Wikipedystka:Joanna Kośmider/Kore (wersja 1)


Wikipedystka:Joanna Kośmider/Kore (wersja 1) w encyklopedii

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii < Wikipedystka:Joanna Kośmider Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny – książka eseistyczna Andrzeja Szczeklika, wybitnego lekarza, naukowca i humanisty, bohatera książki Słuch absolutny, ukazująca historyczne i najnowsze osiągnięcia medycyny oraz rozważania nad jej istotą[1], nominowana do Nagrody Literackiej Nike 2008[2][a]. „Kore” jest jedną z trzech książek tego autora, które bywają nazywane trylogią o uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki[b].

Spis treści

Opis bibliograficzny | edytuj kod

Wydania obcojęzyczne

2008 – węg. Koré: avagy az orvoslás lelke[5], 2010 – lit. Kora: apie ligonius, ligas ir medicinos sielos paieškas[6], 2012 – ang. Kore: On Sickness, the Sick, and the Search for the Soul of Medicine[7][8], 2012 – hiszp. Core: sobre enfermos, enfermedades y la búsqueda del alma de la medicina[9], 2012 – niem. Auf der Suche nach der Seele der Medizin: über den Sitz des Bewusstseins, das Rezept für die ewige Jugend und andere Geheimnisse des Lebens[10].

Spis treści

Tytuł książki | edytuj kod

Andrzej Szczeklik (1938–2012)[11]

Tytuł swojej książki o poszukiwaniach duszy medycyny „gdzieś między życiem a śmiercią, zdrowiem a chorobą, nauką a sztuką, a także – w miłości” Andrzej Szczeklik wyjaśniał słowami[12][c]

Kore to po grecku dziewczyna. A także – źrenica. Grecy mówili, iż duszę, w postaci maleńkiej dziewczynki, zobaczyć można przez oka źrenicę. Skąd mogli wiedzieć, że źrenica to jedyne okienko z widokiem na mózg, na jego nerwy wzrokowe? A gdzie dziś podziała się dusza?

Andrzej Szczeklik,

Wstęp | edytuj kod

We wstępie do książki Adam Zagajewski przypomina wykład, który wygłosił w roku 1959 Charles Percy Snow (1905–1972). Wykład opublikowano pod tytułem The two Cultures and the Scientific Revolution[14]. Dotyczył pojawienia się rozłamu między dwoma kulturami, dwoma rodzajami erudycji i wrażliwości – naukową i humanistyczną. Zdaniem Zagajewskiego ten rozłam pogłębia się z biegiem czasu, co w medycynie prowadzi do zmniejszania się bezpośredniego kontaktu dwóch ludzi – lekarza i pacjenta (Twarz lekarza niewiele się już różni od ekranu komputera, od okładki pism, takich jak Lancet czy Nature, od książeczki czekowej[15]). Na tak opisanym tle została przedstawiona sylwetka autora książki[15]:

Jakie to szczęście, że możemy jeszcze spotkać Autora, który czyta Dantego, rozumie – i podziela – niepokój dawnych i nowych poetów, który ma za sobą tak wiele humanistycznych lektur, a równocześnie pomaga nam ogarnąć skomplikowaną strukturę najbardziej nowoczesnej teorii medycznej

Adam Zagajewski,

Streszczenie książki | edytuj kod

Objawy i cienie | edytuj kod

W rozdziale poświęconym możliwościom rozpoznawania chorób na podstawie ich objawów Andrzej Szczeklik dużo miejsca poświęcił Rafaelowi, Józefowi Babińskiemu i harfie eolskiej. Opisywanymi dziełami Rafaela są: portret olejny ukochanej malarza, Małgorzaty nazywanej La Fornarina, oraz fresk Szkoła Ateńska. Pierwszy jest przykładem rozpoznania „raka piersi lewej z prawdopodobnymi przerzutami do węzłów pachowych”, dokonanego po 450 latach od powstania obrazu. Stało się to możliwe dzięki wysiłkowi artysty, starającego się dokładnie oddać specyficzny odcień skóry, zdecydowanego – jak napisał Szczeklik – „odsłonić czystą rozpacz” (La Fornarina przeżyła Rafaela)[16].

Objawy innej choroby utrwalił Rafael na fresku w Stanza della Segnatura. Wśród znanych postaci Szkoły Ateńskiej został namalowany – na pierwszym planie – mężczyzna identyfikowany z Heraklitem i uznawany za portret Michała Anioła, na którego kolanie są widoczne guzy – „twarde i zbite, bez śladów zaczerwienienia, zapalenia”. Szczeklik, jako doświadczony lekarz, stwierdza wysokie prawdopodobieństwo skazy moczanowej, której rozwój mógł być związany z ołowicą – zatruciem ołowiem zawartym w winie z ołowianych kadzi, które artysta pił, malując Kaplicę Sykstyńską[17].

Rafael Santi,
La FornarinaRafael jako Heraklit
(Szkoła Ateńska, fragment)[11]

Trudności sformułowania diagnozy medycznej w przypadkach występowania objawów ukrytych Szczeklik opisuje, odwołując się do semantyki – wyrażania rzeczywistości poprzez system znaków[18]:

’’…choroba … schowana w nas, straszy, pozostając niewidoczną. Lekarz próbuje, na krótką chwilę, skłonić ją do przesłania znaków.

Wspomina Józefa Babińskiego, uznawanego za twórcę semiologii neurologicznej, badacza odruchów, wywoływanych młoteczkiem, igłami, prądem (zob. np. badanie neurologiczne, odruchy pierwotne, objaw Babińskiego)[19]. Opisuje m.in. znaki, w których odczytywaniu był mistrzem – dźwięki[d] odbierane przez lekarza w czasie osłuchiwania, wywołujące u autora książki mitologiczne skojarzenia z Eolem, Odyseuszem, samopoczuciem ludzi w czasie wiatrów fenowych[20].

Są takie choroby, które jak harfa Eola same wygrywają lekarzowi diagnozę.

Przytacza również własne wspomnienia chwil, gdy jako młody lekarz zajmował się pacjentem chorym na „wielką naśladowczynię” innych chorób – pheochromocytoma. Wnioski adepta medycyny z analizy kompletu niejednoznacznych objawów potwierdził lekarz-radiolog, Stanisław K., nazywający swoją dyscyplinę – radiologię – „nauką o cieniach” (USG, tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny itp. nie były wówczas dostępne). Prof. Wiktor Bross zdecydował się na operację – guzek nadnerczy wielkości ziarnka grochu został znaleziony i usunięty[21].

Mimo postępu technik badawczych diagnoza często nadal wymaga od lekarza podobnej pasji, jaka ujawniła się w opisanej sytuacji. W czasie wywiadu, opublikowanego w roku 2009, prof. Szczeklik m.in. tak mówił o spotkaniu chorego z lekarzem[22]:

Chory przychodzi ze swoim bólem, zgryzotą, cierpieniem, trwogą i woła o pomoc. Oczywiście, to wołanie rzadko jest dosłowne. Może to być potok słów, żeby zażegnać trwogę, albo skamieniała twarz, za którą kryje się nieufność do lekarza. Organizm człowieka chorego śle sygnały zwiastujące chorobę. […] …lekarz musi rozwinąć w sobie szczególny rodzaj wrażliwości, aby sygnały pacjenta nie przeszły obok, lecz trafiły w niego. Wówczas – w jednej chwili – mogą złożyć się na konstelację objawów, które odczyta ona jako rozpoznanie choroby.

