołami Karpat Krosno i Korony Kielce. Kolejny wyjazd do faworyzowanej radomskiej Broni zakończył się zwycięstwem 2:0 i po siedmiu kolejkach wraz z dwoma innymi zespołami zamościanie zostali liderami rozgrywek. Dobra gra piłkarzy spowodowała, że na zamojski stadion przychodziło regularnie 3 tysiące kibiców, choć na meczu z Karpatami było ich aż pięć tysięcy. Dalsze mecze przyniosły niespodziewanie pewien regres formy, co zaowocowało ósmym miejscem na koniec rundy jesiennej. Oprócz wyróżniających się Płoszaja, Szali, Łukiewicza, Prejbusza i Brzozowskiego w składzie występowali: Rysak, Suchowierzch, W. Rycak, Surma, Łopuszyński, Pogódź, Krukowski, Pliżga i Kulik. Jeśli chodzi o pucharowe boje w tym sezonie trwały one po raz kolejny wyjątkowo krótko po porażce w finale wojewódzkim z Granicą Lubycza Królewska. Głośno w tym roku było o dwóch młodych zawodnikach klubu. Występujący w reprezentacji juniorów województwa utalentowany Jarosław Dymanus został najlepszym strzelcem drużyny w rozgrywkach o Puchar Kuchara, natomiast największy sukces zanotował Andrzej Rycak, który wraz z drużyną olimpijską dowodzoną przez Janusza Wójcika wyjechał na turniej do Francji, gdzie zdobył jednego gola. Na zamojskich kibiców czekała jeszcze w tym roku jedna niespodzianka, gdyż w Zamościu zorganizowano mecz o Superpuchar Gloria Victis. W obecności dziesięciu tysięcy widzów ówczesny mistrz kraju warszawska Legia pokonała triumfatora rozgrywek o Puchar Polski chorzowski Ruch 3:0. Przerwę zimową wyczerpującego sezonu 1989/90 Hetman wykorzystał na solidne przygotowania kondycyjne. Sporą niespodzianką był wyjazd na zgrupowanie do Soczi, gdzie w korzystnych warunkach klimatycznych zespół mógł nabierać sił, od czasu do czasu rywalizując z wymagającymi sparingpartnerami. Bojowe zapowiedzi trenera Złomańczuka pozwoliły mieć nadzieję na oglądanie widowiskowo grającego zamojskiego zespołu. Początek rundy rewanżowej nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, lecz z biegiem czasu Hetman pokazywał duże możliwości. Oprócz zdecydowanych zwycięstw z Bronią Radom, czy Wisłoką Dębica przytrafiły się także niespodzianki typu 0:3 z Zelmerem Rzeszów, jednak po imponującym finiszu zespół zajął ostatecznie najlepsze w historii trzecioligowych występów szóste miejsce. Hetman nie przegrał żadnego z 19 spotkań na własnym stadionie, co było jak się później okazało początkiem efektownej serii. Najskuteczniejszymi zawodnikami byli Suchowierzch (10 goli), Płoszaj i Kulik po 7, Krukowski 6, Pliżga 5, Brzozowski i Rysak po 4 oraz Prejbusz 3. Szósta lokata nie została przyjęta jednak z entuzjazmem, co przyczyniło się do odejścia z klubu trenera Złomańczuka, którego obowiązki przejął Zbigniew Pająk. Przerwa między rozgrywkami przyniosła kolejną reorganizację, gdyż eksperyment z dwudziestozespołową ligą nie zdał egzaminu. W miejsce trzeciej ligi powołano klasę "Makro". Zamojski zespół przygotowywał się do nowego sezonu w egzotycznym Kazachstanie, co stanowiło rewanż za wizytę w mieście Zamość zespołu Orda Kizył. W drodze powrotnej kilka dni piłkarze przygotowywali się także na Krymie, co nie pozwoliło na rozegranie meczu pierwszej rundy Pucharu Polski, który Hetman oddał Unii Tarnów walkowerem. Taka forma przygotowań nie dała jednak spodziewanych efektów, gdyż Hetman nie grając na zbyt wysokim poziomie zajął po pierwszej rundzie dopiero ósme miejsce. Po raz kolejny na przeszkodzie w osiągnięciu lepszego rezultatu stanęła słaba gra na wyjazdach, gdyż na własnym stadionie nie zanotowano porażki. Do historii przeszła najwyższa porażka w trzecioligowych dziejach klubu, gdy w Puławach miejscowa Wisła potraktowała zamojskich zawodników jako "chłopca do bicia" wygrywając 8:1. Dużą uwagę zamojscy kibice skupiali na występach juniorów Hetmana w klasie "Makro". Młodzi zamościanie ustąpili pola tylko lubelskiemu Motorowi. Największym sukcesem było jednak wygranie międzynarodowego turnieju w RFN, gdzie odnosząc pięć zwycięstw i dwa remisy zespół Hetmana awansował do finału, w którym pokonał SVO Germarin 1:0. W zachwyt miejscowych sympatyków i ekspertów futbolu wprowadził Mariusz Pliżga jednogłośnie uznany najlepszym piłkarzem imprezy.Zamojska drużyna wystąpiła w składzie: Kustra, Barda, Wawryk, Marczuk, Selech, Pliżga, Wlaź, Malowany, Szewczuk, Wirski, Pakuła, Wiśniewski, Kapuśniak, Czubała. Trenerami byli Eugeniusz Hałon i Wiesław Wieczerzak. Przed rundą rewanżową kierownictwo klubu postarało się o wzmocnienie drużyny, efektem czego było pozyskanie doświadczonych Marka Motyki i Władymira Kobzewa. Z tymi zawodnikami w składzie na wiosnę 1991 r. Hetman rozegrał kilka wyśmienitych pojedynków, w najlepszym z nich pokonując świdnicką Avię 2:1. Na wyróżnienie w tej rundzie zasłużyli obok wspomnianych wcześniej zawodników także Łukiewicz, Płoszaj, W. Rycak i bramkostrzelny Fiedeń. 19 czerwca 1991 r. doszło do wydarzenia, które wywarło olbrzymi wpływ na dalsze losy klubu. W czasie nadzwyczajnego zebrania członków MZKS "Hetman" zadecydowano o przekazaniu pierwszej i drugiej drużyny do PW "Kadex", w ramach którego powstał Klub Sportowy "Hetman-Kadex". Jego właściciel, p. Krzysztof Duda, chciał jak najszybciej wprowadzić klub do drugiej ligi. Stworzono ku temu dobre warunki finansowe, organizacyjne i szkoleniowe. Pozyskano kilku perspektywicznych i doświadczonych piłkarzy, wśród których należy przede wszystkim wymienić Tomasza Jurkowskiego i Józefa Dankowskiego. Tworząca się atmosfera oczekiwania na sukces była "podgrzewana" także przez media. "Dziennik Lubelski" na stronie sportowej oznajmiał "Druga liga przystankiem do ekstraklasy". W takiej właśnie atmosferze zespół przygotowywał się do nowego sezonu w dalekiej Syberii, co po raz kolejny nie pozwoliło na uczestnictwo w rozgrywkach o Puchar Polski. Zespół trenera Stanisława Gielarka rozpoczął sezon od z trudem wywalczonego zwycięstwa z Orlętami Łuków. Następny występ zamojskiego zespołu był już znakomitym spektaklem, gdy w Skarżysku Hetman upokorzył miejscowy Granat wygrywając 5:1, po czterech bramkach sprowadzonego z puławskiej Wisły "bombardiera" Andrzeja Pidka. W trzecim spotkaniu o potencjale Hetmana dotkliwie przekonała się Broń Radom ulegając 1:4. Jednak po dwóch kolejnych remisach przodownictwo w tabeli odbiera Hetmanowi Radomiak. W kolejnych meczach daje się odczuć w zespole pewien brak odporności na presję, gdyż piłkarze lepiej radzili sobie na wyjazdach. Nawet mimo rozgromienia 7:0 Tomasovii w grze widać było pewne mankamenty. Do dziesiątej kolejki zamościanie przystąpili pod wodzą powracającego do Zamościa trenera Złomańczuka, który na "dzień dobry" poprowadził zespół w meczu w Radomiu przeciwko miejscowemu Radomiakowi. Dowodzeni przez wspaniale grającego Józefa Dankowskiego goście wygrali 1:0, a w opinii miejscowych kibiców był to mecz godny pierwszoligowych boisk. W następnej kolejce znowu doszło do meczu na szczycie, bowiem do Zamościa przyjechało ostrowieckie KSZO. Mimo przewagi gospodarzy mecz zakończył się bezbramkowym remisem. W kolejnym spotkaniu Hetman mając w pamięci pogrom w Puławach pokonał miejscową Wisłę 4:1 i wydawało się, że ponownie zespół nie będzie miał w tej lidze godnych siebie rywali. Niestety w przedostatniej kolejce mimo miażdżącej przewagi Hetman uległ w Zamościu Górnikowi Łęczna 2:3, co było pierwszą porażką zamościan na własnym stadionie od trzydziestu miesięcy. Strata punktów i przodownictwa w tabeli kosztowała trenera Złomańczuka posadę, na którą zaangażowano ponownie Zbigniewa Pająka. Ale tylko na ostatni mecz jesieni, w którym Hetman stracił punkt z przeciętną Bucovią. Drugie miejsce z punktem straty do prowadzącego KSZO było najlepszym osiągnięciem w historii klubu, jednak odczuwano spory niedosyt. Niewątpliwie najlepszym zawodnikiem zespołu był Dankowski, bardzo dobrze spisywali się również Kobzew, Łukiewicz, Szala, Pidek i Pliżga. Podstawowa jedenastka wyglądała następująco: Łukiewicz - Szala, Dankowski, Ziółkowski (Rysak), Suchowierzch (Malowany) - Kulik, Krukowski, Pliżga (Jurkowski), Płoszaj - Pidek, Kobzew. Na uznanie zasługuje także postawa rezerw występujących w czwartej lidze, które na półmetku rozgrywek zajęły pierwsze miejsce. Świetnie radzili sobie także juniorzy zamojskiego klubu prowadzeni przez trenera Nowosada, którzy grając bardzo ofensywny futbol (14 goli Jarosława Dymanusa) liderowali w rozgrywkach ligi regionalnej.

Historyczny awans

Do rundy rewanżowej mającej być zwieńczeniem starań o drugą ligę zespół Hetman-Kadexu dowodzony przez pozyskanego z pierwszoligowej Stali Mielec trenera Włodzimierza Gąsiora przygotowywał się na Słowacji. W kadrze drużyny doszło do kilku zmian, wśród których największe znaczenie miało odejście Marka Motyki i pozyskanie Krzysztofa Bojdy z Piasta Gliwice. Pierwszy mecz rundy wiosennej zamościanie wygrali 2:1 z Orlętami Łuków i objęli pozycję lidera. Nie oddali jej do końca rozgrywek, w kolejnych meczach powiększając przewagę nad starającymi sieępokrzyżować zamojskie ambitne plany zespołami Radomiaka, KSZO i Lublinianki. Pewna przewaga nad grupą pościgową nie wpływała korzystnie na mobilizację piłkarzy, niemniej kolejne spotkania kończyły się zwycięstwami zamościan. Atmosfera zbliżającego się sukcesu spowodowała, że za drużyną na mecze wyjazdowe podążały tłumy kibiców, którzy często w znaczący sposób podnosili frekwencję na stadionach rywali Hetmana-Kadexu. Nie wszędzie kibice byli dobrze przyjmowani. Do najgroźniejszej sytuacji doszło w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie miejscowi bandyci mieniący się kibicami frustrację wywołaną bezradnością swoich pupili (zwycięstwo Hetmana-Kadexu 3:0) wyładowali na samochodach zamojskich sympatyków futbolu. Mecz z puławską Wisłą miał być początkiem fetowania historycznego awansu do drugiej ligi, z tego też powodu właściciel klubu zaprosił na stadion prezesa PZPN Kazimierza Górskiego i wojewodę Marcina Zamoyskiego. Piłkarze dostroili sie poziomem do rangi zawodów gromiąc przeciwnika 8:1, co było kolejnym rewanżem za identyczne lanie w Puławach. Ciekawostką jest, że piąta bramka tego meczu była 1500 golem zamościan w historii trzecioligowych występów. Szczęśliwym strzelcem był Tomasz Jurkowski. Ostatni mecz sezonu został rozegrany w Zamościu, gdzie gościliśmy słabą Bucovię Bukowa. Pięć tysięcy kibiców, wśród których był wiceprezes PZPN Michał Listkiewicz obejrzało kolejny festiwal bramek i pogrom gości 5:0. Po meczu Listkiewicz wręczył piłkarzom okolicznościowy puchar, a rozentuzjazmowani kibice chóralnie śpiewali "Sto lat" życząc zawodnikom i sobie niezapomnianych wrażeń z drugoligowych boisk. W rundzie rewanżowej Hetman-Kadex stracił tylko 6 goli, zdobywając ich aż 41. W całym sezonie najlepszymi snajperami byli: Kobzew 14, Pidek 12 i Jurkowski 11. Najlepszymi zawodnikami wiosny uznano kolejno: Tomasza Jurkowskiego, Józefa Dankowskiego, Krzysztofa Bojdę i "Wołodię" Kobzewa. Podstawowy skład triumfatorów ligi wyglądał następująco: Łukiewicz - Szala, Dankowski, Dec, Twarowski (Suchowierzch) - Pliżga, Kobzew, Jurkowski, Bojda (Kulik) - Płoszaj, Pidek. Przed drugoligowym debiutem spodziewano się wzmocnienia zespołu znanymi zawodnikami, tymczasem mający pierwsze poważne kłopoty właściciel klubu pozyskał m. in. Kwiatkowskiego, Kołaczyka, Sawę, Jurczenkę i Milewskiego. Klub opuścili Dec i Bojda, a kilku zawodników przekazano do zespołu rezerw. Wielką tajemnicą okryta została zmiana szkoleniowca, gdy Włodzimierza Gąsiora zastąpił Grzegorz Bakalarczyk. Inaugurację sezonu wyznaczono na 9 sierpnia. Tego też dnia o godz. 17:00 arbiter Brodecki z Łodzi (sędziował niedawny mecz Hetmana z Lechią) w obecności 7 tys. kibiców po raz pierwszy w historii idealnego miasta dał sygnał do rozpoczęcia drugoligowego meczu. Kiedy w 20 min. Mirosław Banaszek pokonał Sebastiana Łukiewicza wydawało się, że ekspierwszoligowiec da beniaminkowi lekcję profesjonalnego futbolu. Tymczasem kwadrans później mocnym strzałem z 14 m wyrównał Grzegorz Płoszaj ustalając w efekcie wynik końcowy. Tropikalny upał sprawił, że tempo gry w drugiej połowie słabło, a zawodnicy oczekiwali tylko gwizdka kończącego zawody. Pierwszy mecz wyjazdowy także zakończył się remisem ze Stalą Stalowa Wola 2:2 po dwóch trafieniach Jurkowskiego. Później zamojscy kibice byli świadkami emocjonującego meczu i zwycięstwa z Koroną Kielce, gdy dwie piękne bramki zdobył Kobzew, a debiutujący w bramce Hetmana-Kadexu Włodzimierz Kwiatkowski obronił rzut karny. Pierwszą drugoligową porażkę zamościanie ponieśli w Warszawie, gdzie piłkarze miejscowej Polonii w widowiskowym meczu pokonali zasługujących na remis gości z Zamościa po golu Wędzyńskiego. Na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo musieliśmy czekać do szóstej kolejki. W Rzeszowie ku zaskoczeniu miejscowych kibiców Stal przegrała 0:3, a gole dla zamojskiego zespołu zdobyli Kobzew, Płoszaj i Jurkowski. W rundzie jesiennej Hetman-Kadex nie przegrał na własnym stadionie, co pozwoliło na zajęcie na półmetku rozgrywek wysokiego szóstego miejsca. Najwięcej bramek zdobył Tomasz Jurkowski 7, a najlepszym zawodnikiem drużyny uznano Józefa Dankowskiego. Najszybciej strzeloną bramką był gol Mariusza Pliżgi w 20 sekundzie meczu z Chemikiem Bydgoszcz (2:0). Jak na razie żaden z hetmanistów nie poprawił tego rekordu. Podstawowa jedenastka wyglądała następująco: Kwiatkowski - Szala, Dankowski, S. Stopa, Milewski - Jurczenko, Jurkowski, Chwaliszewski - Kołaczyk, Kobzew, Płoszaj. Bardzo dobrze w czwartej lidze spisywały się rezerwy Hetmana-Kadexu. W sezonie 1991/92 zawodnicy zdobywając w 24 meczach 92 gole zajęli drugie miejsce. Kierownictwo klubu nie było jednak zainteresowane awansem do trzeciej ligi w kolejnym sezonie, w efekcie czego zespół opuścił trener Wieczerzak, co nie wpłynęło w znaczący sposób na grę drużyny. Zawodnicy czekali na zgodę właściciela zespołu na walkę o trzecią ligę, lecz takowej nie uzyskali i spokojnie zajęli drugie miejsce na koniec rozgrywek. Tego roku na zamojskim stadionie doszło do jeszcze jednego ważnego wydarzenia, jakim był mecz młodzieżowych reprezentacji Polski i Ukrainy. Na to spotkanie do reprezentacji kraju trener Stasiuk powołał Mariusza Pliżgę, który zrewanżował się za uznanie dwoma pięknymi golami. Gdyby nie fatalna postawa Onyszki w polskiej bramce byłyby to gole dające zwycięstwo. A tak mecz zakończył się remisem 3:3.