O mózgu | edytuj kod

Rozdział „O mózgu” autor rozpoczął od wspomnień chwili, gdy jako student medycyny oglądał ludzki mózg, przyniesiony ukradkiem do domu z uczelnianego prosektorium[23]. Od tych wspomnień przeszedł do opisu hipotezy Franza Josepha Galla, że cechy człowieka – umysłowe i moralne – znajdują wyraz w kształcie mózgu, a ten wpływa na obserwowalny z zewnątrz kształt czaszki. Początkowo wyodrębniono 27 wyniosłości czaszki, wiążąc je z takimi określeniami, jak: pycha, zdolności matematyczne lub artystyczne, skłonności złodziejskie[24]. Były to narodziny frenologii, rozwijającej się burzliwie w XIX, a budzącej zainteresowanie jeszcze w połowie XX wieku[25].

Frenologia – metoda badań (w: Elements of phrenology, George A. Combe, 1824) oraz strona American Phrenology Journal (1848)[e]

Nawiązując do współczesności Andrzej Szczeklik zauważa[25]:

Złośliwi mówią, że dziś znowu dajemy unosić się neofrenologicznej fali. Za pomocą spektrometrii pozytronowej mami nas ona obrazami myślącego mózgu – w fałszywych kolorach – podsuwając nam przekonanie, iż jesteśmy w stanie zrozumieć techniki obliczeniowe użyte przy tworzeniu tych obrazów.

W dalszej części tekstu Szczeklik przypomina, że Franz Gall był nie tylko „frenologicznym szarlatanem”. Wniósł istotny wkład w rozwój neurologii i neuropsychologii – jako anatom opisał przebieg szlaków nerwowych z kory do rdzenia kręgowego. Przyczynił się do wyodrębnienia obszarów mózgu, odpowiadających za określone jego funkcje, np. do odkrycia ośrodka mowy przez Paula Brokę. Autor książki nakreśla dalszy postęp badań mózgu, prowadzących do wyjaśnienia mechanizmów afazji lub różnych typów agnozji (np. prozopagnozja, akinetopsja). Przypomina, że nazwa „agnozja” została wprowadzona dopiero przez Sigmunda Freuda, podczas gdy wcześniej, przez prawie sto lat, była nazywana „ślepotą duszy” (Seelenblindheit) – duszy zdefiniowanej podobnie do „duszy platońskiej”, której przypisywano m.in. poznawanie świata za pomocą zmysłów[26].

Sigmund Freud przechrzcił poetycki termin na bardziej uczony i zwięzły: agnosia. A dusza ulotniła się z symptomatologii.

Opisy chorób Szczeklik ilustruje przykładami, m.in. z własnej praktyki lekarskiej, np. przypadku profesora filologii klasycznej. U pacjenta rozpoznano całkowitą aleksję i agrafię po udarze mózgu. Nieoczekiwanie następnego dnia zaczął czytać zostawioną przy jego łóżku książkę medyczną – jego aleksja nie dotyczyła łaciny[27].

Jednym z pacjentów Andrzeja Szczeklika był Sławomir Mrożek. Po ciężkim udarze, który przeszedł w roku 2002, stwierdzono całkowitą afazję; pacjent utracił zdolność mówienia, pisania, liczenia, odróżniania pojęć przeciwstawnych, oceny odległości i czasu. Po trzech latach pracy z logopedą odzyskał zdolność mówienia i pisania, jednak odnosił wrażenie, że nie jest już tą samą osobą, którą był przed udarem[28][f]. Jako „Baltazar” pisał w książce „Baltazar. Autobiografia” (2006)[29]:

… nie można mnie już chwalić ani ganić za nic, co napisałem przed afazją, ponieważ tamten człowiek nie istnieje…

Prof. Szczeklik zaprzeczał temu, cytując fragment wstępu Antoniego Libery do Autobiografii: „to, co nas scala, to pamięć i mowa”[28]. Innego typu problemy pamięci i tożsamości zostały zobrazowane z wykorzystaniem licznych cytatów m.in. z „Ziemi Ulro” Czesława Miłosza, np.[30][31]:

To „życiodajna pamięć związana z wyobraźnią” stawia nam przed oczy żywe obrazy, bogate w szczegóły, a nie blade, omdlewające cienie.

lub z wierszy Emily Dickinson, np.[30][32][33]

Nie ma wnętrz straszliwszych niż Mózgu Korytarze kryjome.

Andrzej Szczeklik pyta m.in.: „Jakże mam leczyć rozpad pamięci, cechujący chorobę Alzheimera, kiedy o samej pamięci wiemy tak mało?”[34], po czym przystępuje do krótkiego opisu podstawowych współczesnych metod badań pracy mózgu[35]. Bohaterami dalszego fragmentu rozdziału są Santiago Ramón y Cajal i jego adwersarz, Camillo Golgilaureaci Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny w roku 1906 za badania w dziedzinie histologii i neuroanatomii (struktura układu nerwowego)[36]. Ostatnia część rozdziału „O mózgu” jest poświęcona chorobom psychicznym, psychiatrii i psychoanalizie. Szczeklik opisuje choroby umysłowe i psychiatrię jako rozdarte między dominującą w XVIII wieku wizją biologów (anatomów, chemików, farmakologów) i „wizją romantyczną”, dostrzegającą przyczynę zaburzeń psychicznych w namiętnościach, wypływających z duszy ludzkiej. Szczeklik cytuje np. opinię kierownika pierwszej uniwersyteckiej katedry psychiatrii, sformułowaną w roku 1823[37]:

Namiętności są niczym rozżarzone węgle wrzucone do siedliska życia albo węże sączące truciznę do naczyń krwionośnych, albo sępy szarpiące wnętrzności. Z chwilą usidlenia przez namiętność ginie ład jednostki.

Johann Heinroth,

Przedstawia sytuację w zakładach dla obłąkanych w okresie do połowy XX wieku, w zakładach-miastach o nieustannie rosnącej liczbie pacjentów, w których „jedynym pewnikiem był brak perspektyw wyleczenia”. Opisuje też przełomowe odkrycie, którego dokonał Julius Wagner-Jauregg – laureat Nagrody Nobla w roku 1927 (m.in. zastosowanie transfuzji krwi chorego na malarię w leczeniu kiły układu nerwowego i inne techniki leczenia psychoz gorączką)[38]. Końcowe fragmenty rozdziału dotyczą ery fascynacji psychoanalizą, a następnie okresu odchodzenia od brutalnych metod terapii (np. terapia elektrowstrząsowa, wstrząsy insulinowe, zob. psychiatria w XIX i XX wieku) i wprowadzania skutecznych leków łagodzących objawy chorób psychicznych (np. prozac). Autor podkreśla, że „przełom w terapii niekoniecznie idzie w parze z rozumieniem zaburzeń pracy mózgu i zawiłości duszy ludzkiej”; wskazuje na nieostrość granicy między patologią i dziwactwem. Cytuje m.in. E. Shortera:[39]

…nauka gubi się łatwo w świecie powszechnych smutków, lęków, obsesji i trudności przystosowawczych, w którym przyszło żyć śmiertelnikom.

Poszukiwanie duszy | edytuj kod

Strona tytułowa romansu antycznego Apulejusza z MadauryMetamorfozy” (dzieło z ok. 150 roku, wydanie z roku 1650)[11]

W rozdziale Poszukiwanie duszy[g] Andrzej Szczeklik zastanawia się nad znaczeniami pojęć, stosowanych w różnych epokach i kulturach dla określenia duchowej sfery ludzkiej świadomości. Odwołuje się do wiedzy o szamanizmie, do mitów greckich, dzieł Homera, Heraklita, Pitagorejczyków, Kartezjusza, Nietzschego, myśli Jana Pawła II, wierszy współczesnych poetów i prac współczesnych naukowców[40].

Prowadzi czytelnika na poszukiwania pierwszych wzmianek o istnieniu duszy. Przytacza argumenty potwierdzające, że już w najwcześniejszym okresie historii ludzkości istniało powszechne przekonanie o możliwości przetrwania świadomej osobowości człowieka po jego śmierci (zob. życie pozagrobowe) – starano się zaspokoić potrzeby zmarłego (według J.G. Frazera: „Ludy sceptyczne lub agnostyczne w tej kwestii – o ile takie w ogóle istnieją – nie są nam znane”)[41]. Za pierwotne kultury oparte na wierze w istnienie zaświatów, do których wędrują dusze uwolnione lub porwane ze świata żywych, Andrzej Szczeklik uważa starożytne kultury Jakutów, wciąż istniejące na Syberii (kultura szamańska Jakutów jest w Polsce dobrze znana m.in. dzięki zesłańcom-SybirakomBronisławowi Piłsudskiemu i Wacławowi Sieroszewskiemu). Autora książki – lekarza – interesowały w tych społecznościach przede wszystkim działania tych szamanów, którzy nie tylko odprowadzali umarłych do miejsca odpoczynku, ale również odnajdywali dusze błąkające się w zaświatach i przywracali je chorym[42]. Dysponujący takimi umiejętnościami szamani syberyjscy byli przygotowywani do swoich zadań w odosobnieniu, w toku trwających latami przykrych ćwiczeń, prowadzących do skrajnego wyczerpania („szaman musi umrzeć, żeby narodzić się na nowo”). Po takiej inicjacji szaman mógł świadomie wprowadzić się w stan ekstazy, w którym mógł kontaktować się z zaświatami – prowadzić negocjacje i walki z dominującymi tam duchami. Wchodząc w stan ekstazy korzystali m.in. z wywarów z pewnego rodzaju huby, z muchomora czerwonego i borówki błotnej (3300 lat p.n.e. w podobne środki psychoaktywne wyposażył się Ötzi, „człowiek z Similaun”, wyruszając w swoją ostatnią wędrówkę)[43].

Opierając się m.in. na pracach Erica Doddsa Szczeklik twierdzi, że kultura szamańska zaczęła silnie oddziaływać na kulturę grecką w VII wieku p.n.e. Mogła wywrzeć znaczący wpływ na poglądy Pitagorejczyków i rozwój idealizmu platońskiego i plotyńskiego (zob. idea). Wędrówki szamanów do świata zmarłych przypomina mit o Orfeuszu, wędrującym do królestwa Hadesa po ukochaną Eurydykę[42]. Bohaterowie utworów powstałych wcześniej, np. Iliady i Odyseji, nie wędrowali do królestwa cieni po dusze zmarłych. Gdy Odyseusz odwiedził w Hadesie ducha Achillesa, ten – zgodnie z zasadami Ananke – nie wyraził żadnej nadziei na powrót do świata żywych, mówiąc[44]:

Woły bowiem i owce dorodne można zagrabić
Kupić się dadzą trójnogi, czy też stadnina kasztanów
Ale życia z powrotem nie zdobyć nam ani odzyskać
Kiedy raz już uleciał duch spoza zębów zagrody.

Homer, Iliada,

Homer, pisząc o duszy jako siedlisku uczuć człowieka, używał pojęcia thymos. Personifikacją duszy opuszczającej ciało w chwili śmierci stała się mitologiczna Psyche – bohaterka starego greckiego mitu (zachowanego w tekście Metamorfoz Apulejusza) o miłości sycylijskiej królewny i Erosa, boga miłości (zob. Kupidyn, Amor i Psyche na obrazach van Dycka i Crespiego). Eros opuścił ją, ponieważ nie posłuchała zakazu spojrzenia na kochanka. Szukając go napotykała wiele przeszkód, lecz ostatecznie uzyskała przychylność Zeusa, który obdarzył ją nieśmiertelnością i odprawił na Olimpie jej zaślubiny z bogiem miłości. Szczeklik napisał[45]:

Miała więc Psyche cechy duszy ludzkiej: była piękna, ciekawska i nieposłuszna bogu. Swoją trudną ziemską wędrówkę zakończyła jednak w niebie, dokąd zawiodła ją miłość.

Homerycka psyché-dusza była mentalnym odpowiednikiem ciała człowieka, w którym przebywała do jego śmierci. Dopiero ok. V wieku p.n.e. – prawdopodobnie pod wpływem kultury szamańskiej – przyjęto, że ciało i dusza są rozłączne (uznano nawet, że uwolniona dusza może się odradzać w innym ciele, może też trwać nieskończenie, zgodnie z koncepcją wiecznego powrotu). Zamiast szamańskich wędrówek w zaświaty po dusze opuszczające chore ciała Grecy wprowadzili katharsis (gr. oczyszczenie). Przywrócenie zdrowia nie wymagało już przeniesienia duszy w zaświaty. Wystarczało pozbycie się zła – dzięki sztuce, jeżeli mieściło się ono w duszy, lub dzięki medycynie, jeśli w chorobie ciała[45].

Dla odłączonej od ciała duszy należało znaleźć miejsce. Według Egipcjan tym miejscem było serce. Grecy uważali, że można ją dostrzec przez źrenicę oka, jako małą dziewczynkę lub laleczkę, gr. kore, odpowiednik łac. pupilla (zdrobnienie łac. pupa – lalka). Prawdopodobnie stąd pochodzi łacińska nazwa źrenicy – pupilla.

Demeter, Kore i Triptolemos, syn Keleosa, króla Eleusis[11]

Szczeklik przytacza opis mitu o córce Zeusa i Demeter. Dziewczynka (kore) bawiła się na łące, gdy nadjechał Hades, aby ją porwać i uczynić swoją żoną o imieniu Persefona[46][47]:

...w oku Hadesa, którego imię brzmi „niewidzialny”, zobaczyła samą siebie – w odbiciu, w podwojeniu. Odtąd miała stać się źrenicą […] Została w oku, „co wyłoniło się z ciemności, żeby porwać dziewczynę i zamknąć ją w podziemnym pałacu umysłu”

A. Szczeklik, Kore (cytat z: Roberto Calasso, Zaślubiny Kadmosa z Harmonią),

Dalsze losy stale rozłączanych i spotykających się kobiet, matki i córki – Demeter ze świata żywych i Persefony ze świata cieni – R. Calasso nazywa „dramatem odbicia”. Podwójną boginię Demeter-Kore Grecy przez wieki czcili w czasie misteriów w Eleusis[48].