1993

Inauguracja rundy rewanżowej miała miejsce w Lublinie, gdzie podobnie jak w Zamościu Hetman-Kadex i Motor podzieliły się punktami strzelając po jednej bramce. Początek meczu należał do gospodarzy, lecz po kilku minutach gra wyrównała się i toczyła głównie w środku pola. Wpływ na poczynania boiskowe miały na pewno anormalne warunki atmosferyczne panujące tego dnia w Lublinie. Najlepszą sytuację do uzyskania prowadzenia w pierwszej części gry mieli gospodarze, kiedy tuż przed przerwą po mocnym strzale Komora piłka trafiła w poprzeczkę bramki Kwiatkowskiego. W 48 min. lublinianie objęli prowadzenie po dośrodkowaniu Mieczysława Pisza i strzale Mirosława Banaszka. Z upływem czasu przewagę zdobywali goście. W 70 min. po pięknej akcji Piotra Stopy w znakomitej sytuacji znalazł się Pidek, ale z bliska strzelił obok słupka. Jednak chwilę później został ustalony wynik wiosennej inauguracji, gdy po kolejnym doskonałym rajdzie Stopy bramkarz Motoru Biełoszapka faulował w polu karnym napastnika, który za chwilę cieszył się ze zdobycia gola z "jedenastki". Remis obserwatorzy tego meczu uznali za wynik sprawiedliwy. Wydawało się, że niezła postawa w Lublinie jest dobrym prognostykiem na kolejne spotkania, tymczasem na pierwsze zwycięstwo zamojscy kibice musieli czekać aż do 31 kolejki, czyli czternastej tej wiosny. W tym czasie zespół przegrał pięć i zremisował osiem spotkań. Najbardziej w pamięci utkwiła nam porażka 0:4 z Avią w Świdniku po golach Stelmacha i Leszczyńskiego. Oznaką niewłaściwego przygotowania kondycyjnego była strata aż czternastu goli w ostatnim kwadransie wiosennych spotkań. We wspomnianej wcześniej 31 kolejce Hetman-Kadex trenowany już przez Wiesława Wieczerzaka pokonał w bardzo szczęśliwym tego roku (jesienne zwycięstwo ze Stalą) Rzeszowie miejscową Resovię 2:1 po golach Płoszaja i Lechowicza. Co ciekawe, goście zdobyli bramki w 84 i 89 min. i to przy wcześniejszym prowadzeniu gospodarzy co oznaczało, że zawodnicy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w walce o utrzymanie drugiej ligi. Zwycięstwo w Rzeszowie miało być początkiem zwycięskiego finiszu rozgrywek, lecz kolejny mecz w Zamościu przyniósł rozczarowanie wynikające z porażki 1:2 z Karpatami Krosno po bramce straconej trzy minuty przed końcem gry. Porażka ta spowodowała, że sytuacja zamościan była bardzo poważna. Aby oszczędzić sobie i kibicom niepotrzebnych nerwów kolejny mecz musiał zakończyć się zwycięstwem zamojskiego zespołu, a przeciwnikiem był pogodzony już z degradacją Chemik Bydgoszcz. Gdy w Bydgoszczy już w trzeciej minucie Tomasz Jurkowski zdobył prowadzenie dla gości wydawało się, że nic złego nie spotka jego kolegów. Lecz w 38 min. Burlikowski wyrównał mocno komplikując sytuację. Na szczęście dwie minuty później ponownie Jurkowski znalazł się we właściwym miejscu odzyskując prowadzenie dla zamościan. W drugiej połowie Hetman uważnie pilnował korzystnego wyniku przy nadarzających się okazjach kontrując ambitnie grających gospodarzy. Na dziesięć minut przed końcem meczu po raz kolejny w obozie gości zapanowała radość po golu Mariusza Pliżgi. Skuteczny strzał Porbesa w 85 min. nie zmącił za bardzo radości zamościan, którym to zwycięstwo gwarantowało pozostanie w lidze. Nie mieli tego komfortu piłkarze płockiej Petrochemii, która przyjechała do Zamościa po remis, który gwarantował jej utrzymanie. Przebieg meczu wskazywał, że gościom tego dnia nie może stać się krzywda, o czym nie wiedział chyba tylko Andrzej Pidek, który w 83 min. zdobył gola dającego prowadzenie gospodarzom, którzy w 87 min. sprokurowali rzut karny pewnie wykorzystany przez Dylewskiego i spotkanie zakończyło sie upragnionym przez gości remisem 3:3. Ostatecznie Hetman-Kadex uplasował się na jedenastej pozycji z 32 pkt. i stosunkiem bramek 37-42. Do nowego sezonu hetmaniści przystąpili w zdecydowanie gorszych nastrojach niż przed rokiem. Mający potężne kłopoty sponsor drużyny zrezygnował z dalszej współpracy, efektem czego było odejście wielu kluczowych zawodników, jak: Jurkowski, Kwiatkowski, Dankowski czy bracia Stopowie. Praktycznie w ostatniej chwili udało się sfinalizować umowy pozyskanych Zagrodniczka, Karbowniczka, Polnego i Mulawki. Zdecydowanie najlepiej z tego grona prezentowali się Zagrodniczek i niezapomniany Polny, który w czasie meczu ustawiał nie tylko kolegów, lecz także starał się to samo robić z kibicami. Po tak osłabionej drużynie nie spodziewano się cudów, choć liczono na skuteczną walkę o uratowanie ligowego bytu. Na inaugurację sezonu do Zamościa przyjechała mająca podobne problemy Resovia. Po słabej grze padł bezbramkowy remis, który odzwierciedlał możliwości obydwu zespołów. W drugiej kolejce Hetman uległ w Płocku Petrochemii 1:0 po golu Krzywkowskiego już w 3 min. Niewiele brakowało, by sprawdziło sie powiedzenie, że do trzech razy sztuka. Oto bowiem w trzeciej kolejce do Zamościa przyjechał GKS Bełchatów, który jeszcze minutę przed końcem przegrywał 0:1. Jednak w ostatniej akcji goście wywalczyli rzut wolny z linii pola karnego, po którym Jacek Berensztajn udowodnił duże umiejętności. Prowadzenie gospodarze objęli w 67 min., kiedy akcję Kulika skutecznym strzałem głową sfinalizował Grzegorz Płoszaj. Niestety w końcowych minutach piłkarze zbyt głęboko cofnęli się i przez to pozwolili na stworzenie wspomnianej wcześniej sytuacji. Strata punktu w ostatniej minucie nie zdeprymowała na szczęście zamościan, którzy w następnej kolejce sprawili sensację wygrywając na boisku faworyzowanych Szombierek Bytom 1:0 po golu Jacka Fiedenia w 72 min. I gdy wydawało się, że Hetman złapał wiatr w żagle doszło do pamiętnego meczu z Bugiem Wyszków, który zawodnicy przegrali 0:1 grając "na stojąco". Jak się okazało był to początek smutnej serii siedmiu spotkań bez zwycięstwa. Dopiero gol Jacka Fiedenia w 49 min. meczu z Okocimskim Brzesko w ramach 12 kolejki pozwolił na radość ze zdobycia jakże ważnych dwóch punktów. Tej jesieni zamościanie jeszcze tylko raz zdobyli komplet punktów pewnie pokonując w przedostatniej kolejce Karpaty Krosno 3:0 po trafieniach Mulawki, Płoszaja i Pliżgi. Najlepszym strzelcem w tej rundzie był Jacek Fiedeń, zdobywca 4 goli. Zdobywając w 17 meczach 14 pkt. i przy stosunku bramkowym 12-14 Hetman na półmetku rozgrywek zajął 13 miejsce.

1994

Trzy zwycięstwa, osiem remisów i sześć porażek w meczach jesiennych pozwoliło ukończyć pierwszą rundę sezonu 1993/94 w gronie zespołów nie zagrożonych spadkiem, lecz by nie denerwować się w końcówce rozgrywek na wiosnę należało grać bardziej skutecznie. W celu wzmocnienia siły ataku ze Stali Stalowa Wola pozyskano rutynowanego Dariusza Sajdaka, który z Januszem Mulawką miał stworzyć atak groźny dla wszystkich zespołów. W pierwszym meczu wiosny z Resovią miał miejsce strzelecki debiut sympatycznego pana Darka, który w 68 min. zmienił kierunek lotu piłki po strzale z dystansu jednego z kolegów wyrównując wynik tego meczu. Prowadzenie gospodarze zdobyli w 23 min., gdy po faulu Szali arbiter z Lublina podyktował rzut karny. Strzał Wilka Łukiewicz odbił przed siebie, poradził sobie z dobitką Rożka, ale był bezradny przy strzale Sakowskiego. Ciekawe co w tym momencie robiła obrona? Po zdobyciu wyrównującej bramki w doskonałej sytuacji znaleźli się Sajdak i Mulawka, ale z bliska nie potrafili pokonać ofiarnie interweniującego Gniewka. Drugi mecz, tym razem w Zamościu z płocką Petrochemią, zakończył się bezbramkowym remisem, który był sukcesem gości. Kolejne spotkanie wyjazdowe z bełchatowskimi "górnikami" zakończyło się skandalem. W 90 min. gospodarze wykonywali rzut rożny i gdy wszyscy kibice obserwowali lot piłki niedokładnie zagranej przez jednego z miejscowych zawodników sędzia ostro zagwizdał. Gdy wydawało się, że w ten sposób kończy spotkanie pan Szostek z Olsztyna ku osłupieniu wszystkich wbiegł w pole karne i wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki Łukiewicza. Decyzję przyznającą rzut karny gospodarze przyjęli ze zdziwieniem, a kibice najpierw śmiechem, a później gromkimi gwizdami. Z prezentu arbitra skorzystał Mariusz Gawlica zdobywając jedyną bramkę. Po meczu arbiter swą decyzję uzasadniał faulem Zagrodniczka, który przy wyskoku zdaniem Szostka naruszył nietykalność Roberta Górskiego. Był to jeden z przykładów w jaki sposób polscy sędziowie potrafią decydować o losach spotkań. Okazją do podreperowania dorobku punktowego był mecz na własnym boisku z Szombierkami, który po golach Zagrodniczka i Sajdaka piłkarze wygrali 2:1. W kolejnych trzech meczach Hetman zdobył sześć punktów pokonując w Wyszkowie Bug 2:0 (Sajdak, Mulawka), w Zamościu Radomiaka 1:0 (Mulawka) oraz sensacyjnie pokonując na wyjeździe liderujący ligowej tabeli Stomil Olsztyn 2:2. Prowadzenie dla olsztynian już w 1 min. zdobył Sylwester Czereszewski, wyrównał Marcin Łyś, a decydującego gola w 67 min. zdobył Dariusz Sajdak. Blisko dziesięciotysięczna olsztyńska publiczność długo nie mogła wyjść z podziwu wobec dojrzałej gry "jakiegoś" Hetmana. W kolejnych spotkaniach zawodnicy przeżyli spadek formy, a kompletnym zaskoczeniem, jednocześnie największym blamażem był zamojski mecz z broniącą się przed spadkiem Stalą Rzeszów przegrany 0:4. Kibice nie poznając zespołu, który kilkanaście dni wcześniej odebrał punkty liderowi sugerowali, że ktoś na tym meczu dobrze zarobił, lecz nikomu nic nie udowodniono. Do kolejnego meczu na własnym stadionie Hetman przystąpił po pucharowym boju z warszawską Legią, o czym opowiemy w dalszej części tego odcinka hetmańskiej historii. Przeciwnikiem był Włókniarz Pabianice, który po bramkach Lechowicza, Łysia i Sajdaka powinien dziękować za niezbyt surową lekcję. W następnych kolejkach Hetman wygrywał u siebie i remisował na wyjeździe, co pozwoliło ostatecznie na zajęcie dziewiątego miejsca. Gdyby nie dwie porażki w końcówce sezonu piłkarze uplasowaliby się na siódmej pozycji, ale zadanie postawione przed drużyną w rundzie wiosennej zostało zrealizowane. Najskuteczniejszym zawodnikiem Hetmana był Sajdak, zdobywca 7 goli. Oprócz niego eksperci najwyżej ocenili grę Wojciecha Rycaka. Podstawowa jedenastka wyglądała następująco: Łukiewicz - Szala, Polny, Zagrodniczek, Rycak - Kulik, Jurczenko, Płoszaj, Pliżga - Mulawka, Sajdak. Na zmiany wchodzili także: Ziółkowski, Wawryk, Łyś, Wieczerzak, Naczas, Lechowicz, Dymanus i Marczuk. Piłkarze ci w 34 spotkaniach 10 razy wygrali trzynastokrotnie remisując i 11 razy przegrywając. Był to chyba najlepszy sezon Hetmana w historii, gdyż oprócz dobrej postawy w lidze Hetman był rewelacją rozgrywek o Puchar Polski. Na szczeblu centralnym zawodnicy pokonali kolejno AZS AWF Biała Podlaska 4:1 (Płoszaj, Fiedeń, Zagrodniczek, Jurczenko), Koronę Kielce 5:2 (Fiedeń, Mulawka, Pidek, Płoszaj i samobójcza Noconia), Stal Mielec 1:0 (Fiedeń). W 1/8 finału po bardzo emocjonującym meczu i dogrywce Hetman uporał się po golach Pliżgi i Łysia z pierwszoligowym Hutnikiem Kraków. Jako ćwierćfinałowego przeciwnika los wyznaczył po raz kolejny warszawską Legię. 23 marca 1994 r. o godzinie 15.30 sędzia Roman Kostrzewski rozpoczął to spotkanie. W pierwszej połowie 11 tysięcy kibiców było świadkami lekkiej przewagi gości. W miarę upływu czasu gospodarze zobaczyli, ze nie taka Legia groźna i zaczęli śmielej atakować bramkę Robakiewicza. W drugiej połowie ton wydarzeniom nadawali hetmaniści, a najlepszej sytuacji nie wykorzystał Płoszaj, który przegrał pojedynek z bramkarzem Legii. Mecz zakończył się niespodziewanym bezbramkowym remisem, co dawało szansę na pokonanie kolejnej pucharowej przeszkody. Niestety na Stadionie Wojska Polskiego Legia zagrała już z Kowalczykiem, Podbrożnym i Piszem. Nie angażując się maksymalnie w grę gospodarze pokonali Hetmana 3:0 po golach Fedoruka, Kruszankina i Kowalczyka.Zamojski zespół wystąpił w składzie: Łukiewicz - Szala, Rycak, Wawryk, Zagrodniczek - Kulik, Jurczenko, Płoszaj, Pliżga (60 Fiedeń)-Lechowicz (46 Łyś), Sajdak.