Przez stulecia poszukiwano nie tylko miejsca duszy. Wciąż trwa dyskurs myślicieli, dotyczący sensu takich pojęć, jak duchowość, samoświadomość, ego, superego, id, ja idealne, ja realne[49]. Szczeklik opisuje m.in. postawy dwóch wielkich XVII-wiecznych francuskich uczonych: Kartezjusza i Pascala. Sceptycyzm doprowadził ich do stanowisk przeciwstawnych. Pascal stał się mistykiem, przekonanym o tym, że ciało jest całkowicie podporządkowane duszy, „której nadprzyrodzony porządek odbija się w miłości”[50]. Kartezjusz był racjonalistą, uznającym za podstawę filozofii stwierdzenie: cogito ergo sum (myślę, więc jestem), jednak bronił chrześcijaństwa przed materializmem (zob. dualizm)[51]. Jan Paweł II pisał[52]:

W „logice cogito ergo sum“ Bóg mógł pozostać tylko jako treść ludzkiej świadomości, natomiast nie mógł pozostać jako Ten, który wyjaśnia istnienie (…) i który obdarowuje istnieniem (…) Pozostała tylko «idea Boga», jako temat dowolnego kształtowania przez ludzką świadomość.

Pamięć i tożsamość, wyd. Znak 2005, s. 18,

Rosnący od oświecenia racjonalizm doprowadził do sytuacji, którą Szczeklik porównuje do opisanej przez Czesława Miłosza Ziemi Ulro – krainy przekształconej w piekło dla ludzi przez „władzę rozumu”, która odrzuca wyobraźnię jednostki, krainy całkowicie opanowanej przez naukę, teologię i inne ogólne reguły. Słowo „dusza” zostało wyparte ze słownictwa nauk przyrodniczych, a w języku filozofów – zastąpione takimi słowami jak „ja” lub „świadomość”. Szczeklik zadaje sobie pytanie: czy zawężanie zjawisk duchowych do świadomości jest słuszne? Czy nie jest konieczne określenie znaczenia traum lub nieświadomych życzeń i popędów, którymi zajmował się głównie Freud, ale były opisywane wcześniej, np. przez Arystotelesa i Schopenhauera. Autor książki przypomina zdanie Nietzego: „Własne ja doskonale kryje się przed własnym ja”, czyli ego świadome i rozumne zasłania drugie ja, wyparte do podświadomości[h], ale często wyrażające się w przejęzyczeniach i innych freudowskich pomyłkach, zaburzeniach pamięci, marzeniach sennych[53].

Położenie szyszynki według Kartezjusza[11]

Racjonalista Kartezjusz uważał, że świat myśli komunikuje się ze światem ciała w szyszynce[54] (zob. układ hormonalny, schemat anatomiczny) – pozostałości trzeciego oka (o czym Kartezjusz nie mógł wiedzieć), gruczole wytwarzającym m.in. melatoninę, wydzielaną do płynu mózgowo-rdzeniowego i do krwi, nazywaną hormonem snu.

Niezbędny człowiekowi sen jest stanem, w którym zanika samoświadomość[50]. Andrzej Szczeklik pisze m.in.[55]:

Czy […] co noc dusza nie pierzcha, nie buja, gdy ciało śpi? Uwalnia się od ciała, ulatnia, wyzwala? Byłby więc sen, przez duszy wyzwolenie, parafrazą śmierci? […] Jeśli dusza uwalnia się od ciała we śnie, to przez ile wędruje światów – zaistniałych na chwilę, zapomnianych na zawsze.

Wciąż ostatecznie nie wyjaśniono, w jaki sposób – po takich „parafrazach śmierci” – budzimy się w pełni odzyskując świadomość własnego Ja. Gdzie informacja o tym Ja jest przechowywana w czasie snu?[56].

Współcześnie problemami świadomości zajmują się m.in. Colin Blakemore[57][58][59] i António Damásio – autor koncepcji istnienia mapy ludzkiego Ja, mieszczącej się w ośrodkowym układzie nerwowym, zbudowanej z komórek odbierających sygnały z całego naszego wnętrza (drogą nerwową lub chemiczną, przez krew), dysponującej swoją pamięcią o wydarzeniach i uczuciach[60][i].

Andrzej Szczeklik podsumowuje rozdział, nawiązując do tytułu książki[60]:

Czy „ja”, ten widz o rozległej pamięci, zamknięty w nas, nie jest przypadkiem dziewczynką? Tą samą Kore, którą, jak wierzyli Grecy, zobaczyć można przez źrenicę oka? Ona słucha, co mamy jej do powiedzenia, czyta listy, które pisze do nas Antygona, i uśmiecha się, widząc, jakie koło myśl nasza zatoczyła, szukając duszy po to, by w końcu do niej dotrzeć.

Odbicie świata, jakie w sobie nosimy | edytuj kod

Giuseppe Arcimboldo, Lato

Początek rozdziału dotyczy narodzin alergologii, czyli tematu pozornie odległego od problemów poszukiwania duszy i odpowiedzi na pytania o sens pojęcia „ja”. To wrażenie dużego myślowego przeskoku znika w czasie lektury.

Szczeklik napisał m.in.[61]:

Definicja „ja” – które w psychologii zastąpiło duszę, nie usuwając związanych z nią kłopotów semantycznych, fizjologicznych i egzystencjalnych – na gruncie immunologii jest prosta […]: „ja” jest tym, co układ immunologiczny przyjmuje za własne, za należące do swojego ciała. […] No dobrze, a pozostały świat? Jak go rozpoznajemy?

Odpowiedź na te pytania przytoczył w dalszej części tekstu, w formie wynikającej z teorii selekcji klonalnej, którą sformułował Niels K. Jerne, laureat Nagrody Nobla w roku 1984. W świetle filozofii teoria Jernego jest stwierdzeniem, że nasze „ja” jest „odbiciem świata”[62]:

Organizm nie dowiaduje się niczego nowego w zetknięciu z antygenem. To wszystko jest w nas. Mówiąc językiem biologii molekularnej: nie można narzucić DNA informacji o syntezie przeciwciał; ta wiedza jest już w nim zawarta.

Mitrydates VI

Jako początek alergologii została opisana historia Mitrydatesa VI – okrutnego króla Pontu. Obawiając się otrucia przeprowadzał badania trucizn i odtrutek (podając je swoim poddanym i krewnym), a następnie sporządził nalewkę zawierającą 54 trucizny i zażywał ją systematycznie we wzrastających dawkach. Uzyskał odporność na zatrucie, o czym przekonał się w chwili rozpaczy po zdradzie swojego ukochanego syna – nie powiodła się próba samobójcza, podjęta z użyciem dużej dawki trucizny[63].

Astma i różnorodność alergii

Analogiczne odczulanie na działanie alergenów zastosowano w leczeniu alergii na początku XX wieku. W Ameryce metodę zastosował Robert Cooke[64], od dziecka cierpiący na astmę lekarz, nazywany ojcem amerykańskiej alergologii (twórca pierwszego w Nowym Jorku oddziału dla chorych na astmę)[j][65]. Opisując dalszy rozwój badań astmy Szczeklik wymienia m.in. prace Rogera Altounyana, również chorego na astmę lekarza i pracownika firmy farmaceutycznej, odkrywcy nowego leku na tę chorobę (wprowadzonego na rynek w końcu lat 60. XX w.) i nowego typu ręcznego inhalatora[k][66].

Znaczący postęp w dziedzinie terapii alergii był zasługą Philipa Hencha i Edwarda Kendalla, wyróżnionych Nagrodą Nobla w roku 1950[l] badaczy hormonów kory nadnerczy. Efekty zastosowania kortykosteroidów w leczeniu astmy i reumatoidalnego zapalenia stawów Andrzej Szczeklik nazywa „jednym z największych cudów, jakie zna medycyna” (chociaż pojawiają się również groźne objawy uboczne)[67].

Mimo znacznego postępu w leczeniu astmy wciąż jej zrozumienie nie jest pełne. Szczeklik nazwał ją zmienną i kapryśną, wskazał na brak jednego kryterium podziału, wyliczając typy, np. astma alergiczna i niealergiczna, sezonowa i całoroczna, wysiłkowa i spoczynkowa, nocna, zawodowa, oporna na kortykosteroidy. Napisał[67]:

W dodatku postaci astmy […], jak obłoki na niebie, zmieniają nieraz kształty, łączą w sobie wspólne elementy, to znów przechodzą w drugie.

Za szczególnie istotną cechę astmy uznał bardzo częste jej występowanie wskutek atopii (stgr. ατοπία), czyli genetycznie uwarunkowanego nadmiernego wytwarzania immunoglobulin E w odpowiedzi na działanie bardzo małych ilości alergenów lub pospolitych substancji, nie uważanych za alergeny. Wymowna nazwa pochodzi od atopos – inny, odrębny, odbiegający od innych[68].

Jednym z takich „innych” był Heinz Küstner, który w latach 20. XX w. pracował w Zakładzie Higieny na Uniwersytecie Wrocławskim pod kierownictwem Ottona Prausnitza. Przekazał przełożonemu informację o pokrzywce, która pojawiała się u niego i kilku członków jego rodziny po zjedzeniu gotowanej ryby. Obaj stwierdzili, że przyczyną tej specyficznej pokrzywki jest czynnik, który występuje we krwi członków tej rodziny. W roku 1921 obaj lekarze przeprowadzili przełomowy eksperyment (test Prausnitza–Küstnera, reakcja Prausnitza-Küstnera, reakcja PK). Prausnitzowi, który jadł ryby chętnie i bez przykrych konsekwencji, wstrzyknięto podskórnie kilka kropli surowicy krwi Küstnera – reakcja (odpowiedź odpornościowa) nie nastąpiła. Gdy po upływie doby w to samo miejsce wstrzyknięto śladową ilość wyciągu z gotowanej ryby, pojawiła się pokrzywka i zaczerwienienie. Takie same były wyniki powtórzeń testu, wykonanych z udziałem innych zdrowych osób. Wyciągnięto wniosek, że we krwi części członków rodziny Küstnera znajdują się „precypityny” (współcześnie „przeciwciała”, immunoglobuliny), reagujące na składniki gotowanej ryby jak na substancje obce (wrogie), oraz że te „precypityny”, wprowadzone sztucznie pod skórę osób nie uczulonych na rybę, wywołują u nich reakcję obronną (alergię „można zaszczepić”). Po 45 latach udało się „precypityny” odizolować i zidentyfikować. Stwierdzono, że należą do grupy białek osocza krwi (globuliny) – immunoglobulin E (IgE)[68][69].

Współcześnie wiadomo, że przeciwciała „zakotwiczają się” w błonie komórkowej mastocytów, nazywanych w przenośni „komórkami wybuchowymi”, ponieważ po dotarciu antygenu (np. cząsteczki składowej wyciągu z mięsa ryby) ulegają „eksplozji” – gwałtownemu rozpadowi[68], tzw. degranulacji, której efektem jest rozproszenie w otoczeniu m.in. cząsteczek heparyny, histaminy, serotoniny[70][m].

Ślepcy dotykający słonia: alegoria odpowiedzi poliklonalnej limfocytów B[11]

Poszukiwania mechanizmów reakcji alergicznych przyczyniły się do zrozumienia procesów immunologicznych zachodzących w układzie odpornościowym, którego główną funkcją jest ochrona organizmu przed niebezpieczeństwami docierającymi z zewnątrz – patogenami. Fakt, że przeciwciała nie tylko wywołują alergie, ale również leczą, był znany od dawna – za odkrycie i wprowadzenie do praktyki lekarskiej „końskiej antytoksyny”, niszczącej bakterie dyfterytu (która – jak wspomniano wcześniej – niemal zabiła Roberta Cooka[72]), Emil Adolf von Behring otrzymał Nagrodę Nobla już w roku 1901. Była to pierwsza w historii nagroda w dziedzinie fizjologii lub medycyny. Kontynuatorem badań von Behringa był Paul Ehrlich, laureat Nagrody Nobla roku 1908[73]. Od połowy lat 70. XX w. jest obserwowany rozwój technik wytwarzania in vitro dużych ilości czystych przeciwciał monoklonalnych[n], takich jak rytuksymab – lek m.in. przeciwko chłoniakom. Andrzej Szczeklik skomentował te osiągnięcia immunologii zdaniem[79]:

G.B. Shaw, gdyby żył, mógłby śmiało o nich napisać kolejną sztukę.

Nawiązał tu do wcześniej podanej informacji o sztuce George’a Bernarda Shawa The Doctor Dilemma (Lekarz na rozdrożu), napisanej pod wpływem wydarzeń w immunologii w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Główny bohater tej sztuki wyraża myśl, że o przyszłości medycyny będzie decydować immunologia, a „leki są złudzeniem”[79].

Gotowość ludzkiego systemu odpornościowego do wysyłania przeciw „obcemu przybyszowi” z zewnątrz milionów komórek niosących śmierć nie zawsze jest korzystna – utrudnia np. powszechne stosowanie przeszczepiania narządów i tkanek. Lekarze są zmuszeni do „nakładania układowi immunologicznemu okularów”, dzięki czemu przestaje dostrzegać różnicę między „ja” biorcy i ja „dawcy”. Autor Kore przytacza kilka spektakularnych sukcesów transplantologii[o]. Przypomina treść komedii Andrzeja WajdyPrzekładaniec”, nakręconej w roku 1968 na podstawie opowiadania Stanisława Lema. Jej bohater jest rajdowcem, którego psychika ulega zmianom po przeszczepach, niezbędnych po kolejnych wypadkach. Po 25 latach od napisania opowiadania Lem wyjaśniał, że popełnił błąd, opisując ostatnią scenę, w której bohater reaguje na słowo „kość”, gryząc rękę rozmówcy. Nie wiedział wówczas, że przeszczepy narządów z psa do człowieka nie są możliwe, jednak – jak pisze Szczeklik – przewidział „ze zdumiewającą przenikliwością”, że możliwe jest przenoszenie niektórych cech dawcy, np. zaszczepienie choremu na białaczkę, leczonemu przez przeszczep szpiku kostnego, kataru siennego dawcy szpiku[80].

„Ja” – odbicie świata

Ostatni fragment rozdziału Andrzej Szczeklik poświęcił zasadniczemu przełomowi, którego dokonał Niels K. Jerne, immunolog pochodzenia duńskiego (kontynuator badań Burneta[74] i Medawara[75], nie wymienionych w omawianej książce)[81][76].

Przełom nastąpił w momencie, gdy Niels K. Jerne uświadomił sobie, że obecność swoistych przeciwciał w surowicy badanych koni nie musi oznaczać, że spotkały się one wcześniej z określonym antygenem, jak powszechnie uważano od kilkudziesięciu lat (było to uznawane za paradygmat immunologii). Napisał[82]:

Może ustrój zwierzęcy konia czy człowieka przychodzi na świat wyposażony w przeciwciała przeciw wszystkim możliwym drobnoustrojom? Ma je wcześniej, zanim z najeźdźcą się spotka?