1994-1995

Przed rozpoczęciem trzeciego sezonu w drugiej lidze w drużynie Hetmana doszło do kilku zmian kadrowych. Trener Wieczerzak nie mógł już korzystać z usług Fiedenia, Mulawki i Jurczenki, do kadry w ich miejsce pozyskano Romaniuka z Jagielloni, Pidka powracającego z wypożyczenia do Górnika Łęczna, Kapuśniaka z Tomasovii oraz wychowanków Trześniewskiego i Naczasa. W trakcie sezonu do drużyny pozyskano z warszawskiej Legii Dariusza Bayera. Inauguracja sezonu miała miejsce ostatniego dnia lipca, gdy w obecności 2,5 tysiąca kibiców Hetman pokonał 3:0 Hutnika Warszawa po dwóch golach Pidka i jednym Sajdaka. Po trzydziestu minutach gry gospodarze osiągnęli zdecydowaną przewagę, efektem czego było pierwsze trafienie Pidka. Kolejne gole padły dopiero w ostatnim kwadransie, kiedy to napastnicy skutecznie zakończyli akcje swojego zespołu. Wyjazdowe derby z Motorem ustawiła bramka zdobyta przez Piotra Adamczyka już w 2 min. Gdy pół godziny później ten sam zawodnik zdobył drugiego gola dla Motoru goście stracili wiarę w wywalczenie sukcesu, choć w 52 min. kontaktową bramkę strzelił Marcin Łyś. Ten sam zawodnik zdobył jedynego gola w kolejnym meczu z Karpatami Krosno. Po efektownym zwycięstwie 4:0 z Błękitnymi w Kielcach (2 gole Romaniuka oraz Kulika i Lechowicza) Hetman zajmował czwarte miejsce z dwoma punktami straty do prowadzącej Lublinianki. W kolejnych trzech meczach Hetman zdobywa cztery punkty dzięki skuteczności Marcina Łysia, który w każdym z tych spotkań zdobył bramkę. W 10 kolejce doszło do kolejnego meczu derbowego, w którym Hetman zremisował w Lublinie z Lublinianką 1:1. W pierwszej połowie na boisku nie dochodziło zbyt często do groźnych akcji, choć to właśnie w tej odsłonie padły wszystkie bramki. W 40 min. ładnym strzałem z powietrza prowadzenie dla gości uzyskał Pliżga, wyrównał chwilę później po akcji Klempki Krukowski. W drugiej połowie na boisku było zdecydowanie ciekawiej, choć to gospodarze mieli więcej dogodnych sytuacji do zdobycia kompletu punktów. W następnej kolejce Hetman podejmował nie mające szczęścia do zamościan Szombierki Bytom, które po raz kolejny uległy 0:2 po golach Sajdaka i Płoszaja. W 14 kolejce zespół bliski był zwycięstwa w Radomiu z Radomiakiem. Gdy w 77 min. prowadzenie dla gości po akcji Kulika zdobył Pidek wydawało się, że punkty pojadą do Zamościa. Tymczasem w 87 min. odbitą od Wojtka Rycaka piłkę przejął Jakub Bilke i z bliska ustalił wynik meczu. Czego nie zrobili piłkarze w Radomiu zrobili w Zamościu pokonując po kolejnej bramce Pidka Bełchatów 1:0. 16 kolejka to znowu wyjazdowe derby, tym razem z Avią Świdnik. I ponownie jako pierwsi prowadzenie uzyskali goście po golu Sajdaka w 6 min. Wyrównał dwadzieścia minut przed końcem Bender ustalając wynik na 1:1. Zwieńczeniem udanej rundy jesiennej był mecz na zamojskim stadionie z Pomezanią Malbork.Piłkarze rozpoczęli grę od składnych i szybkich akcji osiągając zdecydowaną przewagę. Grali jednak nieskutecznie, gdyż strzały Sajdaka, Zagrodniczka, Romaniuka i Łysia nie przyniosły prowadzenia. Powodzeniem zakończyła się natomiast akcja Sajdaka w 39 min., po której Kulik strzałem z 12 m ulokował piłkę w bramce gości. Przed przerwą obie drużyny mogły zmienić wynik, lecz skuteczność tego dnia nie stała na wysokim poziomie. Goście grali ambitnie tylko do 57 min., gdy po dośrodkowaniu Bayera Pidek po raz drugi zmusił Tobolskiego do wyciągnięcia piłki z siatki. Wynik meczu na 3:0 ustalił w 82 min. pozyskany z Bodaczowa Marek Kowalczyk. Po rundzie jesiennej Hetman zajmował wysokie czwarte miejsce z pięciopunktową stratą do prowadzącej Siarki Tarnobrzeg. Najlepszymi strzelcami byli Łyś i Pidek po 5 goli oraz Sajdak 4. Oprócz nich wyróżnili sie także: Łukiewicz, Polny i Kulik. Wysoka pozycja w tabeli trochę "uśpiła" działaczy, którzy przed rundą rewanżową nie wzmocnili zbytnio zespołu sprowadzając jedynie Huberta Kopcia, Josefa Parilaka i utalentowanego wychowanka Tanwi Majdan Stary Jana Ciosa. W inauguracji ligowej wiosny Hetman zremisował w Warszawie z Hutnikiem 2:2 (0:2), choć tak doświadczonej drużynie nie wypada tracić dwóch bramek w ostatnich pięciu minutach. Dla Hetmana trafiali w tym meczu Pidek i Płoszaj. W kolejnych trzech meczach Hetman remisował 1:1 z Motorem, Karpatami i Błękitnymi, a po porażce 1:0 z Dominetem Piaseczno cierpliwość kierownictwa klubu skończyła się i podziękowano za pracę trenerowi Wieczerzakowi. W meczu z Wisłoką Dębica w Zamościu gospodarzy do boju poprowadził Marek Pogódź, ale będąca w kryzysie drużyna uległa dębiczanom 0:2 po bardzo słabej grze. Było to także ostatnie spotkanie w barwach Hetmana Romaniuka, Bayera i Polnego, z którymi w obliczu słabej gry postanowiono rozstać się przed upływem umowy. Wyjazdowy mecz z Okocimskim był debiutem w roli szkoleniowca Hetmana trenera Zbigniewa Bartnika. Po wyrównanej grze padł bezbramkowy remis. Również remisem zakończyły się kolejne trzy mecze z Jagiellonią, Polonią oraz Lublinianką. Gdy w 28 kolejce zamościanie ulegli w Bytomiu Szombierkom 3:1 widmo degradacji zajrzało hetmanistom w oczy. Na szczęście dwunasta wiosenna kolejka przyniosła pierwsze zwycięstwo w tej rundzie. Stare przysłowie mówi, że lepiej późno, niż wcale... Przeciwnikiem Hetmana była tarnowska Unia, która już w 25 min. przy dobrej grze gospodarzy i golach Sajdaka i Kopcia oraz Paleja przegrywała 1:3. Zamościanie zmarnowali w tym meczu jeszcze kilka dobrych okazji, ale w 84 min. ustalili wynik meczu po strzale Płoszaja. Już do końca sezonu Hetman zdobywał na swoim stadionie komplet punktów pokonując Radomiaka 3:1 i świdnicką Avię 4:0. Trzeci sezon w drugiej lidze drużyna zakończyła z dorobkiem 36 pkt. (10 zwycięstw, 16 remisówi 8 porażek) i przy stosunku bramkowym 45-33 plasując się na ósmej pozycji. Na szczególne wyróżnienie zasłużyli Łukiewicz, Kulik, Pliżga, Sajdak, W. Rycak i Płoszaj. Najskuteczniejszymi zawodnikami byli: Sajdak 8, Pidek 7 i Pliżga 6 goli. Skład Hetmana wyglądał następująco: Łukiewicz - Szala, Wawryk, Rycak, Zagrodniczek - Pliżga, Płoszaj, Cios, Pidek - Sajdak, Kopeć. Na zmiany wchodzili: Ziółkowski, Kulik, Kowalczyk, Łyś, Parilak i Dymanus. Sezon 1994/95 był udany także jeśli chodzi o występy w Pucharze Polski. Zostawiając w pokonanym polu Motor, Lubliniankę i pierwszoligową Wartę Poznań w 1/8 finału po raz trzeci w tym roku Hetman spotkał się z warszawską Legią. Po cichu liczyliśmy na sensacyjne zwycięstwo, jednak renomowany rywal już przed przerwą pokazał kto zagra w kolejnej rundzie tych prestiżowych rozgrywek. W 6 min. Jacek Bednarz sfinalizował zespołową akcję kolegów, w 38 min. podwyższył Michalski, a chwilę przed przerwą wynik ustalił Wędzyński. W czasie pierwszej połowy kontuzji barku nabawił się Sebastian Łukiewicz i w drugiej odsłonie wysokie umiejętności musiał zademonstrować Dariusz Ziółkowski.Zamojski bramkarz bronił z ogromnym wyczuciem strzały napastników Legii stając się jedną z jaśniejszych postaci meczu. W 66 min. gospodarze po faulu na Rycaku wywalczyli rzut karny, cóż z tego, skoro Bayer nie potrafił pokonać niedawnego kolegi z warszawskiegozespołu Macieja Szczęsnego. Rywalizujące zespoły wystąpiły w składach: Hetman: Łukiewicz (46 Ziółkowski) - Szala, Polny, Zagrodniczek, Rycak - Romaniuk, Pidek, Pliżga, Bayer - Sajdak, Łyś (72 Płoszaj). Legia: Szczęsny - Ratajczyk, Mosór, Zieliński - Bednarz, Lewandowski, Kacprzak, Michalski, Wędzyński - Podbrożny, Mięciel (75 Grzesiak).

1995-1996

Do nowego sezonu hetmaniści prowadzeni przez Zbigniewa Bartnika przygotowywali się na Słowacji. Po powrocie trener nie krył zadowolenia z przebiegu przygotowań, choć nie ukrywał, że drużynie potrzebne są wzmocnienia. Po odejściu Sajdaka, Parilaka i Rycaka potrzebni byli nowi zawodnicy do każdej z formacji boiskowych. W ich miejsce zatrudniono obrońców Serecuna i Salija, pomocników Turkowskiego, Wąsacza i Suchowierzcha, napastników Szajkowskiego i Czarnieckiego oraz zdolnych juniorów Frankego, Tronda i Kendrę. Pierwszy mecz sezonu do 38 min. układał się znakomicie, gdyż po pięknych golach Płoszaja i Pliżgi w 35 oraz 37 min. Hetman prowadził na boisku stołecznej Polonii 2:0. Jednak we wspomnianej minucie kontaktowego gola zdobył Gołaszewski dając swym kolegom sygnał do zdecydowanego natarcia. Pięć minut po przerwie wyrównał Solnica, a kolejne trafienia Murdzy i Gołaszewskiego ustaliły wynik meczu na 4:2. Co prawda nawet przegrywając piłkarze mieli okazje bramkowe, lecz swoim kunsztem bramkarskim popisywał się ekszamościanin Kwiatkowski. Szkoda straconych punktów, gdyż niespodzianka w Warszawie mogła dodać przeciętnej kadrowo drużynie z Zamościa większej wiary w swoje umiejętności. Straty z Warszawy Hetman odbił sobie w kolejnym meczu, gdy do Zamościa na mecz derbowy przyjechał lubelski Motor. Od początku spotkania zdecydowaną przewagę osiągnęli gospodarze, którzy często atakowali bramkę najlepszego zawodnika gości Opolskiego. Znakomitą partię rozgrywał wszędobylski Pliżga, po akcjach którego tylko nieskuteczność napastników uchroniła Motor od klęski. Pierwszego gola dopiero w 64 min. zdobył oczywiście "Mały", który strzałem głową otworzył bramkowe konto w tym meczu. W 77 min. w podobny sposób prowadzenie podwyższył Cios, a pięć minut później wynik na 3:0 ustalił Andrzej Pidek. W siódmej kolejce doszło do meczu derbowego w Świdniku. Początek spotkania należał do hetmanistów, którzy upatrywali swojej szansy w strzałach z dystansu. Z biegiem czasu inicjatywę przejmowali miejscowi, lecz ich schematyczne akcje nie stanowiły dużego zagrożenia dla defensywy gości. W 70 min. sędzia Wyląg z Katowic podyktował problematyczną "jedenastkę", której na szczęście nie wykorzystał Klich trafiając w słupek. Derby zakończyły się bezbramkowym remisem, który nie krzywdził żadnej z drużyn. Po tym meczu musieliśmy przełknąć "gorzką pigułkę", gdyż w kolejnych dwóch potyczkach Hetman uległ 0:4 Unii Tarnów i 1:2 Stalowej Woli w Zamościu. W dziesiątej kolejce piłkarze zrehabilitowali się za te niepowodzenia zwyciężając na wyjeździe 2:1 z Hutnikiem Warszawa, choć mecz miał zaskakujący przebieg. W 19 min. po faulu Arcumjana sędzia podyktował karnego dla gości, lecz Pidek przegrał pojedynek ze Stenclem. Skuteczna interwencja bramkarza zmobilizowała gospodarzy do podkręcenia tempa gry, efektem czego był gol Barchwica w 36 min. Na szczęście szybko wyrównał niedawny pechowiec Pidek, który w 87 min. stał się bohaterem meczu. Po jego mocnym uderzeniu Stencel nie miał szans na skuteczną interwencję i trzy punkty pojechały do Zamościa. Wspomniałem o trzech punktach, gdyż właśnie w tym sezonie wzorem lig zachodnioeuropejskich PZPN postanowił przyznawać trzy punkty za zwycięstwo. W jedenastej serii spotkań doszło do ostatniego meczu derbowego tej jesieni, w którym osłabiony brakiem Pidka, Kulika i Płoszaja Hetman zremisował 1:1 z Lublinianką. Starający się wykorzystać osłabienie gospodarzy lublinianie od początku zaatakowali, ale kontry zamojskich piłkarzy zmusiły ich do zmiany taktyki. W 23 min. Cios zgrał głową piłkę do Szajkowskiego, który z bliska zdobył prowadzenie dla miejscowych. Wyrównał w 69 min. Bugała, który strzałem głową z 7 m nie dał szans Ziółkowskiemu. Pięć minut przed końcem gospodarze mogli zdobyć zwycięskiego gola, lecz po strzale Salija piłka trafiła w poprzeczkę. Jednym z ważniejszych wydarzeń tej rundy był wspaniały gol Grzegorza Płoszaja w ostatnim meczu rundy z KSZO Ostrowiec. Pomocnik Hetmana otrzymawszy piłkę 30 m od bramki Zajdy zdecydował się na strzał, którego nie zapomni chyba nigdy. Wspaniale uderzona piłka trafiła w okienko bramki KSZO przy zupełnym braku interwencji zaskoczonego Zajdy. Prawdę mówiąc jakakolwiek interwencja nie miała dużych szans powodzenia. Zdobyte w tym meczu trzy punkty pozwoliły na zajęcie po pierwszej rundzie jedenastego miejsca z 22 pkt. Najlepszym strzelcem zespołu był Andrzej Pidek z 4 trafieniami. W piętnastu występach aż siedem żółych kartek dostał Jan Cios. Przed rundą rewanżową dokonano niewielkich zmian kadrowych, bowiem w miejsce Kopcia, Kulika i Suchowierzcha pozyskano Jędraszczyka, Ozygałę i Makowskiego. Hetman rozpoczął tą rundę goszcząc pretendenta do występów w ekstraklasie warszawską Polonię. Mimo ambitnej gry gospodarze ulegli 0:2 po bramkach Dąbrowskiego i Żewłakowa. Porażka w wiosennym debiucie nie nastrajała optymistycznie przed wyjazdem do Lublina na mecz z Motorem, choć przeciwnik był najsłabszym zespołem ligi. Istotnie, słabość niedawnych pierwszoligowców potwierdziła się, gdyż Hetman urządził sobie festiwal strzelecki gromiąc rywali 5:1. Gole zdobyli Ozygała 2 oraz Pliżga, Pidek i Jędraszczyk. Niestety w kolejnych czterech spotkaniach piłkarze schodzili z boiska w roli pokonanych, efektem czego była zmiana na stanowisku szkoleniowca. Nowym trenerem został współtwórca sukcesów łódzkiego Widzewa Bronisław Waligóra, z którym zamojskie środowisko piłkarskie wiązało duże nadzieje. Debiut nie wypadł najlepiej, gdyż na własnym boisku Hetman bezbramkowo zremisował z Avią. Po kolejnych dwóch remisach w Zamościu doszło do meczu, który mógł mieć decydujące znaczenie w końcowym układzie tabeli. Hetman gościł warszawskiego Hutnika, głównego rywala w walce o utrzymanie. Stawka meczu trochę usztywniła gospodarzy, jednak to właśnie oni nadawali ton grze. Najbliższy uzyskania prowadzenia w pierwszej połowie był Ozygała, lecz po jego strzale piłka uderzyła w poprzeczkę. W 55 min. na mocny strzał z dystansu zdecydował się Pliżga, czym zaskoczył strzegącego bramki gości Stencla. Kwadrans przed końcem mecz zaczynał się niejako od początku, gdy po stracie piłki w środku pola i strzale Sazanowicza warszawianie odrobili straty. Na szczęście nie do zatrzymania był tego dnia Mariusz Pliżga, który jeszcze dwukrotnie po strzałach głową zdobywał gole kompletując tym samym klasyczny hat-trick. Po kolejnych dwóch zwycięstwach z Lublinianką i Jeziorakiem wydawało się, że Hetman na pewno pozostanie w lidze. Jednak porażki z Wisłą Kraków i w Zamościu z Petrochemią oraz remis z Radomskiem 1:1 po bramce pozyskanego ze Stali Rzeszów Czyrka przysporzyły kibicom kolejnej porcji nerwów. W ostatnim meczu przed własną publicznością w Hetmanie wystąpili wypożyczeni z Górnika Łęczna Komor, Koniarczyk i Grzesiak, który był strzelcem jednej z trzech bramek dających zespołowi zwycięstwo 3:0 nad Pomezanią Malbork. Pozostałe gole strzelili Czyrek i Pidek. O pozostaniu w lidze rozstrzygnęła ostatnia kolejka, w której Hetman pojechał do Ostrowca Świętokrzyskiego na mecz z również niepewnym bytu KSZO. Skuteczny fortel gospodarzy spowodował, że mecz rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem, co pozwoliło na ciągłą łączność ze stadionami w Tarnowie i Radomsku, gdzie rozgrywały swe mecze pozostali potencjalni spadkowicze, czyli Jagiellonia i Hutnik. Gdy w drugiej połowie ostrowieckiego meczu okazało się, że wcześniej wspomniane zespoły przegrały, rywalizujące zespoły KSZO i Hetmana ostatnie pół godziny mogły potraktować jako sparing. W 64 min. Łukiewicz obronił rzut karny egzekwowany przez Brytana i dobitkę Żelazowskiego, ale był bezradny przy strzale głową Adamusa dwadzieścia minut później. Ale nie miało to już wpływu na układ tabeli. Obydwa zespoły utrzymały się bowiem w lidze. Ostatecznie Hetman uplasował się na czternastej pozycji gromadząc 41 pkt., przy stosunku bramkowym 35-45. Najlepszymi snajperami byli Pliżga 9 i Pidek 7 goli. Podstawowy skład zespołu wyglądał następująco: Łukiewicz (Ziółkowski) - Szala (Salij), Serecun, Zagrodniczek, Makowski - Kulik, Cios, Płoszaj, Szajkowski- Pidek, Pliżga.

1996-1997

Po zakończeniu poprzedniego sezonu wydawało się, że Hetman może spokojnie przygotowywać się do nowych rozgrywek. Tymczasem kilka dni po ostatnim meczu działacze Jagielloni wysłali protest do PZPN domagając się walkowera w meczu z Motorem, w barwach którego przez 5 min. występował nieuprawniony zawodnik. Postawiło to pod znakiem zapytania sens przygotowań do sezonu, gdyż w przypadku uznania protestu w lidze utrzymałaby się Jagiellonia, choć niekoniecznie kosztem Hetmana. Na szczęście jednak Wydział Gier i Dyscypliny piłkarskiej centrali oddalił roszczenia białostoczczan i przygotowania można było zaczynać. Przed nowym sezonem w drużynie doszło do rewolucji kadrowej. Hetmana opuścili: Szajkowski, Jędraszczyk i Makowski, którzy wrócili do macierzystych klubów po upływie wypożyczenia oraz Ozygała (Avia), Czarniecki i Kulik (Łada), Łyś (do zespołu rezerw) oraz ulubieńcy zamojskiej publiczności Pidek i Pliżga, których wypożyczono do Okocimskiego Brzesko. W ich miejsce pozyskano: Rockiego, Dźwigałę, Lesiaka i Prokopa z Polonii Warszawa, Bilkego ze Stalowej Woli, Andrzeja Rycaka z Pogonii Szczecin oraz Lechowicza i Suchowierzcha z Łady. Po raz pierwszy w historii Hetman miał dwie drużyny w rozgrywkach szczebla centralnego, gdyż oprócz zespołu drugoligowego awans do trzeciej ligi wywalczyły rezerwy zamojskiego klubu. W pierwszych dwóch meczach sezonu trener Waligóra zakładał zdobycie sześciu punktów i po zwycięstwach z Dolcanem Ząbki 1:0 (Rocki) oraz Górnikiem Łęczna 2:1 (Dźwigała, Bilke) plan został wykonany. W kolejnym spotkaniu Hetman pozwolił sobie na stratę punktów z Wawelem Kraków mimo prowadzenia w pierwszym kwadransie 2:0 po golach Rockiego i Rycaka. Niestety krakowianie zdobyli jedną bramkę więcej zwyciężając 3:2. Hetman gdy tylko chciał był groźny dla najlepszych, przykładem czego pewna wygrana 2:0 po świetnym meczu z Petrochemią i golach Jakuba Bilke, czy remis na wyjeździe ze Stalą Mielec. Jednak mecz w Mielcu był początkiem serii siedmiu spotkań bez zwycięstwa, co nie mogło satysfakcjonować zamojskich kibiców. Komplet punktów hetmaniści zdobyli dopiero w 12 kolejce wygrywając na własnym stadionie z Jeziorakiem 3:0 po trafieniach Bilkego, Dźwigały i Rycaka. W spotkaniu tym zadebiutował pozyskany właśnie z Jezioraka Robert Kiłdanowicz. Wydawało się, że to zwycięstwo pozwoli zamojskim piłkarzom nabrać "wiatru w żagle". W kolejnym meczu Hetman uporał się na wyjeździe z Pomezanią Malbork wygrywając 2:1 po bramkach Bilkego oraz Lesiaka w 85 min. W ostatnich czterech kolejkach jesieni Hetman zdobył tylko trzy punkty. Na zakończenie tej rundy w Zamościu gościliśmy Ceramikę Opoczno. Po dziwnym meczu i cudownej bramce Dźwigały z rzutu wolnego padł rzadko oglądany remis 4:4. Dwunaste miejsce na półmetku rozgrywek przyjęto z dużym niedosytem, gdyż skład personalny predysponował zamościan do odgrywania wiodącej roli w lidze. Piłkarzom zarzucano, że w kilku spotkaniach zagrali zdecydowanie poniżej swych możliwości. Najskuteczniejszymi zawodnikami byli: Bilke, Rycak po 6 goli oraz Dźwigała i Rocki po 4 trafienia. Najlepszym piłkarzem zespołu zdecydowanie uznano Dariusza Dźwigałę, obecnie jednego z najlepszych pomocników w Polsce. Zła sytuacja finansowa klubu spowodowała, że z drużyną pożegnali się kluczowi gracze, tj. Dźwigała, Rocki, Kiłdanowicz, Prokop, Łukiewicz i Serecun. W ich miejsce pozyskano znacznie mniej wartościowych: Kruszankina, Wielgusa, Jasińskiego, Palucha oraz powracających do Zamościa Pliżgę, Szajkowskiego i Kulika. Dobre wyniki w sparingach nie znalazły przełożenia na ligę, w której Hetman dopiero w piątym wiosennym występie odniósł zwycięstwo 2:1 ze Stalą Mielec po golach Andrzeja Rycaka i Salija. W meczu tym doszło do pojedynku braci Rycaków, gdyż w zespole gości występował Wojtek Rycak starający się nie dopuszczać występującego w Zamościu brata do sytuacji strzeleckich. Po dwóch tygodniach do Zamościa przyjechała Siarka Tarnobrzeg, którą Hetman pokonał 1:0 po golu niezawodnego Rycaka. Do kolejnego meczu ze Świtem w Nowym Dworze hetmaniści przystąpili pod wodzą trenera Adama Musiała, gdyż Bronisław Waligóra zrezygnował z pracy z zespołem. Debiut nie był udany, gdyż Hetman uległ 0:2, ale można było się przekonać, komu nie zależy na grze w zamojskiej drużynie (czerwona kartka na własne życzenie Lesiaka). Drugi mecz trenera Musiała zakończył się sukcesem, gdy po bramkach Rycaka i Kruszankina bez punktów z miasta wyjechał RKS Radomsko. Mimo tego piłkarze grali słabo cały czas zajmując zagrożone spadkiem miejsce w tabeli. Po trzech meczach bez zwycięstwa Hetman pokonał 1:0 Pomezanię i na derbowy mecz z Avią zespół pojechał z zamiarem wywalczenia przynajmniej jednego punktu. Przed spotkaniem wypożyczono z Piaseczna Włodzimierza Kwiatkowskiego, który miał skutecznie strzec bramki gości. Niestety świdnickie derby przeszły do historii w niechlubny sposób. Avia nie dała szans Hetmanowi wygywając 6:2. Do końca sezonu zdobycz punktowa zespołu nie poprawiła się i wydawało się, że spadek do trzeciej ligi będzie przykrym faktem. Jednak także tarnobrzeska Siarka nie powiększyła dorobku punktowego i po sensacyjnej porażce na własnym stadionie z Radomskiem opuściła szeregi drugiej ligi pozostawiając w niej zamojskiego Hetmana. Był to jak dotąd najgorszy sezon w drugiej lidze. Czternaste miejsce z 37 pkt. przyjęto z wielkim niedosytem, choć cieszono się z utrzymania w lidze. Najlepszymi strzelcami byli Rycak 10 i Bilke zdobywca 8 goli. Oprócz nich na wyróżnienie w tym sezonie zasłużyli: Łukiewicz, Dźwigała, Rocki, Salij, Wielgus, Pliżga i Zagrodniczek. Mimo słabej gry na zamojski stadion przychodziło średnio dwa tysiące kibiców, co było jednym z lepszych wyników w kraju. Niestety nie udało się uratować przed spadkiem z trzeciej ligi amatorskiego zespołu rezerw Hetmana, który po rocznej przygodzie na szczeblu centralnym musiał powrócić do IV ligi. Po raz kolejny Hetman dobrze radził sobie w rozgrywkach Pucharu Polski. Pokonując w kolejnych rundach Polonię Przemyśl 3:2 (Lechowicz 2, Turkowski), Świt Nowy Dwór 3:0 (Dźwigała, Rocki, Bilke), pierwszoligowy Sokół Tychy 4:2 (Prokop, Bilke, Rocki, Dźwigała) w 1/8 finału zamościanie pokonali 1:0 silną krakowską Wisłę po bramce Prokopa w 85 min. Jednak radość z dojścia do ćwierćfinału PP została zmącona "ustawionym" losowaniem, w którym dopilnowano, by mający duże przywileje GKS Katowice spotkał się na własnym boisku właśnie z teoretycznie najsłabszym w gronie ćwierćfinalistów Hetmanem. Zamojski zespół pojechał w rezerwowym składzie wyraźnie przegrywając 0:4. Po tym meczu trener Bronisław Waligóra podał się do dymisji, która została przyjęta przez Zarząd Klubu.

1997–1998

Fatalne występy w meczach kończących poprzedni sezon spowodowały, że podziękowano za pracę trenerowi Musiałowi angażując w jego miejsce szkoleniowy tercet - Roman Nowosad, Dariusz Herbin, Roman Pokora. Słaba sytuacja finansowa klubu spowodowała, że barwy Hetmana przestali reprezentować: Bilke, Jasiński, Lesiak, Kruszankin, A. Rycak, Kulik, Suchowierzch i Kowalczyk. Kierownictwo klubu postanowiło zwolnić także Zagrodniczka i kapitana zespołu Płoszaja. Taka forma pożegnania szczególnie tak oddanego klubowi Grzegorza Płoszaja nie przypadła do gustu kibicom. Skromny budżet nie pozwolił na spektakularne transfery. Starano się sprowadzić zawodników solidnych, a przy tym niezbyt drogich. Efektem poszukiwań było pozyskanie Sobczaka, Bożyka, Krzemińskiego oraz Ukraińców Wasylitczuka i Geto oraz Brazylijczyków Rossetto i Thomaziego. Dodatkowym problemem była przedłużająca się renowacja zamojskiego stadionu co spowodowało, że cztery pierwsze mecze zespół musiał rozegrać na wyjeździe. Porażki 0:4 z Cracovią, 0:3 z Bełchatowem, 0:6 z Hutnikiem i 1:3 ze Świtem zmusiły Zarząd Klubu do zmiany szkoleniowców. W miejsce dotychczasowego tercetu zaangażowano Czesława Palika, który kilka tygodni wcześniej wprowadził do pierwszej ligi KSZO Ostrowiec. Na "dzień dobry" jego nowi podopieczni pokonali faworyzowaną Stal Stalowa Wola 3:0. W zespole gospodarzy ujrzeliśmy po raz pierwszy sprowadzonych w trakcie sezonu Szymaszka i Benedyka. W dalszym ciągu na zgodę PZPN oczekiwał zainteresowany grą w Zamościu Janusz Zych. Pierwszego gola po dośrodkowaniu Sobczaka zdobył powracający z wypożyczenia do Okocimskiego Andrzej Pidek. Tuż przed przerwą wynik po akcji Sobczaka z Szajkowskim podwyższył Pliżga, który kwadrans przed końcem meczu ustalił wynik na 3:0. Kolejny sukces zamościanie odnieśli w 9 kolejce, kiedy to po trafieniach Pidka oraz Wawryka pokonali 2:1 Okocimskiego Brzesko. W 14 kolejce Hetman zdobył pierwsze punkty w meczu wyjazdowym zwyciężając Jagiellonkę Nieszawa 2:1. Bramki dla gości zdobyli Serocki (samobójcza) i Szajkowski. Końcówka jesieni przyniosła 8 punktów w czterech meczach, co miało być dobrym prognostykiem przed rundą rewanżową. Mimo wielu przeciwności losu po pierwszej rundzie Hetman zajął czternaste miejsce z 19 pkt. i stosunkiem bramek 18-32. Tak słaby bilans bramkowy należy zawdzięczać wysokim porażkom w czterech pierwszych kolejkach. Z biegiem czasu zespół prezentował się coraz lepiej wypracowując własny styl gry. Podstawowa jedenastka w tej rundzie wyglądała następująco: Szymaszek - Bożyk, Krzemiński, Wawryk, Szala - Kendra, Sobczak, Pliżga, Szajkowski - Pidek, Benedyk. Aby realnie myśleć o pozostaniu w lidze w czterech pierwszych meczach rundy wiosennej należało zdobyć minimum dziewięć punktów. Rywale nie byli łatwi, gdyż Bełchatów i Hutnik walczyły o awans, a Cracovia i Świt o utrzymanie. Jednak wszystkie te mecze odbywały się w Zamościu, jako że zespół w pierwszej rundzie inauguracyjne kolejki z powodu renowacji stadionu rozgrywał na boiskach przeciwników. Przed rozpoczęciem rundy rewanżowej za grę podziękowano mającym wielkie problemy z aklimatyzacją Brazylijczykom, co nie stanowiło znaczącego osłabienia drużyny. Pierwszą ofiarą grającego z polotem na pięknym zamojskim stadionie Hetmana była Cracovia, mimo że do 44 min. utrzymywał się remis 1:1. Lecz dwie bramki do szatni zdobyte przez Pidka i Czarnieckiego pozbawiły gości chęci do gry w drugiej połowie. Kolejnym przeciwnikiem był faworyzowany GKS Bełchatów, który w 23 min. po golu Patalana prowadził 1:0. Tuż przed przerwą powtórzyła się sytuacja z meczu z Cracovią i ponownie Jarek Czarniecki zdobył gola w 45 min. Druga połowa była popisowa w wykonaniu gospodarzy, którzy po bramkach Turkowskiego, Pidka i Szajkowskiego pokonali pewnych siebie "górników" 4:1. Kolejne świetne widowisko zamojscy kibice ujrzeli tydzień później, gdy do Zamościa przyjechał Hutnik Kraków. Gdy w 26 min. goście objęli prowadzenie 2:0 wydawało się, że Hetman poniesie pierwszą porażkę tej wiosny. Jednak wraz z kolegami na wysokości zadania stanął Szajkowski, który oprócz zdobycia dwóch goli mógł zdobyć hat-trick i trzy punkty dla gospodarzy, jednak jego strzał z linii bramkowej ekwilibrystycznie wybił obrońca gości. Czwartą z kolei ofiarą ambitnych zamościan był Świt Nowy Dwór, który po golach Benedyka i Pidka uległ 1:2. Jednak później nie szło piłkarzom już tak dobrze, gdyż po zwycięstwie ze Świtem Hetman zanotował serię sześciu spotkań bez zwycięstwa, przegrywając między innymi derbowe mecze z Avią i Górnikiem. Dopiero w 28 kolejce Hetman pokonał w Przemyślu miejscowy Czuwaj 1:0 po golu Benedyka sprawiając świetny prezent obchodzącemu pięćdziesiąte urodziny trenerowi Palikowi. W kolejnym meczu na własnym stadionie zamościanie znów popisali się niefrasobliwością ulegając kieleckiej Koronie 3:5 (Czarniecki, Sobczak, Benedyk). W następnych dwóch spotkaniach z outsiderami Warmią Olsztyn i WKP Włocławek piłkarze zdobyli komplet punktów, co i tak nie dawało gwarancji utrzymania w lidze. Jednak w kolejnym meczu z Jeziorakiem w Iławie stał się cud. Przy przygniatającej przewadze gospodarzy fantastyczne spotkanie rozegrał w bramce gości Marek Baran, który wielokrotnie szokował miejscowych kibiców skutecznymi interwencjami. Bramka Hetmana była jak zaczarowana, a w 90 min. wprowadzony dziesięć minut wcześniej Gustaw Wawryk otrzymawszy piłkę 30 m od bramki Jezioraka przebiegł z nią kilka metrów i uderzył lobując miejscowego golkipera. Strzał był na tyle zaskakujący, że goście dopiero po krótkiej chwili zrozumieli co się stało i rozpoczęli szaloną radość. Był to gol na wagę utrzymania w lidze, a szczęśliwy strzelec przez kilka kolejnych dni był napopularniejszą postacią w mieście. Zamościanom w utrzymaniu ligi pomogła także sportowa postawa Bełchatowa, który wbrew powszechnym spekulacjom "nie podłożył" się Cracovii i pokonując ją 2:0 skazał ten zasłużony klub na spadek do trzeciej ligi ratując tym samym Hetmana. Ostatecznie zespół zajął z 45 pkt. trzynastą pozycję wygrywając 12, remisując 9 i przegrywając 13 spotkań. Najlepszymi strzelcami drużyny byli: Pidek 9, Benedyk 8, Pliżga i Szajkowski po 6 oraz zdobywca czterech goli Czarniecki. Najlepszym zawodnikiem sezonu w barwach Hetmana uznano Mariusza Pliżgę. Na uwagę zasługują wyniki WKP Włocławek, która to drużyna w 34 meczach odniosła tylko jedno zwycięstwo (z Avią), dwa remisy oraz 31 porażek legitymując się bilansem bramek 10-127. Wszystkim zaimponowała jednak sportowa postawa outsidera, który mając możliwośc wycofania z rozgrywek postanowił ogrywać klubowych juniorów. Jakże różniło się to od postawy mieleckiej Stali, która rok wcześniej oddawała mecze walkowerem.