Odrzucając paradygmat uznał za prawdopodobne, że setki milionów mało swoistych limfocytów B (z różnymi przeciwciałami na powierzchni) – odziedziczone po przodkach – są gotowe do zespolenia z dowolnym antygenem, który może wystąpić w środowisku (organizm wytwarza również przeciwciała przeciwko własnym przeciwciałom), a swoistość rośnie w kolejnych pokoleniach tych limfocytów (zob. selekcja klonalna)[82].

Jest prawdopodobne, że Niels Jerne tworzył koncepcję będąc pod wpływem myśli swojego ulubionego filozofa (Søren Kierkegaard, pierwsza połowa XIX wieku), który napisał m.in.[62]:

Czy prawdy można się nauczyć? Jeśli tak, to należy przyjąć, że istniała wcześniej; aby być przyswojona, musi być nabyta. Stajemy przed trudnością, na którą Sokrates zwracał uwagę w „Meno” , tj. nie ma sensu szukać ani tego, czego nie wiemy, ani tego, co wiemy, ponieważ już to posiadamy. […] wiedza jest niczym innym jak tylko przypomnieniem. Prawda nie może zostać przyniesiona, gdyż jest inherentna, przyrodzona.

Jerne wspominał chwilę, gdy uświadomił sobie sens tekstu, który powstał po zastąpieniu wyrazu „prawda” zwrotem „zdolność syntezy przeciwciał” – jego teoria stała się oczywista[62][p].

W roku 1984 Niels Jerne został wyróżniony Nagrodą Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny[84][76][q].

Arkana sztuki i rygory nauki | edytuj kod

Nauka i sztuka były często nierozdzielne. Ernst Haeckel, zoolog i artysta zafascynowany formami Natury, zamieścił w książce Kunstformen der Natur (1904) tysiące obrazów ilustrujących jego koncepcję „organicznej stereometrii” (powyżej Cystoidea)[85]

Na początku rozdziału Andrzej Szczeklik pisze, że ideałem lekarza powinno być to, co niegdyś było uważane za atrybut boskości – natychmiastowe rozpoznanie dolegliwości i zdolność uzdrawiania, w nawet wskrzeszania. Przykłady takich zdarzeń, świadczących o boskości, są elementem różnych religii świata – zostały opisane m.in. w Biblii lub mitach greckich i egipskich. Moc wskrzeszania zmarłych mieli np. Asklepios (Eskulap) – grecki bóg sztuki lekarskiej, oraz egipska bogini Izyda, która ożywiła poćwiartowanego Ozyrysa. Pierwotna „sztuka lekarska” (połączenie sztuki i medycyny) wywodziła się z magii. Zaczęła przekształcać się w „naukę lekarską”, gdy do doświadczenia i sztuki słów magicznych dołączył rozum[86]. Zwrot nastąpił prawdopodobnie na przełomie VII i VI w. p.n.e. w greckich koloniach Azji Mniejszej, głównie dzięki dziełom Talesa z Miletu[87] (zob. jońska filozofia przyrody).

Artemida ze Świątyni Efeskiej[11]

Na przełomie VI/V w. p.n.e problemami przejętymi od milezyjczyków zajmował się Heraklit z Efezu, który swoje dzieło – księgę mądrości[r] – złożył u stóp bogini w świątyni Artemidy[89]. Posąg bogini Artemidy-Izydy – nazywanej przez Apulejusza Matką Naturą – Andrzej Szczeklik opisał[89]:

…cała z czarnego drzewa, z szyją okoloną koliami i naszyjnikami, otulona w zwiewne szaty, od pasa w dół zamknięta w sukni, bogato zdobionej w okazy fauny i flory. Tkwi w niej jak w futerale, pokazując jedynie czubki czarnych palców u stóp. Obrócone dłonie zwraca lekko ku przybyszowi, jakby witając go, chciała coś przedstawić, objawić.

Podobno Heraklit powiedział wówczas: Natura lubi się chować (trwa dyskusja, w jakim znaczeniu użył wówczas greckiego słowa φύσις, physis)[89]. Opisując kolejne wizerunki Artemidy, m.in. zamieszczone na okładkach książek późniejszych wielkich filozofów i poetów, Szczeklik pisał[90]:

Na tych i wielu innych obrazach welon, który ją zakrywa, zostaje uchylony lub nawet zdjęty. Czyni to ręka Apolla, duch Epikteta lub – z upływem wieków. coraz częściej – Nauka, przedstawiana jako jej kapłanka.

Nazwał stopniowe odkrywanie tajemnic natury odsłanianiem „nagiej prawdy”. Żartobliwie przytoczył opinie Kanta, Bacona, Goethego, Nietzschego o poznawaniu tajemnic Natury. Francis Bacon np. głosił, że trzeba wycisnąć z Niej prawdę[91]:

„biorąc ją na tortury eksperymentu”

a Nietzche żartował[91]:

„Winniśmy większy szacunek dla wstydliwości, z jaką przyroda ukryła się za zagadki i pstre niepewności … Może prawda jest kobietą, która ma powody nieodsłaniania spojrzeniom swoich głębi?”

Ojciec medycyny, Hipokrates, pisał, że dla poznania Natury[91]:

…nie ma lepszego źródła nad medycynę … medycynę w jej pełni, obejmującą wiedzę o człowieku, o przyczynach jego powstania i dokładnie o całej reszcie

Hipokrates, L'ancienne médicine,

przy czym podkreślał, że lekarz może uzyskać od Natury potrzebne mu znaki (objawy chorób), nie czyniąc Jej krzywdy (zob. Primum non nocere).

Pejzaż z upadkiem Ikara[11]

W końcowej części rozdziału autor „Kore” porusza problem wrażliwości na potrzeby innych ludzi, co dotyczy nie tylko lekarzy. Problem ilustruje sceną upadku Ikara, przedstawioną na obrazie Bruegela Pejzaż z upadkiem Ikara. Wskazuje, że odruchowa chęć podania ręki drugiemu człowiekowi, upadającemu obok nas, jest naturalna, ale równocześnie[92]:

Nie chcemy widzieć cierpienia, odwracamy się plecami do nieszczęścia. Ono przychodzi zawsze nie w porę. Przeszkadza. […] I tylko lekarz, pielęgniarka, kapelan szpitalny, wychodzą rano na jego spotkanie…

Pisze jednak, że lekarze muszą codziennie wkładać „pancerz”, który pozwala im udźwignąć ciężar otaczającego cierpienia, nie płakać wraz z chorym, nie załamywać się w przy stole operacyjnym[92].

W trudnej, codziennej pracy lekarzowi trudno dostrzec problemy wszystkich ludzi, oczekujących na pomoc, ale Szczeklik pisze[92]:

…ileż każdy z nich może wnieść w nasze życie! Co za radosne zdumienie czeka nas, gdy cichy człowiek, na którego w naszej arogancji patrzyliśmy z góry, nieoczekiwanie okaże się kimś wspaniałym!