1998-1999

Po zakończeniu poprzedniego sezonu zamojscy kibice zostali zaskoczeni decyzją Zarządu Klubu, który podziękował za pracę trenerowi Palikowi. Decyzja ta miała wielu oponentów choć byli także i tacy, którzy liczyli na skuteczny powrót do Zamościa po dwóch latach przerwy trenera Zbigniewa Bartnika. Do rozgrywek Hetman przygotowywał się głównie na własnych obiektach (słaba sytuacja finansowa klubu), choć udało się także załatwić zgrupowanie na Słowacji. Wyniki meczów sparingowych wskazywały, że Hetman powinien być groźnym zespołem, gdyż wszystkie siedem spotkań zakończyło się zwycięstwem piłkarzy. W trakcie okresu przygotowawczego ponownie doszło do sporych zmian kadrowych. Hetmana opuścili: Szymaszek, Sawa, Benedyk, Szala, Pidek, Krzemiński, Czarniecki, W. Rycak, a w ich miejsce pozyskano Nalepę, Ciosa, Piechniaka, Zajączkowskiego, Badowicza, Helwiga, Manelskiego, Głąbickiego i Kendrę. Był to pierwszy sezon planowanej reorganizacji ligi. W obu grupach tej klasy rozgrywek zagrało po 16 zespołów, z których jeden mógł wywalczyć awans, a sześć ostatnich na koniec sezonu spadało do trzeciej ligi. Awans do drugiej ligi mogły zdobyć tylko dwie drużyny trzecioligowe, co przy jednoczesnym dołączeniu czterech najgorszych pierwszoligowców miało stworzyć 24 zespołową drugą ligę. Reorganizacja spowodowała, że każdy mecz miał dużą stawkę. Na inaugurację sezonu Hetman udał się do Radomska, gdzie po dobrym meczu zremisował 0:0, choć gdyby w końcowych minutach Badowicz strzelił precyzyjniej goście zdobyliby komplet punktów. W drugiej kolejce gościliśmy kielecką Koronę, która po golu Bożyka pięć minut przed końcem wyrównała za sprawą Pastuszki. Krótko trwała radość gości, gdyż po kolejnych dwóch minutach gola na wagę trzech punktów zdobył Karol Sobczak. Trzecia kolejka przyniosła duży sukces drużyny, gdyż po wyjazdowym zwycięstwie z Piotrcovią Hetman został liderem rozgrywek. Trzy dni później zamojski lider rozgrywał pucharowe spotkanie z Czuwajem w Przemyślu. Ten mecz miał szczególne znaczenie dla trenera Bartnika, który do Hetmana powrócił właśnie z przemyskiego klubu.W środowe popołudnie piłkarze zdemolowali miejscowych wygrywając 11:0 (Pliżga 4, Helwig 3, Sobczak, Cios, Piechniak i samobójczy gol Gajdy), pięć goli zdobywając uderzeniami głową. Gospodarze tłumaczyli tą porażkę wybitnie rezerwowym składem, aczkolwiek wynik zadziwił "futbolową Polskę". Rezultat mógł być zdecydowanie wyższy, lecz na przeszkodzie stawał zdecydowanie najlepszy zawodnik Czuwaju bramkarz Seryło, a w wielu przypadkach zamościanie byli zbyt litościwi. Jednak tak wysokie zwycięstwo źle podziałało na zespół, gdyż w kolejnym meczu ligowym umiejętności piłkarzy Hetmana brutalnie zweryfikowała Ceramika Opoczno zwyciężając w Zamościu 2:0. Po kolejnych porażkach z Jeziorakiem i KSZO w czasie przerwy spowodowanej wycofaniem się z ligi Okocimskiego Brzesko doszło do zmiany szkoleniowca. W miejsce trenera Bartnika zaangażowano znanego z pracy w Avii Jerzego Krawczyka. Do zespołu pozyskano także Sebastiana Łukiewicza, który zastąpił w bramce niezbyt doświadczonego Marka Barana. W swym debiucie trener Krawczyk zdobył wraz z zespołem remis 1:1 w derbowym meczu z Górnikiem Łęczna. Jednak przed kolejnym spotkaniem ze Stalą Sanok chyba nikt w Zamościu nie wyobrażał sobie, że Hetman nie wygra tego meczu. Jednak fikcja stała się faktem i po podróży z perturbacjami piłkarze zdobyli tylko jeden punkt nie strzelając bramki. Kryzys zespołu pogłębiał się coraz bardziej, skutkiem czego porażka 0:2 w Zamościu ze Stalą Stalowa Wola. Zamojska drużyna grała beznadziejnie w ataku, co zmobilizowało działaczy do wypożyczenia z Bełchatowa doskonale znanego trenerowi Krawczykowi Pawła Pranagala. W 12 kolejce po raz pierwszy pod wodzą nowego trenera Hetman zdobywa komplet punktów po kuriozalnym golu Jarosława Helwiga przeciw drużynie Wawelu Kraków. Trzynasta kolejka okazała się pechowa, gdyż zawodnicy ulegli w prestiżowym dla swego szkoleniowca meczu w Świdniku Avii 0:2. Wydawało się, że w obliczu ostatnich dwóch spotkań tej rundy z silnymi zespołami Petrochemii i Unii Tarnów oraz przy tak słabej grze nie uda się poprawić dorobku punktowego. Zamościanie zdobyli jednak komplet punktów. W meczu z pretendującymi do awansu płocczananmi złotego gola w 86 min. zdobył Cios, natomiast w Tarnowie po znakomitej grze zespołu jedynego gola spotkania strzelił Mariusz Pliżga. Tym sposobemn Hetman zakończył rundę jesienną na dziewiątym miejscu, a futbolowi eksperci dziwili się, że strzelając tylko dziewięć goli w 14 meczach hetmaniści zdobyli 19 punktów. Ale cuda podobno się zdarzają... Słabe wyniki spowodowały, że znacznie obniżyła się frekwencja na zamojskim stadionie, gdyż w tej rundzie każdy mecz oglądało średnio 1600 widzów. W przerwie zimowej po raz pierwszy w historii zamojskiego futbolu do Hetmana pozyskano czarnoskórego zawodnika, którym był nigeryjski napastnik Napoleon Amaefule. Oprócz niego z Chorzowa przybyli Jurok i Bartos, a do klubu powrócili Pidek i Salij. Hetman pozbył się natomiast kiepskich napastników Badowicza i Helwiga. Na inaugurację wiosny do Zamościa przyjechał RKS Radomsko. Po dobrej grze gospodarzy i dwóch golach Pranagala trzy punkty pozostały w mieście. Następne zwycięstwo hetmaniści odnoszą dopiero po serii trzech porażek, w tym z bardzo słabą Piotrcovią na własnym stadionie. Na szczęście w meczu z Jeziorakiem stanęli na wysokości zadania wygrywając 4:1 po trzech golach Pidka i jednym Pranagala. W 23 kolejce Hetman pojechał do "jaskini lwa", jak mówiono o Górniku Łęczna. Wszyscy skazywali zamościan na wysoką porażkę, tymczasem po bramkach Wójcika dla gospodarzy i Bożyka dla gości padł zasłużony remis. W kolejnym meczu przyszła pora na rewanż za mało chlubny remis w Sanoku i po trafieniach Szajkowskiego, Pranagala i Piechniaka zamościanie wygrali 3:0. Dwa tygodnie później Hetman prowadząc już 3:0 pozwolił "hutnikom" z Krakowa na zdobycie dwóch goli, ale ostatecznie utrzymał prowadzenie do ostatniego gwizdka sędziego. W następnym drugoligowym występie piłkarze zrobili duży krok w kierunku utrzymanie się w lidze. Zwycięstwo 2:0 nad prowadzonym przez Czesława Palika Wawelem i rozgromienie Avii 4:0 tydzień później pozwalały na oczekiwanie ligowego finiszu z większym spokojem. Aby uratować ligowy byt Hetman musiał pokonać na własnym stadionie w ostatnim meczu sezonu z Unią Tarnów. Jednak rywale do realizacji podobnego celu potrzebowali jedynie remisu. Pięć tysięcy kibiców przez osiemdziesiąt minut dopingowało gospodarzy, lecz nie przynosiło to efektu. Dopiero dziesięć minut przed końcem po akcji Zajączkowskiego piłkę głową uderzył Pidek, ze strzałem którego jakimś cudem poradził sobie bramkarz Unii, ale był bezradny wobec dobitki świetnie ustawionego Pranagala. Nie mający nic do stracenia goście rzucili się do ataku. W 83 min. zamościanie przeprowadzili decydującą o losach obydwu zespołów akcję. Szarżujący Pidek został powstrzymany przez obrońców, piłkę wywalczył po chwili Sobczak i przepięknym strzałem z 16 m doprowadził do euforii swych kolegów i kibiców. Do końca meczu na trybunach trwała niesłychana wrzawa, a po ostatnim gwizdku sędziego przy owacji na stojąco pięć tysięcy kibiców piłkarze z flagą klubową wykonali triumfalną rundę wokół boiska. Po zwycięstwie 2:0 druga liga pozostała w Zamościu. Jednocześnie klub zajął najwyższe miejsce w historii drugoligowych występów, gdyż trzy punkty za mecz z Unią wywindowały Hetmana na siódmą lokatę. Najlepszym zawodnikiem sezonu uznano Pawła Pranagala, który z 8 golami był także najlepszym strzelcem drużyny.

Jubileuszowy 65 rok

Największym sukcesem tego roku było utrzymanie drugoligowego statusu na koniec sezonu 1998/99. Sukces sukcesem, ale po kilku dniach odpoczynku piłkarze powrócili do pracy, aby nabrać sił przed morderczymi rozgrywkami w nowej lidze. Dwadzieścia cztery rywalizujące zespoły stają na starcie swoistego maratonu, gdyż trudno inaczej nazwać 46 spotkań, które każdy z ligowców będzie musiał rozegrać na przestrzeni kilku miesięcy. Po tym sezonie ligę będzie musiało opuścić aż osiem klubów, więc od początku trwa walka o jak największą zdobycz punktową. Jak w tym licznym gronie radzi sobie Hetman? Poważnie osłabiona zamojska ekipa musiała w ekspresowym tempie stworzyć własny styl gry. Pierwszy mecz sezonu zespół rozegrał na "Suchych Stawach" w Krakowie ulegając po wyrównanej grze Hutnikowi 0:1. W tym spotkaniu z powodu problemów kadrowych trener Krawczyk miał do dyspozycji tylko czternastu zawodników. W końcowych minutach losy meczu mógł odmienić debiutujący w Hetmanie snajper Jacek Ziarkowski, lecz po dokładnych podaniach Zajączkowskiego dwukrotnie przestrzelił. "Ziaro" zrehabilitował się tydzień później zdobywając jedynego gola meczu na własnym boisku ze Świtem Nowy Dwór. Następna kolejka przyniosła niespodziankę w Gdańsku, gdzie miejscowa Lechia uległa piłkarzom 0:1 po golu Andrzeja Pidka w 87 min. Na trzy minuty przed zakończeniem spotkania rzut rożny wykonywali gospodarze. Zablokowaną piłkę po strzale Zezuli przejął eksgdańszczanin Karol Sobczak i po chwili doskonale uruchomił Pidka, który po długim rajdzie uderzeniem w długi róg wygrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy. Chwilę później Hetman mógł zdobyć drugiego gola, lecz zachęcony powodzeniem w poprzedniej akcji Pidek zachował się egoistycznie i zamiast podać do doskonale ustawionego Pliżgi postanowił sam zakończyć akcję, nie trafiając jednak w bramkę. Kolejny mecz hetmaniści rozegrali w Radomsku, gdzie po raz kolejny zostali "przekręceni" przez sędziego przegrywając po strzale Kurka z rzutu karnego 0:1. Gdyby jednak Pidek i Ziarkowski byli tego dnia bardziej skuteczni to Hetmanowi nie mogliby wyrządzić krzywdy ani rywale, ani pomagający im sędziowie. Okazją do podreperowania dorobku punktowego był mecz derbowy z Górnikiem Łęczna. W Zamościu Hetman miał sprawdzić umiejętności aspirującego do awansu zespołu z Łęcznej, który zapowiadał walkę o trzy punkty. Od początku trwała zacięta walka o każdy metr boiska przez co spotkanie stało na wysokim poziomie. Tuż przed przerwą goście przerywając faulem akcję Hetmana przeprowadzili kontrę, w efekcie której Nazaruk po ograniu obrońców technicznym strzałem pokonał Ziółkowskiego. W 62 min. sygnał do ataku zamościan dał Pliżga, który z 18 m trafił w poprzeczkę. W 80 min. niepewnie interweniujący Mańka odbił piłkę po strzale Bartosa na co czekał Ziarkowski, który pewnym strzałem ustalił wynik meczu. Dobra postawa w tym meczu spowodowała, że kibice w meczu wyjazdowym z Odrą Opole spodziewali się zdobycia minimum jednego punktu. Mimo tego, że Hetman był zdecydowanie lepszym zespołem zszedł z boiska pokonany po golach ekshetmanisty Amaefule i Złotka. Kto wie jak potoczyły by się losy meczu, gdyby w 18 min. Dawid Bartos wykorzystał rzut karny dla gości. W następnej kolejce zamojscy kibice byli świadkami znakomitego spotkania dwóch ofensywnie grających zespołów, które tylko dzięki bardzo dobrej postawie bramkarzy zremisowały ten mecz: Hetman - Śląsk 0:0. Kolejny mecz na własnym stadionie był popisem bezradności gospodarzy, którzy nie potrafili pokonać bardzo słabego KP Konin. Hetman zdecydowanie lepiej grał na wyjeździe, co udekumentował w Ostrowcu Świętokrzyskim pokonując zbyt pewnych siebie "hutników" 1:0 po golu Jacka Ziarkowskiego w 8 min. Była to niewątpliwie niespodzianka, gdyż zespół wystąpił w wielce eksperymentalnym składzie z Szalą, Sawicem i Przałą w podstawowej jedenastce. Po świetnym meczu z Bełchatowem Hetman w 12 kolejce udał się do Myszkowa na mecz z miejscowym kandydatem do spadku. Zamościanie dwukrotnie obejmowali prowadzenie po golach Ziarkowskiego i Fedoczenki. Błędy w obronie nie pozwoliły jednak na zdobycie choćby punktu, gdyż po bramkach Żaby i Chudego gospodarze wygrali 3:2. W meczu ze Stalą Stalowa Wola na zamojskim stadionie padło tyle samo goli co czerwonych kartek. Bramki zdobyli Ziarkowski dla Hetmana i Lebioda dla Stali, a czerwone kartki ujrzeli Pidek i Gadziała. Pomocnik drużyny Czesława Palika Wojciech Klich po starciu z Pidkiem doznał złamania nogi i został przewieziony do szpitala. Po dwóch kolejnych porażkach z Odrą Szczecin i Jeziorakiem Iława Zarząd Klubu podjął decyzję o urlopowaniu trenera Krawczyka, którego zastąpił Roman Dębiński. Jego debiut wypadł nadspodziewanie korzystnie, gdyż Hetman wywalczył punkt remisując w Katowicach 1:1. W 75 min. kapitalną akcją prawym skrzydłem popisał się Bartos, który w pełnym biegu mocno dośrodkował w pole karne, gdzie Mariusz Pliżga wykorzystując zderzenie Polarza z bramkarzem Tkoczem strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Następne dwa mecze popsuły humor nowego szkoleniowca, gdyż jego podopieczni ulegli u siebie rewelacyjnemu beniaminkowi z Kietrza 1:2 i Polarowi Wrocław 0:1. Na szczęście po dwóch porażkach Hetman odniósł dwa kolejne zwycięstwa nad Grunwaldem Ruda Śląska 2:0 (Zajączkowski, Pidek) i w Tarnobrzegu z Siarką 1:0 (złota bramka Gamli). W Tarnobrzegu w barwach zamojskiego zespołu zadebiutował były reprezentant Polski Waldemar Adamczyk, który miał w ostatnich meczach znacząco wzmocnić atak Hetmana. Pierwszą bramkę w barwach mógł zdobyć w meczu z Koroną Kielce, lecz nie potrafił z rzutu karnego pokonać bramkarza gości, co miało wpływ na końcowy wynik 1:1 po golu Gamli dla gospodarzy. Jedynego gola dla Hetmana pan Waldemar zdobył w Opocznie, ale mierne to pocieszenie przy porażce 1:4. Ostatnim akordem tej rundy było spotkanie z Rakowem na własnym boisku. Gdy tuż po przerwie arbiter za faul na Pliżdze podyktował rzut karny dla gospodarzy wydawało się, że na pożegnanie rundy jesiennej piłkarze sprawią swym wiernym kibicom prezent w postaci trzech punktów. Po ostatnim "pudle" Adamczyka do piłki podszedł Pidek, a chwilę później goście cieszyli się z udanej interwencji swego bramkarza. Ta sytuacja dodała animuszu częstochowianom, którzy w ciągu trzech minut dwukrotnie pokonali Barana. Szybko zdobyta przez Ziarkowskiego bramka nie zmobilizowała jego kolegów do skutecznej gry i porażka ta wprowadziła jeszcze większy smutek w zamojskim środowisku piłkarskim. Był to jednocześnie ostatni mecz na stanowisku szkoleniowca zamojskiego klubu Romana Dębińskiego, którego zastąpił Roman Nowosad i Wiesław Wieczerzak (jak się później okaże na krótko). 26 listopada 1999 r. doszło także do zmian w Zarządzie Klubu. Nowym prezesem został Kzysztof Kalinowski, a wiceprezesami Wojciech Cyc i Piotr Kapuściński.

1999-2000

Sezon 1999/2000 był okresem radykalnej reorganizacji rozgrywek drugoligowych. Dwadzieścia cztery rywalizujące zespoły stanęły na starcie swoistego maratonu, gdyż trudno inaczej nazwać 46 spotkań, które każdy z ligowców musiał rozegrać na przestrzeni kilku miesięcy. Po tym sezonie ligę musiało opuścić aż osiem klubów, więc od początku trwała walka o jak największą zdobycz punktową. Jak w tym licznym gronie radził sobie Hetman?

Poważnie osłabiona zamojska ekipa musiała w ekspresowym tempie stworzyć własny styl gry. Pierwszy mecz sezonu zespół rozegrał na ..Suchych Stawach" w Krakowie ulegając po wyrównanej grze Hutników i 0: l. W tym spotkaniu z powodu problemów kadrowych trener Krawczyk miał do dyspozycji tylko czternastu zawodników. W końcowych minutach losy meczu mógł odmienić debiutujący w Hetmanie snajper Jacek Ziarkowski, lecz po dokładnych podaniach Zajączkowskiego dwukrotnie przestrzelił. "Ziaro" zrehabilitował się tydzień później zdobywając jedynego gola meczu na własnym boisku ze Świtem Nowy Dwór. Następna kolejka przyniosła niespodziankę w Gdańsku, gdzie miejscowa Lechia uległa piłkarzom 0: l po golu Andrzeja Pidka w 87 min. Na trzy minuty przed zakończeniem spotkania rzut rożny wykonywali gospodarze. Zablokowaną piłkę po strzale Zezuli przejął eksgdańszczanin Karol Sobczak i po chwili doskonale uruchomił Pidka, który po długim rajdzie uderzeniem w drugi róg pokonał bramkarza gospodarzy.

Kolejny mecz hetmaniści rozegrali w Radomsku, gdzie po raz kolejny zostali "przekręceni" przez sędziego przegrywając po strzale Kurka z rzutu karnego 0:1. Gdyby jednak Pidek i Ziarkowski byli tego dnia bardziej skuteczni to Hetmanowi nie mogliby wyrządzić krzywdy ani rywale, ani pomagający im sędziowie. Okazją do podreperowania dorobku punktowego był mecz derbowy z Górnikiem Łęczna. W Zamościu Hetman miał sprawdzić umiejętności aspirującego do awansu zespołu z Łęcznej, który zapowiadał walkę o trzy punkty. Od początku trwała zacięta walka o każdy metr boiska przez co spotkanie stało na wysokim poziomie. Tuż przed przerwą goście przerywając faulem akcję Hetmana przeprowadzili kontrę, w efekcie której Nazaruk po ograniu obrońców technicznym strzałem pokonał Ziółkowskiego. W 62 min. sygnał do ataku Zamościan dał Pliżga, który z 18 m trafił w poprzeczkę. W 80 min. niepewnie interweniujący Mańka odbił piłkę po strzale Bartosa na co czekał Ziarkowski, który pewnym strzałem ustalił wynik meczu. Dobra postawa w tym meczu spowodowała, że kibice w meczu wyjazdowym z Odrą Opole spodziewali się zdobycia minimum jednego punktu. Mimo tego, że Hetman był zdecydowanie lepszym zespołem zszedł z boiska pokonany po golach ekshetmanisty Amaefule i Złotka. Kto wie jak potoczyły by się losy meczu, gdyby w 18 min. Dawid Bartos wykorzystał rzut karny dla gości. W następnej kolejce zamojscy kibice byli świadkami znakomitego spotkania dwóch ofensywnie grających zespołów, które tylko dzięki bardzo dobrej postawie bramkarzy zremisowały ten mecz: Hetman - Śląsk 0:0.

Kolejny mecz na własnym stadionie był popisem bezradności gospodarzy, którzy nie potrafili pokonać bardzo słabego KP Konin. Hetman zdecydowanie lepiej grał na wyjeździe, co udokumentował w Ostrowcu Świętokrzyskim pokonując zbyt pewnych siebie "hutników" 1:0 po golu Jacka Ziarkowskiego w 8 min. Była to niewątpliwie niespodzianka gdyż zespół wystąpił w wilce eksperymentalnym składzie z Szalą, Sawicem i Przałą w podstawowej jedenastce. Po świetnym meczu z Bełchatowem w 12 kolejce udał się do Myszkowa na mecz z miejscowym kandydatem do spadku. Zamoscianie dwukrotnie obejmowali prowadzenie po golach Ziarkowskiego i Fedoczenki. Błędy w obronie nie pozwoliły jednak na zdobycie choćby punktu, gdyż po bramkach Żaby i Chudego gospodarze wygrali 3:2.

W meczu ze Stalą Stalowa Wola na zamojskim stadionie ujrzeliśmy tyle samo goli co czerwonych kartek. Bramki zdobyli Ziarkowski dla Hetmana i Lebioda dla Stali, a czerwone kartki ujrzeli Pidek i Gadziała. Pomocnik drużyny Czesława Palika Wojciech Klich po starciu z Pidkiem doznał złamania nogi i został przewieziony do szpitala. Po dwóch kolejnych porażkach z Odrą Szczecin i Jeziorakiem Iława Zarząd Klubu podjął decyzję o urlopowaniu trenera Krawczyka. którego zastąpił Roman Dębiński. Jego debiut wypadł nadspodziewanie korzystnie. gdyż Hetman wywalczył punkt remisując w Katówicach l: l. W 75 min. kapitalną akcją prawym skrzydłem popisał się Bartos. który w pełnym biegu mocno dośrodkował w pole karne, gdzie Mariusz Pliżga wykorzystując zderzenie Polarza z bramkarzem Tkoczem strzałem główą umieścił piłkę w siatce. Następne dwa mecze popsuły humor nowego szkoleniowca, gdyż jego podopieczni ulegli u siebie rewelacyjnemu beniaminkowi z Kietrza l:2 i Polarowi Wrocław 0:1. Na szczęście po dwóch porażkach Hetman odniósł dwa kolejne zwycięstwa nad Grunwaldem Ruda Śląska 2:0 (Ząjączkowski, Pidek) i w Tarnobrzegu z Siarką l :0 (złota bramka Gamli).

W Tarnobrzegu w barwach zamojskiego zespołu zadebiutował były reprezentant Polski Waldemar Adamczyk, który miał w ostatnich meczach znacząco wzmocnić atak Hetmana. Pierwszą bramkę w zamojskich barwach mógł zdobyć w meczu z Koroną Kielce, lecz nie potrafił z rzutu karnego pokonać bramkarza gości, co miało wpływ na końcowy wynik l:l po golu Gamli dla gospodarzy. Jedynego gola dla Hetmana pan Waldemar zdobył w Opocznie, ale mierne to pocieszenie przy porażce l:4.

Ostatnim akordem tej rundy było spotkanie z Rakowem na własnym boisku. Gdy tuż po przerwie arbiter za fauł na Pliżdze podyktował rzut karny dla gospodarzy wydawało się, że na pożegnanie rundy jesiennej piłkarze sprawią swym wiernym kibicom prezent w postaci trzech punktów. Po ostatnim "pudle" Adamczyka do piłki podszedł Pidek, a chwilę później goście cieszyli się z udanej interwencji swego bramkarza. Ta sytuacja dodała animuszu częstochowianom, którzy w ciągu trzech minut dwukrotnie pokonali Barana. Szybko zdobyta przez Ziarkowskiego bramka kontaktowa nie zmobilizowała jego kolegów do skutecznej gry i porażka ta wprowadziła jeszcze większy smutek w zamojskim środowisku piłkarskim. Był to jednocześnie ostatni mecz na stanowisku szkoleniowca zamojskiego klubu Romana Dębińskiego, którego zastąpili Roman Nowosad i Wiesław Wieczerzak. 26 listopada 1999 r. doszło także do zmian w Zarządzie Klubu. Nowym prezesem został Krzysztof Kalinowski, a wiceprezesami Wojciech Cyc i Piotr Kapuściński.

Dwudziesta pozycja po rundzie jesiennej nie napawała optymizmem, więc nowy duet trenerski musiał tak przygotować zespół do rundy rewanżowej by Hetman odrobił dystans do drużyn strefy bezpiecznej. Na obóz do Straszęcina zamościanie wyjechali bez lidera zespołu Karola Sobczaka, który miał wspomóc Górnika Łęczna w walce o awans do ekstraklasy. Hetmana opuścili również Szajkowski, Ziółkowski i Adamczyk, co z pewnościąnie posłużyło wzmocnieniu potencjału teamu. Straty te mich wypełnić pozyskani Bielak, Kryger i Dymanowski oraz perspektywiczni młodzi zawodnicy Iwanek, Kapłon i Krawczyk.

Inaugurujący rundę rewanżową mecz z Hutnikiem Kraków nie był początkiem marszu w górę tabeli, gdyż zamościanie tylko zremisowali 1:1. Hetman stracił gola już w 8 min. Po strzale Jasiaka, ale tuż przed przerwą wyrównał Jacek Ziarkowski po akcji Komora z Bielakiem. Druga wiosenna kolejka przyniosła klęskę 1:4 w Nowym Dworze, gdy gospodarze wszystkie 4 gole zdobyli uderzeniami głową. Okazją do podreperowania skromnego dorobku punktowego miały być kolejne dwa mecze na własnym boisku. O ile piłkarze poradzili sobie z gdańską Lechia wygrywając 3:2, to potyczka z silnym Famegiem Radomsko zakończyła się porażką 0:2. W grze hetmanistów bardzo widoczne było zmęczenie morderczym okresem przygotowawczym, kiedy to zawodnicy zamiast ćwiczeń techniczno - taktycznych z piłką zaliczali kolejne kilometry testów Coopera będących ulubionym elementem treningowym trenera Wieczerzaka.

Po porażce z Radomskiem cierpliwość działaczy skończyła się i 20 marca br. na specjalnej konferencji prasowej poinformowano, że do pracy z zespołem powraca Jerzy Krawczyk. Nowy-stary szkoleniowiec powrócił do Zamościa w dużej mierze dzięki znaczącej poprawie sytuacji organizacyjnej klubu będącej efektem działań nowego zarządu, ale od razu zaznaczył. że do utrzymania w lidze będzie potrzebny mały cud. Kolejny debiut Krawczyka miał miejsce w Łęcznej. gdzie Hetman sprawił sensację wygrywając z kandydatem do awansu 2: l po golach Ziarkowskiego i Pidka. Jednak w kolejnych dwóch meczach konto punktów e powiększyło się tylko o jedno oczko za remis z Odrą Opole, gdyż wyjazdowa konfrontacja we Wrocławiu zakończyła się porażką 0:3.

W kolejnym meczu hetmaniści sprawili przykrą niespodziankę swoim kibicom ulegając bytomskiej Polonii l :3. Po wyjazdowym remisie z dostarczycielem punktów z Konina zamojski klub był dwudziestym drugim w ligowej tabeli i w tym momencie już tylko najwięksi optymiści wierzyli w uratowanie przed degradacją. Na szczęście w 33 kolejce Hetman pokonał po golach Bielaka i Pidka KSZO i mimo porażki w Bełchatowie zasłużył na pochwałę za odważną i ambitną postawę. Od tej chwili w grze piłkarzy zauważalne było odrodzenie się nadziei na końcowy sukces, efektem czego było zwycięstwo nad Myszkowem i remis w Stalowej Woli. W pierwszym z tych spotkań zadebiutowali pozyskani kilka dni wcześniej Krzysztof Hajduk i Tadeusz Bartnik, których gra od początku przypadła do gustu zamojskiej publiczności. Szczególnie pan Krzysztof okazał się bardzo dużym wzmocnieniem stając się liderem bardzo przeciętnej dotychczas drugiej linii. Kolejne dwa zwycięstwa z Odrą Szczecin i Jeziorakiem (debiut kolejnego nowego zawodnika Marcina Pudy siaka) oraz remis w znakomitym meczu z GKS Katowice pozwoliły na zbliżenie się do zespołów strefy bezpiecznej. Niestety w następnym spotkaniu tej wiosny z Włókniarzem w Kietrzu zabrakło sił zaangażowanych we wspomniane wcześniej mecze i Hetman uległ l :4. Nie załamało to na szczęście Zamościan, którzy swoją sportową złość wyładowali na Polarze Wrocław, który rozbity został na miejscowym stadionie 4:0 po dwóch trafieniach Ziarkowskiego oraz Pidka i Pudysiaka. Zwycięstwo z Polarem było początkiem efektownej serii kolejnych pięciu zwycięstw Hetmana, który w pokonanym polu pozostawił wspomniany Polar, Grunwald l :0, Siarkę 2:1, Koronę 5:0 oraz Ceramikę Opoczno 3:2.

Po ostatnim z tych spotkań w Zamościu zapanowała radość, gdyż przed ostatnią kolejką stało się to, co trener Krawczyk w marcu nazwał cudem, a jeszcze na przełomie kwietnia i maja wydawało się być całkowicie nierealne, czyli że Hetman uratował drugoligowy status. Na zakończenie drugoligowej rywalizacji piłkarze mogli sobie pozwolić na porażkę w Częstochowie, choć gdyby wykazali tylko przeciętną skuteczność wspaniała passa zwycięstw mogła być kontynuowana.

Oprócz sukcesu całego zespołu zamojscy kibice cieszyli się także z wyróżnienia, jakie otrzymał wchodzący dopiero do poważnego futbolu młody napastnik Hetmana Piotr Kapłon, który w maju bronił barw reprezentacji Polski juniorów na odbywających się w Izraelu Mistrzostwach Europy.