Autor „Kore” opisał własne zaskoczenie, gdy nieoczekiwanie pomógł mu człowiek, którego osobowości wcześniej nie dostrzegał. Był to wykładowca Studium Wojskowego UJ, Mieczysław Dec, wobec którego Szczeklik – wówczas student medycyny – zachował się arogancko. Gdy – już jako prorektor Akademii Medycznej – został oskarżony o „podburzanie do wystąpień przeciwko władzy ludowej” (w tym o czynny udział w akcji ośmieszającej WRON-ę, zorganizowanej na krakowskim Rynku), kpt. Dec udzielił mu pomocy, odważnie biorąc na siebie ryzyko takiego kroku[93].

Poprzez to wydarzenie Andrzej Szczeklik wraca do wspomnień z czasów zachłyśnięcia się „Solidarnością”, czasów „jedności serc”, o której mówił Jan Paweł II. Przypomina scenę, gdy jego przyjaciel zwrócił się do Papieża z prośbą o pomoc w rozstrzygnięciu dylematu – zostać na zachodnim uniwersytecie, czy wrócić do Polski. Jan Paweł II odpowiedział, wnikliwie patrząc w oczy pytającemu[94]:

A czy nie wystarczy już, że ja musiałem zostać?

Esej „Arkana sztuki i rygory nauki” kończą rozważania na temat współczesnej medycyny, która przestała być theatrum anatomicum, a kieruje się coraz bardziej w stronę nauk ścisłych, np. biochemii, diagnostyki z użyciem technik obrazowania narządów, matematyki (lekarze otrzymywali tytuł medicus mathematicus już w XVII w.), fizyki, informatyki[95]. Stawiane jest pytanie, czy w biologii i medycynie istnieją prawa uniwersalne, analogiczne do obowiązujących w dziedzinie fizyki[96]:

…W polu zainteresowań nauki jawią się dynamiczne, wysoce złożone, samoorganizujące się systemy. Dostrzegamy je w teorii ewolucji, teorii chaosu, mechanice kwantowej, w oddziaływaniach synergistycznych (jakże częstych w medycynie), w rodzącej się biologii systemów. … Zaczynamy szukać zasad, które wzniosłyby nas z głębokich, już osiągniętych poziomów poznania w górę, skąd można ogarnąć całość, będącą czymś więcej, niż sumą poszczególnych elementów. Czy to będzie w ogóle możliwe?

Andrzej Szczeklik skłania czytelnika do zastanowienia się: „Ile w medycynie magii, ile nauki, a ile sztuki?”[97]. Dzisiejsi lekarze-praktycy przestrzegają ściśle rygorów globalnej evidence-based medicine, co nadaje medycynie cechy rzemiosła. Budzi to sprzeciwy lekarzy-naukowców, którzy twierdzą, że tam, gdzie jest konsensus, nie ma nauki[98]. Z drugiej strony medycyna traktowana jako nauka również wymaga spełnienia rygorów, co nie jest w pełni gwarantowane przez systemy sprawdzania jakości artykułów, kierowanych do publikacji w cenionych specjalistycznych czasopismach (A. Szczeklik przytacza przykłady oszustw lub błędów, przeoczonych przez recenzentów)[99]. Wciąż zdarzają się również przypadki, w których do rozwiązania problemów pacjenta dochodzi dzięki czynnikom, które nie są brane pod uwagę przy formułowaniu obowiązujących procedur terapii lub opracowywaniu nowych modeli biologii systemowej, takich jak np. trudna do zdefiniowania intuicja doświadczonego lekarza. Niejednokrotnie przebieg leczenia może być w nieoczekiwanym stopniu zależny od zaufania pacjenta do przychylnego lekarza[100].

Ach ten racjonalizm… Rano jestem na codziennej wizycie lekarskiej. Wchodzę do sali, gdzie leży czterdziestoletnia chora. Skarży się, iż źle śpi, nie może zasnąć do czwartej nad ranem. „Wtedy – powiada – czytam «Katharsis» pana profesora”. „Aha – mówię – Usypia panią”. „No nie…” – broni się zmieszana. „A może to poduszka nie pozwala pani zasnąć?” Leży na poduszce z wyhaftowanym rysunkiem Andrzeja Mleczki, na którym diabeł kusi kobietę. Chora patrzy na mnie z niedowierzaniem.
Jestem u niej na wizycie za tydzień. Ta sama sala, to samo łóżko. Mówi: „Śpię dobrze. Zmieniłam poduszkę”.

Genetyka i nowotwory | edytuj kod

Cechą genetyczną, obserwowaną przez 18 pokoleń, była „warga habsburska[101][s][11]

Na kilkunastu stronach rozdziału autor „Kore” stara się rzetelnie przedstawić historię genetyki i poszukiwań możliwości terapii nowotworów, nie omijając trudnych zagadnień specjalistycznych[102]. Tekst poprzedza ilustracja – kopia obrazu Drzewo genealogiczne Aragonów (Simon Bening, António de Holanda, 1530–1534)[103]. Jest ona nawiązaniem do wstępnych rozważań o dziedziczności, o której myśliciele i poeci pisali wielokrotnie, gdy zrozumienie jej mechanizmów było jeszcze bardzo odległe. Thomas Hardy pisał np.[104]:

To ja, rodzinnych rysów suma;
Choć ciało sczeźnie, żyję nadal,
Aby twarz tego, który umarł,
Przez wieki nieść i nadać
Innemu; cała moja duma –
Ta z miejsca w miejsce promenada
Nad niepamięcią.

Thomas Hardy, Heredity,

Szczeklik przypomina dotyczącą dziedziczenia hipotezę Darwina dzięki gemulom, zawierającym „esencję” poszczególnych narządów, gromadzącym się w komórkach rozrodczych. Później, na początku XX wieku (gdy Thomas Hardy pisał Heredity), wrócono do analizy obserwacji Mendla – pojęcia „jednostek dziedziczenia” (odpowiedników współczesnych alleli), a August Weismann wykazał istnienie somatycznej i zarodkowej linii komórkowej. Te koncepcje otworzyły drogę do poznania historii życia, od chwili jego powstania poprzez kolejne etapy ewolucji, w tym – po 50. latach – do odkrycia budowy podwójnej helisy DNA (James Watson i Francis Crick, 1953) i – po kolejnych 50. latach – do odczytania genomu człowieka (2001–2003, zob. tablica chronologiczna historii genetyki, projekt poznania ludzkiego genomu). Jeden z laureatów Nagrody Nobla powiedział wówczas[105]:

Teraz będziemy wiedzieć, na czym polega istota człowieczeństwa.

co spotkało się z ripostą drugiego[105]:

Dzięki odczytaniu kodu wiemy nade wszystko, jak zdumiewająco podobni jesteśmy do szympansów!

Dalszy postęp badań Szczeklik ilustruje m.in. porównaniem kosztów pierwszego odczytania genomu – ponad 300 mln dolarów, z szacunkami, dotyczącymi kosztu zsekwencjonowania genomu jednego człowieka w roku 2008 – mniej niż 10 tys. dolarów.

W kolejnej części tekstu autor „Kore” wspomniał o problemach polimorfizmu pojedynczego nukleotydu (poznano ok. 50% z 10–15 mln) oraz występujących w DNA insertów, delecji, duplikacji, translokacji. Zacytował zdanie zawarte w opracowaniu The Human Genome Structural Variation Working Group (Nature 2007), że genom jednego człowieka[106]:

…jest tylko podzbiorem pełnego zbioru sekwencji DNA

Przekazał informację o rozpoczęciu realizacji kolejnego długofalowego projektu badawczego, którego celem było zidentyfikowanie prawdopodobnie wielu tysięcy wariantów strukturalnych DNA u ok. 100 osób[106][t].