2000–2001

Pierwszym akordem sezonu 2000/2001 był rozegrany 19 lipca ubiegłego roku mecz drugiej rundy Pucharu Ligi z Polarem Wrocław. W obecności 2,5 tysiąca widzów hetmaniści po dobrej grze wygrali 2: l po bramkach Pidka i Ziarkowskiego oraz kontaktowym trafieniu Gortowskiego. Właśnie gol zawodnika gości spowodował, że faworytami przed rewanżem byli wrocławianie, którzy dobrze spisują się na własnym boisku. Na szczęście piłkarze, głównie dzięki świetnej dyspozycji Roberta Dziuby, utrzymali skromną przewagę bramkował uzyskali awans do trzeciej rundy, w której kolejnym rywalem Hetmana był pierwszoligowy Stomil Olsztyn. Przed meczem w Olsztynie w zamojskiej ekipie liczono na korzystną zaliczkę przed zamojskim rewanżem. Ale nikt chyba nie spodziewał się aż tak spektakularnego sukcesu. Oto bowiem na boisku pierwszoligowca Hetman popisowo "zdemolował" gospodarzy i zwycięstwem 5:1 sprawił największą sensację trzeciej rundy rozgrywek. W tym meczu po raz kolejny w barwach Hetmana zadebiutował Jan Cios, którego postawę w całej rundzie należy ocenić bardzo pozytywnie. Bardzo dobrą formę piłkarze potwierdzili w inauguracyjnym spotkaniu drugoligowego sezonu wygrywając 5: l z mającą pierwszoligowe ambicje (zdecydowanie "na wyrost")Lechią Gdańsk. Bogatym łupem bramkowym podzielili się Pidek i Bodzioch (po dwa gole) oraz Gamla. Kolejne spotkanie jesieni Hetman rozegrał ponownie w Zamościu pokonując w rewanżu Pucharu Ligi Stomil 3:0. Niestety, każda passa kiedyś się kończy i nie inaczej było w przypadku Hetmana. W drugiej kolejce ligowej zespół spotkał się na wyjeździe z faworyzowaną Ryan Odrą Opole. Przed meczem trener opolan Franciszek Krótki chwalił piłkarzy za efektowny początek sezonu i z dużym respektem dla przeciwnika dawał jednak większe szansę swoim podopiecznym. Jego przewidywania sprawdziły się, gdyż Odra wygrała 3:2, ale spotkanie i jego oprawa stały na najwyższym poziomie. Pięć tysięcy widzów zgromadzonych na opolskim stadionie w późny sierpniowy wieczór (mecz rozegrano przy sztucznym oświetleniu) już w 7 min. mogło przekonać się o sile Hetmana, gdy po akcji Marcina Pudysiaka Jacek Ziarkowski strzałem głową pokonał bramkarza Rafała Kopanieckiego. Kto wie jak potoczyłyby się losy tej potyczki gdyby miejscowi nie zdobyli "gola do szatni" po strzale Czajkowskiego. Początek drugiej połowy należał do Odry, efektem czego były trafienia Solnicy i Żymańczyka. Hetmaniści jednak nie spasowali i po kontaktowej bramce Pidka dążyli do wyrównania. Defensywa gospodarzy nie pozwoliła już sobie na błędy, więc punkty pozostały w Opolu. Kolejne dwa ligowe spotkania Hetman zremisował bezbramkowo ze Stalą Stalowa Wola i Lechem Poznań, do czego z pewnością przyczyniło się zmęczenie wynikające z dużej częstotliwości spotkań pucharowych i ligowych. Kolejny mecz ligowy w Zamościu z Zagłębiem Sosnowiec przyniósł upragnione zwycięstwo, choć zespół bardzo długo męczył się z grającym antyfutbol beniaminkiem. Napastnicy Hetmana seryjnie marnowali doskonałe okazje, ale w 90 min. Pudysiak precyzyjnie podał do Pidka, a ten nie dał szans interweniującemu Stankowi głową kierując piłkę do siatki. Dwa dni później zespół udał się w daleką podróż do Szczecina, by stawić czoła w ramach czwartej rundy Pucharu Ligi ekipie finansowanej przez tureckiego dobrodzieja Sabri Bekdasa. Spotkanie z Pogonią okazało się mało szczęśliwe zarówno dla piłkarzy, jak i kibiców Hetmana, gdyż pierwszoligowcy rozgromili gości 5:0 po dwóch golach Dubickiego oraz trafieniach Mielcarskiego, Węgrzyna i Gęsiora. Główną przyczyną wysokiej porażki była groźna kontuzja Roberta Dziuby odniesiona w końcówce pierwszej połowy, który przy niedyspozycji rezerwowego Dariusza Ziółkowskiego musiał bronić dostępu do bramki także w drugiej połowie. W drodze powrotnej z portowego miasta hetmaniści udali się na krótkie zgrupowanie przed meczem z Dolcanem, ale nie pomogło ono w odniesieniu sukcesu. W 84 min. tego meczu sprawdziło się twierdzenie, że niewykorzystane sytuacje mszcząsię. Wtedy to weteran piłkarskich boisk Kazimierz Buda uderzył z rzutu wolnego na tyle precyzyjnie, że Ziółkowski nie potrafił obronić tego strzału. A przy przeciętnej choćby skuteczności Hetman powinien pewnie wygrać to spotkanie. Po dwóch kolejnych porażkach przed rewanżem z Pogonią niewielu było optymistów dających piłkarzom szansę na sukces. Jednak zamościanie przystąpili do gry bardzo ambitnie i pokonali "portowców" 2:1 po golach Pietrasińskiego i Hajduka oraz Mielcarskiego dla Pogoni. Niestety, kolejne dwa mecze ligowe zakończyły się porażkami Hetmana w Łęcznej i na własnym boisku z Tłokami. I o ile można zrozumieć wynik meczu z Górnikiem, tak do dzisiaj trudno wytłumaczyć sobie fakt porażki z Tłokami. Po tej serii niepowodzeń jak zwykle pojawiły się spekulacje o konieczności zmiany trenera, ale tym razem Zarząd Klubu zachował rozwagę i nie dokonał równie radykalnego posunięcia. Przed następnym meczem - wyjazd do Bełchatowa - hetmaniści skazywani byli na porażkę, a w rzeczywistości to gospodarze mogą być szczęśliwi, że udało im się zremisować (duży udział sędziego Werdera z Warszawy). Dobra gra w Bełchatowie pozwoliła uwierzyć zamojskim piłkarzom w posiadane umiejętności na tyle, że pokonali w kolejnym meczu na własnym boisku ŁKS l :0 po golu Andrzeja Pidka. Był to pięćdziesiąty gol pana Andrzeja w historii drugoligowych występów w barwach Hetmana i niestety ostatni, gdyż kilkanaście dni później - tuż przed wyjazdem na mecz z Polarem Wrocław - "Pido" i jego kolega z linii napadu Jacek Ziarkowski za niesportowy tryb życia zostali przesunięci do drużyny rezerwowej. Tuż przed otrzymaniem kary "Ziaro" zdążył jeszcze w zremisowanym l: l meczu z KSZO zdobyć gola na l :0. Obaj wspomniani zawodnicy wystąpili także w pamiętnym spotkaniu z Górnikiem Polkowice (jeszcze raz brawa dla rywali za pokaz skutecznych kontr), ale od tego czasu ich drugoligowy dorobek nie powiększył się. O ile Ziarkowski przemyślał swoje błędne postępowanie i solidnie trenował z rezerwami, tak Pidek nie podjął treningów i został przez klub wystawiony na listę transferową. Tym sposobem przed wyjazdowym meczem z Polarem trener Krawczyk nie dysponował nominalnym napastnikiem i szybko musiał opracować skuteczną taktykę. Okazało się, że Jerzy Krawczyk jest wytrawnym strategiem, gdyż taktyka oparta na zagęszczeniu środka pola i błyskawicznych kontrach (czyżby efekt lekcji udzielonej przez Polkowice?) może przynieść korzystne rezultaty. We Wrocławiu Hetman rozegrał bardzo dobry mecz, imponując przede wszystkim ambicją oraz konsekwencją w realizowaniu założeń taktycznych i po golu Pawła Gamli w 89 min. zdobył jeden punkt. Bramkę dla Połam zdobył Gortowski. W tym spotkaniu po raz kolejny zadebiutował powracający do Zamościa po kilku latach Andrzej Rycak. Sprawdzone we Wrocławiu ustawienie zespołu okazało się być skuteczną broniąw następnym meczu - z Radomskiem w Zamościu. Faworyzowani goście nie ukrywali, że przyjechali do Zamościa po trzy punkty. Hetman rozegrał jednak kapitalne spotkanie i po golach Ciosa i Hajduka wygrał 2:0, co było najniższym wymiarem kary dla radomszczan. Podbudowani bardzo dobrą grą hetmaniści w następnej kolejce zmierzyli się w Nowym Dworze ze Świtem remisując 2:2, a gola na wagę remisu trzy minuty przed końcem zdobył Rycak. Był to piąty kolejny mecz wyjazdowy bez porażki. W następnej kolejce hetmaniści pokonali na własnym boisku Włókniarza Kietrz 2:0 po dobrej grze i golach Ciosa i Gamli. Było to ostatnie zwycięstwo tej jesieni, gdyż w trzech ostatnich spotkaniach Hetman zremisował z Polonią Bytom oraz uległ w meczach wyjazdowych [[Myszkowowi] i Ceramice. Postawę Hetmana w rundzie jesiennej należy ocenić pozytywnie, choć nigdy nie jest tak, by nie mogło być lepiej. Szczególnie tyczy się to postawy w Pucharze Polski, gdzie po pokonaniu Narwii Ostrołęka konfrontację z Hetmanem wygrała trzecioligowa Pogoń Staszów. Niemniej jednak w żadnym spotkaniu trener Krawczyk nie mógł liczyć na komfort kadrowy (kontuzje Bielaka, Pietrasińskiego, Sawica, Albingiera, odsunięcie Pidka i Ziarkowskiego), a przy tak napiętym kalendarzu spotkań dorobek piłkarzy jest w miarę pokaźny. Zajmujący dwunaste miejsce w drugoligowej tabeli po rundzie jesiennej hetmaniści przystąpili do spotkań rundy rewanżowej z zadaniem poprawienia tej pozycji. W czasie zimowego okresu przygotowawczego trener Krawczyk postanowił zmodyfikować system gry formacji defensywnej, stawiając na ustawienie czterech defensorów w jednej linii. Była to bardzo ryzykowna decyzja i obawy o efekty tego pomysłu okazały się słuszne. Już pierwsze spotkanie - wyjazd z Lechią Gdańsk - zakończyło się wysoką porażką 1:3 i niezbyt przekonującym wydaje się być tłumaczenie, że sędzia nie chciał zauważyć pozycji spalonych gospodarzy. Piłkarze ligową wiosnę przed własną publicznością zainaugurowali meczem z przewodzącą ligowej tabeli po rundzie jesiennej Ryan Odrą Opole. Kłopoty organizacyjno-finansowe opolan spowodowały, że piłkarze zamiast skupić się na przygotowaniach kłócili się z kierownictwem klubu o należne pieniądze, co musiało znaleźć odbicie w postawie zespołu. Mimo to, Odra zdołała zremisować w Zamościu 1:1 po golu Ciosa dla Hetmana i wyrównaniu Lachowskiego. Kibice, którzy mimo przenikliwego zimna w sporej liczbie obserwowali to spotkanie zadowoleni byli z gry swoich ulubieńców, choć wynik wywołał spory niedosyt. Kolejny wyjazd przyniósł następną porażkę - znów 1:3 - tym razem ze Stalą Stalowa Wola. Po dwóch trafieniach Szafrana i golu Griszczenki hetmaniści przegrywali już 0:3, ale honorowy gol Andrzeja Rycaka nieco uśmierzył ból porażki. Szkoda, że zamojscy pupile w tak smutny sposób uczcili trzechsetny występ Hetmana na drugoligowych boiskach. Po tym meczu zamiast zapowiadanego marszu w górę tabeli hetmaniści spadli na 17 pozycję i kolejne spotkanie, z będącym w jeszcze gorszej sytuacji poznańskim Lechem, należało wygrać, aby nie pogrążyć się w mało chlubnej strefie tabeli. Na szczęście piłkarze Hetmana stanęli na wysokości zadania i pewnie pokonali popularnego "Kolejorza" 3:0. Pierwszego gola zdobył Ziarkowski po kapitalnej akcji Gamli z Zajączkowskim, podwyższył pięknym uderzeniem z rzutu wolnego Paweł Zajączkowski, a wynik ustalił strzałem głową Marcin Pudysiak po precyzyjnym podaniu Hajduka. Hetman mógł wygrać nawet w wyższych rozmiarach, ale w 15 min. Bodzioch nie wykorzystał rzutu karnego. Po zwycięstwie z Lechem hetmaniści mieli ochotę na punktową zdobycz także w Sosnowcu, ale chęci nie zawsze idą w parze z możliwościami. Na boisku Zagłębia paradoksalnie zdecydowanie lepsza ekipa schodziła z boiska pokonana 0:2 po trafieniach Łuczywka i byłego gracza zepołu Waldemara Adamczyka. Dobrze, że po wyjazdowych porażkach piłkarze Hetmana odrabiali straty na własnym boisku. Kolejną ofiarą zamościan był drugoligowy outsider z Ząbek, który uległ 0:3. O przewadze gospodarzy może świadczyć fakt, że najlepszym piłkarzem Dolcanu był bramkarz Michał Sławuta, który kilkakrotnie bez szwanku wychodził z dużych opresji. Dwa gole zdobył w tym meczu Piotr Bielak, a jednego Jacek Ziarkowski. Okrasą spotkania było drugie trafienie "Biela", który na linii pola karnego zgubił obrońcę i wbiegając w szesnastkę oddał atomowy strzał, po którym piłka odbijając się od poprzeczki wpadła do bramki. Następna kolejka przyniosła derby Lubelszczyzny, w których Hetman podejmował łęczyńskiego Górnika. Obydwie ekipy przystąpiły do tego meczu w osłabieniu. W barwach zamościan nie mógł wystąpić Marcin Pudysiak, natomiast w ekipie gości brakowało Czarnieckiego i Wilka. Było to bardzo wyrównane spotkanie, choć nie stało na porywającym poziomie. Gospodarze objęli prowadzenie w 33 min., gdy Jacek Ziarkowski sprytnie uprzedził interweniującego bramkarza gości i nadbiegający Bielak wepchnął piłkę do siatki. Mimo wielu okazji obydwu zespołów wynik nie uległ zmianie i zamościanie mogli dopisać do konta kolejne trzy punkty. Cztery dni później w Gorzycach Hetman wywalczył pierwszy w tej rundzie wyjazdowy punkt, remisując z miejscowymi Tłokami 1:1. Spotkanie rozpoczęło się niefortunnie dla piłkarzy, bowiem już w 4 min. Szmuc z rzutu wolnego zdobył prowadzenie dla miejscowych. Wyrównał strzałem głową Ziarkowski, po uprzednim dośrodkowaniu Pliżgi i błędzie bramkarza Bilskiego. Będący "na fali" piłkarze Hetmana w kolejnym meczu podejmowali "górników" z Bełchatowa i po koncertowej momentami grze wygrali 4:2. W sprawozdaniu z tego meczu napisaliśmy: "Ci kibice, którzy nie wybrali się w sobotnie popołudnie na mecz Hetmana z Bełchatowem mają czego żałować, bowiem było to kapitalne widowisko. Bardzo dobra gra obydwu zespołów, duża dramaturgia, piękne gole, masa okazji bramkowych to jest wszystko, co prawdziwy kibic chciałby widzieć w każdym spotkaniu". Skutecznymi strzelcami w zespole Hetmana byli Pliżga, Gamla, Bielak i Zajączkowski. Niestety, seria spotkań bez porażki zakończyła się cztery dni później w Łodzi, gdzie w meczu "za sześć punktów" piłkarze nie dali rady miejscowemu ŁKS-owi ulagając 0:2. Trener Krawczyk miał wielkie problemy ze skompletowaniem formacji obronnej, gdyż na łódzkim stadionie nie mogli wystąpić Turkowski i Bodzioch, a rekonwalescent Bożyk nie był jeszcze w pełni gotowy do gry przez dziewięćdziesiąt minut. Duży wpływ na losy meczu miała końcówka pierwszej połowy, gdy w 42 min. Adam Grad zdobył gola "do szatni". Wynik ustalił Adrian Napierała, który strzałem głową sfinalizował dokładne podanie Grada. Niestety, porażką zakończyło się także spotkanie - tym razem w Zamościu - z mocno osłabionym KSZO, który prezentując się rewelacyjnie na wiosnę nieoczekiwanie stał się faworytem w walce o awans. Podobnie, jak w Łodzi, hetmaniści stracili gola "do szatni" w 42 min. (Żelazowski), wyrównał Giza, dla którego był to pierwszy gol w drugiej lidze, ale decydujący cios zadał w 85 min. Grębowski. W perspektywie arcytrudnego wyjazdu do Polkowic porażka z KSZO ponownie spowodowała, że przy drużynie Hetmana należało postawić znak zapytania w kwestii uratowania ligowego bytu. Trudno było się spodziewać zdobyczy punktowej w Polkowicach (porażka 0:2), ale spotkanie na własnym boisku z Polarem koniecznie trzeba było wygrać. Tymczasem piłkarze pobili wszelkie rekordy nieudolności, nie wykorzystując nawet rzutu karnego, efektem czego był bezbramkowy remis i dymisja trenera Krawczyka. Przy ekspresowym tempie rozgrywek kierownictwo klubu musiało błyskawicznie szukać nowego szkoleniowca. Zdecydowano się na duet Włodzimierz Gąsior - Zbigniew Pająk. Wspomniany duet pracował już w Hetmanie, przed dziesięcioma laty wprowadzając go do drugiej ligi. Teraz zadanie było dużo trudniejsze. Utrzymanie w lidze po serii porażek stało się mocno wątpliwe. Moment do debiutu nie był zbyt korzystny, gdyż zdobycie choćby punktu na boisku Famegu Radomsko jest arcytrudnym zadaniem. Zamościanie ulegli gospodarzom 0:1, ale sprawili rywalom bardzo dużo kłopotów. Na szczęście w meczu ze Świtem piłkarze stanęli na wysokości zadania gromiąc rywali 4:0, a klasycznym hat-trickiem popisał się Mariusz Pliżga. Pierwszego gola w tym meczu zdobył jednak z rzutu karnego Piotr Bielak. Z bardzo dobrej strony zamojscy pupile pokazali się także w Kietrzu, remisując z dodatkowo motywowanym przez wysłanników z Myszkowa i Bytomia Włókniarzem 2:2. W 13 min. Jarosław Rak zdobył prowadzenie dla gospodarzy, wyrównał dwie minuty później Bielak z rzutu karnego. W 79 min. rzut karny dla gospodarzy wykorzystał Pawlusiński, ale tuż przed końcem meczu Jan Cios głową ustalił wynik meczu na 2:2. Wydawało się, że w meczu na własnym boisku z Myszkowem hetmaniści postawią kropkę nad "i". Tymczasem grający bardzo słaby mecz gospodarze stracili dwie bramki i widmo degradacji ponownie zajrzało nam w oczy, a dla skazywanych od dawna na spadek myszkowian był to punkt zwrotny w całym sezonie. Tak więc meczem o wszystko było wyjazdowe spotkanie z Polonią Bytom. Trudno było oczekiwać, że nie mając na koncie żadnego wyjazdowego zwycięstwa w całym sezonie, hetmaniści odniosą je w ostatnim, najważniejszym meczu. Ale, że w futbolu nie takie cuda miały miejsce, więc po twardym, wyrównanym meczu stało się jasne, że spadkowiczem będzie Polonia, która do trzeciej ligi dostała się na własne życzenie po fatalnej postawie w rundzie wiosennej (9 miejsce w końcowej tabeli rundy jesiennej). Złotą bramkę dla Hetmana zdobył praktycznie (oprócz meczu z Polarem) niezawodny Piotr Bielak z rzutu karnego. Aby nie oglądać się na rywali w walce o utrzymanie piłkarze musieli wygrać z grającą "o pietruszkę" Ceramiką Opoczno. I tak też się stało. Hetman wygrał 1:0, a bramka Marcina Pudysiaka była ostatnią strzeloną przez zamościan w zeszłym sezonie. Co ciekawe, wśród kibiców trudno było wyczuć atmosferę niepewności, gdyż każdy spodziewał się takiego zakończenia meczu. Hetman ostatecznie pozostał w lidze, co nie udało się Polonii Bytom, Stali Stalowa Wola, Lechii Gdańsk i Dolcanowi Ząbki. Ale założenia przed tym sezonem nie były aż tak minimalne. Trudno zatem dziwić się kibicom, którzy wytwarzając olbrzymią presję na zawodników domagali się wyników adekwatnych do potencjału drużyny, który jest zdecydowanie większy niż pozycja w tabeli. Kibice płacąc wysokie, jak na zamojskie warunki, ceny za bilety oczekują widowiska, a takowe otrzymali tylko kilka razy. Miejmy nadzieję, że nowy sezon przyniesie więcej porywających spotkań i dużo lepszych wyników piłkarzy Hetmana, a tym samym poprawę atmosfery na trybunach. Dużo lepiej spisywały się rezerwy Hetmana, które po imponującej postawie w rundzie wiosennej pewnie wywalczyły awans do czwartej ligi, co jest korzystne zarówno dla klubu poprzez okazję do rywalizacji drugoligowego zaplecza z silnymi rywalami, a także dla kibiców, którzy będą mieli okazję zdecydowanie częściej obserwować ciekawe spotkania piłkarskie.

2001-2002

Po bardzo udanej rundzie jesiennej kibice Hetmana z niecierpliwością oczekiwali na rozpoczęcie ligowej wiosny. Z powodu planowanych przygotowań reprezentacji Polski do występu na boiskach Japonii i Korei runda wiosenna rozpoczęła się już jesienią i był to udany początek w wykonaniu zespołu. W czterech meczach hetmaniści zdobyli 6 punktów, co pozwoliło na uplasowanie się na siódmej pozycji ligowej tabeli przed zimową przerwą. Optymizmem napawał fakt, że do drużyn zajmujących "barażowe" miejsca Hetman tracił tylko dwa punkty, więc wszystko mogło się jeszcze wydarzyć i można było liczyć na walkę o awans do ekstraklasy. Jednak podstawowym warunkiem do podjęcia takiej walki było wzmocnienie kadry zespołu o dwóch lub trzech zawodników, którzy podnosząc rywalizację w zespole powinni być jego solidnymi ogniwami. Niestety, niezbyt zasobna klubowa kasa nie pozwoliła na istotne ruchy kadrowe i pozostało jedynie oczekiwanie na cud. Cud, który jednak nie nadszedł...

Już pierwsze spotkanie po zimowej przerwie pokazało, że Hetman może nie być w stanie przeprowadzić szturmu na bramy ekstraklasy. Wyjazdowy mecz z outsiderem ligowej tabeli, Odrą Opole, był bardzo słaby w wykonaniu zespołu, a porażka 0:3 nie była dziełem przypadku. Po dotkliwej porażce w Opolu piłkarze Hetmana mieli okazję do rehabilitacji przed własną publicznością w potyczce z Tłokami Gorzyce. Zamojscy kibice, przyzwyczajeni do efektownych występów swoich ulubieńców na własnym boisku, liczyli na dobrą grę i pewne zwycięstwo. Spotkał ich jednak duży zawód, bowiem inauguracja wiosny na własnym boisku wypadła co najwyżej bezbarwnie. Mimo optycznej przewagi hetmaniści nie potrafili zmusić do kapitulacji bramkarza gości, a skoro nie wykorzystuje się nawet rzutu karnego (Bielak), to trudno liczyć na zwycięstwo i satysfakcję kibiców. Na szczęście goście również zawodzili w ofensywie i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Słaba dyspozycja piłkarzy martwiła tym bardziej, że właściwie od meczu z Tłokami rozpoczął się istny maraton (pięć kolejnych spotkań systemem sobota - środa - sobota), który w głównej mierze miał zadecydować o ostatecznym układzie tabeli. W kolejnym spotkaniu Hetman zmierzył się na wyjeździe ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki.

Mimo, że spotkały się zespoły ze ścisłej czołówki drugoligowej tabeli, mecz stał na słabym poziomie. Po zupełnie bezbrawnej pierwszej połowie w drugiej hetmaniści przejęli inicjatywę i stworzyli kilka sytuacji do zdobycia gola. Szczęścia próbowali Giza i Pudysiak, a najbliżej powodzenia byli w 78 min., gdy po błędzie defensorów rywali Łukasz Giza mocno strzelił spoza pola karnego, lecz piłka po minięciu bramkarza trafiła w słupek. Chwilę wcześniej prowadzenie mogli objąć jednak gospodarze, ale po strzale głową Pawła Gadziały piłka uderzyła w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Michała Sławutę. Zasygnalizowana w meczu ze Świtem poprawa gry zespołu pozwalała oczekiwać dobrego widowiska w kolejnym meczu z pretendentem do ekstraklasy - GKS Bełchatów. Ponad 3 tys. widzów z pewnością nie żałowało wizyty na zamojskim stadionie, bowiem hetmaniści po koncertowej grze udowodnili, że drzemie w nich wielki potencjał. Od początku tego meczu podopieczni Włodzimierza Gąsiora przystąpili do zdecydowanego natarcia, ale strzały Gancarczyka i Gizy nie znalazły drogi do siatki. Jak się miało jednak okazać to nie oni mieli strzelać gole dla Hetmana. To był wielki dzień Jacka Ziarkowskiego, który chyba poważnie zdenerwował się na Adama Grada, który właśnie przed meczem Hetmana z Bełchatowem wyprzedził Jacka w rywalizacji o strzelecką koronę drugiej ligi. Wielkie "show" w wykonaniu "Ziara" rozpoczęło się w 35 min. Wówczas to po dośrodkowaniu Piotra Bielaka z rzutu wolnego lot piłki przedłużył Jan Cios, a uwalniający się spod opieki obrońcy "Ziaro" strzelił głową nie do obrony. Prowadzenie Hetmana trwało tylko dwie minuty, bowiem po błędzie sędziego w dobrej sytuacji znalazł się Pawlusiński, który precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w okienku bramki Michała Sławuty. Hetmaniści nie przejęli się tym jednak i po chwili ponownie objęli prowadzenie. Tuż po wznowieniu gry kapitalną indywidualną akcję przeprowadził Seweryn Gancarczyk, który po szybkim rajdzie lewym skrzydłem doskonałym podaniem obsłużył Ziarkowskiego, a ten wbiegając między dwóch stoperów gości po raz drugi pokonał Aleksandra Ptaka. Pierwsza połowa, mimo znakomitej sytuacji Jelonkowskiego z Bełchatowa, zakończyła się minimalnym prowadzeniem zamościan, ale w drugiej odsłonie dominacja gospodarzy nie podlegała dyskusji. Sygnał do ataku bardzo groźnym uderzeniem z rzutu wolnego dał Artur Bożyk. W 56 min. kolejna składna akcja Hetmana zakończyła się powodzeniem. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Marcina Pudysiaka z rzutu rożnego Jacek Ziarkowski skompletował swój drugi hat-trick w minionym sezonie. Mający największe wątpliwości co do uznania tego gola Marek Nowicki przewrócił arbitra i musiał opuścić boisko, a dodatkowo Wydział Dyscypliny PZPN nałożył na niego półroczną dyskwalifikację. Ostatnie pół godziny tego meczu stało pod znakiem zdecydowanej przewagi podopiecznych trenera Gąsiora, a bezradni goście momentami nie wiedzieli o co chodzi na boisku. W 68 min. kapitalną akcję prawą stroną boiska przeprowadził Pudysiak, odegrał piłkę do Ziarkowskiego, ale jego strzał z najwyższym trudem obronił Ptak. Ale w 81 min. Jacek był dokładniejszy, bowiem po precyzyjnym dośrodkowaniu Mariusza Pliżgi po raz czwarty zmusił bramkarza gości do wyjęcia piłki z siatki. Kilka minut później schodzącego z boiska "Ziara" żegnała gorąca owacja na stojąco. Tym samym napastnik Hetmana powrócił na pozycję lidera klasyfikacji strzelców, której nie oddał do końca rozgrywek. Wydawało się, że Hetman złapał w końcu "wiatr w żagle" i będzie się wspinał na kolejne szczeble ligowej tabeli. Aby tak się stało należało wygrać wyjazdowy mecz w Myszkowie. Jednak spotkanie rozpoczęło się źle dla zespołu gości, bowiem już w 2 min. Dawid Bartos zdobył prowadzenie dla myszkowian. Wyrównał kwadrans później Jacek Ziarkowski, który tuż przed przerwą po kapitalnym przerzuceniu piłki nad obrońcami i bramkarzem rywali strzałem do pustej bramki zdobył prowadzenie dla zespołu. Niestety w drugiej połowie doskonale znany z występów w Hetmanie Tadeusz Bartnik pewnym strzałem z rzutu karnego zdobył wyrównującego gola, który był ostatnim trafieniem w tym meczu. Kluczowe znaczenie w kwestii awansu Hetmana do ekstraklasy miał kolejny mecz, w którym zespół podejmował pretendenta do awansu - płocki Orlen. Od początku w grze hetmanistów widoczna była nerwowość, spowodowana stawką spotkania. Przy zwycięstwach rywali z czołówki ligi, aby zachować kontakt ze strefą barażową, Hetman musiał wygrać z "nafciarzami". Wykorzystując gorszą dyspozycję piłkarzy płocczanie przystąpili do ofensywy. Największe zagrożenie przynosiły akcje rutynowanego Piotra Soczewki, który mocnymi strzałami sprawdzał umiejętności Sławuty. Przy lekkiej przewadze gości niespodziewanie prowadzenie objęli zamościanie. W 23 min. po dalekim dośrodkowaniu Bielaka z rzutu wolnego Pliżga zgrał piłkę na szesnasty metr, gdzie stojący tyłem do bramki Jacek Ziarkowski błyskawicznie obrócił się i uderzając z woleja lewą nogą skierował piłkę w prawy róg bramki Krupskiego, który mimo rozpaczliwej interwencji nie sięgnął piłki. Był to jeden z najładniejszych goli na boiskach drugiej ligi w minionym sezonie. Po zdobyciu bramki piłkarze jakby przestraszyli się możliwości zdobycia trzech punktów i grali bardzo chaotycznie w obronie. Zemściło się to w 31 min., gdy po akcji Guli wychowanek Hetmana Mariusz Nosal wyszedł na pozycję sam na sam ze Sławutą i zdobył wyrównującego gola. Tuż przed przerwą, widząc pogarszającą się grę Hetmana trener Gąsior dokonał podwójnej zmiany. W miejsce Bielaka i Turkowskiego na boisko wybiegli Wąsacz i Zajączkowski, za sprawą których gra zespołu uległa poprawie. W drugiej połowie gospodarze uzyskali przewagę, ale to goście zadali decydujące o losach meczu trafienie. Po szybkiej akcji prawą stroną boiska i dośrodkowaniu Artur Wąsacz wygrał co prawda pojedynek głowkowy z Nosalem, ale piłka trafiła pod nogi pozostawionego bez opieki Budki, który wykorzystując bierną postawę defensorów zdobył prowadzenie dla Orlenu. Prowadzenie, którego goście nie oddali do ostatniego gwizdka sędziego, mimo kilku dogodnych okazji Hetmana do zdobycia gola. Porażka zamojskiego zespołu, przy jednoczesnych zwycięstwach rywali w walce o ekstraklasę, znacznie oddalała od nas upragniony cel, ale szanse nie zostały jeszcze zredukowane do minimum. To miało bowiem dopiero nastąpić...

W następnej kolejce Hetman wyjechał na mecz w "jaskini lwa", jak można było nazywać boisko rewelacyjnego beniaminka - Garbarnii Jaworzno. Skazywani przed meczem na porażkę piłkarze Hetmana nie przestraszyli się jednak rywala i stoczyli wyrównany bój, przez większą część meczu będąc lepszą drużyną. Zdobyli nawet prowadzenie po golu Jacka Ziarkowskiego, ale po wyrównującym golu Sztandery na dwie minuty przed końcem meczu gola na wagę trzech punktów zdobył Tokarz. Po tym spotkaniu jaworznianie byli już bardzo blisko zapewnienia sobie udziału w barażach, natomiast od zespołu szansa ta oddaliła się niemal całkowicie. Niemal, bowiem całkowity zanik szans nastąpił po zremisowanym na własnym boisku meczu z Jagiellonią Białystok. W tym bardzo słabym meczu żaden z zespołów nie zdołał strzelić gola, nie było nawet zbyt wielu okazji, by to uczynić. Tak więc marzenia o grze w ekstraklasie straciły na aktualności, co w dużej mierze wpłynęło na grę zespołu i nastroje wśród kibiców. Pozostało nam jedynie oczekiwać 400-ego gola Hetmana w drugiej lidze, bowiem po meczu z Garbarnią Jaworzno "licznik" zatrzymał się na liczbie 399. Przed kolejnym meczem, tym razem z Zagłębiem w Sosnowcu, doszło do zaskakującej dla większości kibiców zmiany na stanowisku szkoleniowca zamojskiego zespołu. W miejsce hołubionego przez sympatyków Hetmana Włodzimierza Gąsiora Zarząd Klubu powołał Dariusza Herbina i zmiana ta nie została pozytywnie przyjęta wśród fanów. W swoim drugoligowym debiucie trener Herbin zaliczył bezbramkowy remis z Zagłębiem, które po dobrej postawie w rundzie jesiennej wiosną pewnie zmierzało do trzeciej ligi.

Remisem zakończyło się także kolejne spotkanie - z Hutnikiem Kraków na własnym boisku. Był to bardzo dziwny mecz, który zakończył się skandalem. Początkowa faza gry wskazywała, że hetmaniści nie będą mieć żadnych problemów z pewnym pokonaniem kandydata do spadku. Już w 6 min. po podaniu Piotra Bielaka Marcin Pudysiak wbiegł w pole karne, znakomicie oszukał defensorów rywali i pewnym strzałem obok wybiegającego bramkarza zdobył prowadzenie dla Hetmana. Tym samym przeszedł do historii jako strzelec czterechsetnej bramki w historii drugoligowych występów Hetmana. Po kolejnych ośmiu minutach powinno być już "po meczu". Po świetnym zagraniu Pudysiaka szarżujący Paweł Zajączkowski został podcięty w polu karnym i mieliśmy "jedenastkę". Do egzekwowania rzutu karnego desygnowany był Jacek Ziarkowski, ale najlepszy strzelec drugiej ligi strzelił zbyt nonszlancko i Marcin Cabaj nie miał problemów ze złapaniem futbolówki. Ta sytuacja uskrzydliła gości i efektem tego była sytuacja z 18 min. Wówczas to po rozklepaniu obrony Hetmana przepięknym strzałem w okienko bramki gospodarzy popisał się Przytuła i mecz zaczynał się praktycznie od nowa. Utrata gola nie zniechęciła jednak piłkarzy do atakowania, coż z tego jednak, gdy napastnicy Hetmana byli tego dnia bardzo nieporadni. Wreszcie w 87 min. miała miejsce sytuacja, która na długo zapisze się w pamięci zamojskich kibiców. Szarżujący prawą stroną boiska Pudysiak wbiegł w pole karne i został podcięty przez obrońcę. Sędzia podyktował drugi rzut karny dla Hetmana, czym doprowadził do furii piłkarzy Hutnika. Prowokowani przez Lewandowskiego najpierw zaatakowali sędziego, później demonstracyjnie zaczęli opuszczać boisko, by w końcu przez kilka minut uniemożliwiać wznowienie gry. W końcu jednak sytuacja nieco uspokoiła się i można było wykonać rzut karny. Mimo, że publiczność domagała się strzału Michała Sławuty do piłki podszedł Paweł Zajączkowski, który... trafił w bramkarza gości, co rozsierdziło zamojskich kibiców. Presji związanej ze wspomnianymi wydarzeniami nie wytrzymał kapitan zespołu Piotr Bielak, który demonstracyjnie opuścił boisko. Do końca mecz przebiegał w bardzo nerwowej atmosferze, a jeszcze przez godzinę po jego zakończeniu na obiektach zamojskiego OSiR-u można było spotkać wściekłych kibiców domagających się wyjaśnień. Nie doczekali się ich jednak, a klika dni później musieli pogodzić się z goryczą porażki, bowiem hetmaniści ulegli w Łodzi ŁKS-owi 1:2. Jedynego gola dla zespołu zdobył w końcówce spotkania Łukasz Giza. Okazją do rehabilitacji był derbowy mecz w Zamościu z Górnikiem Łęczna, który wygrywając z zamojskim zespołem bardzo mógł się zbliżyć do gry w barażu o ekstraklasę. Wielu kibiców spodziewało się, że wynik został ustalony już przed meczem, w czym mógł ich utwierdzić początek meczu. Wówczas to lekką przewagę osiągnęli goście, którzy stworzyli kilka okazji do zdobycia gola. Na szczęście po dwóch kwadransach mecz wyrównał się, a w 39 min. gospodarze objęli prowadzenie. Po akcji prawą stroną boiska hetmaniści wywalczyli rzut rożny. Mocno uderzona przez Zajączkowskiego piłka minęła zawodników zgromadzonych w polu karnym i trafiła na głowę zamykającego akcję Jana Ciosa, który kapitalnym strzałem w długi róg zmusił do kapitulacji bramkarza gości. Zdobyty gol dodał animuszu hetmanistom, którzy jeszcze przed przerwą mogli pokusić się o podwyższenie prowadzenia. Po przerwie piłkarze zagrali nieco zachowawczo i coraz częściej w okolice pola karnego Hetmana przedostawali się "górnicy". Na szczęście defensywa gospodarzy zagrała skutecznie i mecz zakończył się skromnym zwycięstwem zespołu. Zwycięstwo z Górnikiem, które zapewniło Hetmanowi pozostanie w lidze na tyle zdekoncentrowało piłkarzy, że w wyjazdowym meczu z walczącym jeszcze o utrzymanie Włókniarzem Kietrz nie mieli nic do powiedzenia. Już do przerwy kietrzanie prowadzili 3:0, ale na szczęście po przerwie starali się zachować jak najwięcej sił na kolejne spotkania i nieco spuścili z tonu, dzięki czemu grający "radosny" futbol hetmaniści uniknęli klęski.

W ostatnim meczu przed własną publicznością tradycyjnie gościli Ceramikę Opoczno. Do gry zespół przystąpił bez Ziarkowskiego, Bielaka, Ciosa i Turkowskiego, którzy chyba nie chcieli w godny sposób pożegnać się z zamojską publicznością. Ich brak widoczny był na boisku, bowiem zdecydowanie lepszym zespołem była Ceramika. Na szczęście w bramce Hetmana wspaniały mecz rozegrał Michał Sławuta, który wieloma niesamowitymi interwencjami w pełni ukazał drzemiący w nim potencjał. Skapitulował tylko raz, gdy Skwara w 61 min. z bliska głową strzelił do siatki. Wcześniej, jeszcze w pierwszej połowie, gola dla Hetmana zdobył Łukasz Giza. Ostatni akt minionego sezonu miał miejsce w Gdynii, gdzie miejscowa Arka za wszelką cenę chciała zrewanzować się za porażkę w Zamościu. Jednak tego dnia Hetman okazał się bardzo wymagającym rywalem i mecz zakończył się remisem 2:2. Dwie bramki dla gospodarzy zdobył Kułyk, natomiast dla Hetmana trafili Giza i samobójczym strzałem Fornalak.

Mimo, że był to najlepszy sezon Hetmana w historii klubu trudno o wielką radość. Pozostaje spora doza rozczarowania, bowiem po skutecznej i widowiskowej grze, popartej dobrymi wynikami, rozbudzono nadzieje kibiców. Z szumnie zapowiadanego ataku na ekstraklasę nic nie wyszło, choć do sukcesu brakowało tak niewiele. Czego zabrakło? Przede wszystkim środków finansowych, gdyż mimo dobrej postawy drużyna Hetmana wymagała kilku wzmocnień. Poza tym cierpliwości i chyba odrobiny profesjonalizmu, gdyż mimo problemów finansowych klubu piłkarze mieli doskonałą okazję do promocji. Co prawda siedmiu z nich podpisało kontrakty z zespołami ekstraklasy, ale była niepowtarzalna okazja, by cała drużyna dostąpiła szansy gry przeciwko Legii, Wiśle czy Amice. Wiodące postacie Hetmana korzystając z prawa Bosmana opuściły Zamość, wobec czego zespół musi być poddany kolejnej gruntownej przebudowie. Początek nowego sezonu pokazał, że udało się pozyskać wartościowych piłkarzy, ale musi jeszcze upłynąć sporo czasu, aby ta ekipa stanowiła prawdziwy monolit i prezentowała poziom Hetmana sprzed roku.

2002-2003

Najgorszy sezon Hetmanistów, spadek do III ligi Hetman zajął 17 miejsce i spadł razem ze Stalą Stalowa Wola,Stomilem Olsztyn, Śląskiem Wrocław i Ruchem Radzionków

2003-2004

Hetmanowy Zajęli 7 miejsce z dorobkiem 42 punktów w sumie dobry sezon Hetmanistów

2004-2005

Hetman zajmował 8 lokatę również z 42 punktami pamiętny mecz z Avią Świdnik

2005-2006

Natomiast w latach 2005 – 2006 Hetman spadł na 11 lokatę zdobył 33 punkty

2006-2007

Rezultatem Słabego Sezonu Hetmanowców była 11 miejsce z dorobkiem 38 punktów

2007-2008

Po wspaniałym sezonie pod trenerską ręką Przemysława Cechcerza Hetman po 5 latach awansował Do II ligi

2008-2009

Hetman po rundzie jesiennej zajmuje 13 miejsce z dorobkiem 25 punktów. Trwa Przerwa Zimowa

Hetman w 2009 roku będzie obchodził swoje 75 lecie.

Kadra 2008/2009 Runda Wiosenna | edytuj kod

Piłkarze w historii klubu | edytuj kod

W ciągu 75 lat przez Hetman przewinęli się znakomici piłkarze tacy jak:

Sukcesy klubu | edytuj kod

II liga | edytuj kod

Puchar Polski | edytuj kod

Puchar Ligi | edytuj kod

Zobacz też | edytuj kod

Strony internetowe | edytuj kod

Przypisy | edytuj kod

  1. http://www.hetman.zamosc.pl/nowa/index.php?str=info Informacje o klubie
  2. http://kshetman.net/index.php?option=com_joomleague&func=showPlayers&p=2&ttid=19&Itemid=52 Zawodnicy

[1] [2]


Kategoria:Kluby piłkarskie w województwie lubelskim Kategoria:Sport Zamościa

  1. http://www.hetman.zamosc.pl/nowa/index.php?str=info Informacje o klubie
  2. http://kshetman.net/index.php?option=com_joomleague&func=showPlayers&p=2&ttid=19&Itemid=52 Zawodnicy
Na podstawie artykułu: "Wikipedysta:D3bo/brudnopis" pochodzącego z Wikipedii
OryginałEdytujHistoria i autorzy