Długofalowe poszukiwania loci rozmaitych chorób nie doprowadziły do spodziewanych rezultatów. Skalę tych poszukiwań Szczeklik zilustrował przykładem programu zrealizowanego w Wielkiej Brytanii przez 50 zespołów badawczych. Badania dotyczyły jednej z najbardziej popularnych chorób[u]. Objęły 17 tys. pacjentów, u których zbadano 500 tys. polimorfizmów pojedynczego nukleotydu (metoda znaczników genetycznych). Opublikowane w roku 2007 wyniki tych prac przyniosły zawód. Podobnie jak w czasie badań wcześniejszych – wykonanych w mniejszej skali – znaleziono nieliczne i słabe powiązania popularnych chorób z wariantami genetycznymi[106]. Powiązania takie istnieją w przypadkach, gdy mutacje obejmują linię zarodkową, a nie – co ma miejsce najczęściej – wyłącznie linię somatyczną[109] (pierwsze obserwacje, dotyczące pojawiania się nowotworów wskutek oddziaływania czynników środowiskowych, pochodzą z drugiej połowy XVIII wieku; dotyczyły raka nosa u zażywających tabakę oraz raka krocza u brytyjskich kominiarzy[109]). Rzadkimi chorobami wrodzonymi są np. hemofilia lub mukowiscydoza. Takie wyniki badań nie ułatwiają wczesnej diagnozy nowotworów. Rozczarowania przyniosły też próby stosowania terapii genowej[106].

W pierwszym okresie fascynacji genetyką nie osiągnięto więc spodziewanych sukcesów praktycznych, natomiast szybko pojawiły się nowe złożone problemy, wymagające rozwiązania. Ważnym z nich jest odpowiedź na pytanie, jaka jest funkcja tej części DNA (97%), która nie zawiera genów – niekodującego DNA, „pustyni”, na której leżą genetyczne „oazy”, która jest też nazywana „śmieciowym DNA” od ang. junk. Spotykane są też nazwy „złomowisko” lub „rupieciarnia”, a autor „Kore” zaproponował też określenie „czarny DNA” (przez analogię do tajemniczej czarnej materii i czarnej energii)[110][v]. Wspomniał o przypuszczalnej roli tego „złomu” w procesie przekazywania informacji o strukturze białka, zawartej w sekwencji fragmentu DNA (zob. kodon) do mRNA (od ang. messenger RNA; transkrypcja), a następnie wędrówki tych „posłańców” do miejsca syntezy białka (translacja)[113]:

Ten klarowny schemat, zwany centralnym dogmatem biologii molekularnej, począł w ostatnich latach wypełniać się takim bogactwem nieoczekiwanych szczegółów, iż można chwilami odnieść wrażenie, że jego linia przewodnia ulega zatarciu.

To zacieranie się obrazu jest m.in. skutkiem polimorfizmu genowego, powstawania różnych kopii mRNA podczas przepisywania informacji z jednego genu, przekształceń pre-mRNA (zob. m.in. obróbka posttranskrypcyjna, edytowanie RNA, splicing, splicing alternatywny, spliceosom) albo zatrzymania posłańca, zanim dotrze do miejsca translacji (np. przez micro-RNA). Kolejnym powodem odchyleń drogi informacji od zgodnej z „centralnym dogmatem” jest zdolność mRNA do przenoszenia informacji „własnej”, nie pochodzącej z „centrali”, czyli z DNA[114].

Schemat podwójnej helisy DNA (1953)Graficzna reprezentacja normalnego ludzkiego kariotypuSchemat regulacji ekspresji genu[w];
(szlak DNAmRNAbiałko)
Podstawy genetyki[11]

W regulacji ekspresji genów prawdopodobnie szczególną rolę odgrywają zlokalizowane w „czarnym DNA” transpozony – ukryte w „śmietniku” ruchome elementy genomu, które bywają nazywane „żeglarzami”[116][x]. Szczeklik pisze:

Zdumiewające – chciałoby się powiedzieć – istoty! Są to ruchome elementy genetyczne, które same się z genomu wycinają i przenoszą , nieraz daleko, wzdłuż nici DNA, by wpisać się w nią w innym miejscu. Mogą też skakać horyzontalnie, z komórki do komórki, a nawet z jednego gatunku na drugi, zwłaszcza u organizmów najprostszych. Same sobie kodują zarówno „nożyce” (transpozazy), zapewniające dokładne wycięcie nici DNA, jak i „klej”, pozwalający na ponowne wtopienie się.

Przypuszczalnie wpisywanie się takich „żeglarzy” (tj. retrotranspozonów LINE i SINE) w niektóre geny lub obok nich, jest przyczyną hemofilii, raka przełyku, sutka i jajników lub dystrofii mięśniowej Duchenne'a[116].

W kolejnej części rozdziału Andrzej Szczeklik wspomina o śmiertelnej zakaźnej chorobie neurodegeneracyjnej kuru, scrapie owiec i „chorobie wściekłych krów”. Dla tych chorób specyficzny jest czynnik etiologiczny. Nie są to bakterie ani wirusy, zawierające informację genetyczną zapisaną w kwasach nukleinowych, lecz szczególny rodzaj białek – priony. Informacja jest przekazywana bezpośrednio między prionem i sąsiednią cząsteczką białka zainfekowanego organizmu. Ulega ona konformacji, a informację o tej zmianie przekazuje w analogiczny sposób kolejnym cząsteczkom. Skutkiem modyfikacji struktury enzymów mogą być zmiany ich aktywności, istotne np. dla tworzenia długotrwałej pamięci, ale prawdopodobnie nie dla rozwoju nowotworów. Choroby nabawiali się pierwotni Aborygeni z Nowej Gwinei, którzy w czasie styp spożywali mózg zmarłego[114].

Zakończeniem eseju jest krótki przegląd odkryć, które w roku wydania książki uznawano za szczególnie istotne dla dalszego rozwoju badań nad rakiem. Wymienione zostały m.in. nazwiska:

Niepohamowana skłonność komórek nowotworowych do pospiesznej proliferacji może wynikać z dominacji chromosomów, które promują podział komórek. Inne wytłumaczenie raka, to to obecność określonych chromosomów hamujących podział. Komórki nowotworowe ruszałyby w drogę rozrostu, gdyby te hamujące chromosomy zostały wyeliminowane.

Wielkie sukcesy naukowców umożliwiły postęp, ale dotychczas nie przyniosły przełomu w terapii nowotworów. W roku wydania książki umieralność z tego powodu była niemal taka sama, jak 50 lat wcześniej, podczas gdy o prawie ⅔ zmniejszyła się śmiertelność spowodowana chorobami zakaźnymi lub chorobami serca. Harold Varmus przewidywał, że taki przełom w zakresie terapii nie nastąpi w najbliższych latach (stopniowo doskonalona chirurgia, radioterapia i chemioterapia)[121], chociaż została już potwierdzona skuteczność leczenia przyczynowego na poziomie molekularnym. Uzyskano m.in. rewelacyjne wyniki leczenia białaczki szpikowej z użyciem Imatynibu[122].

Prawdy biologii a wiara | edytuj kod

W rozdziale autor „Kore” dokonuje krótkiego przeglądu myśli o „porządku Natury” (zob. filozofia przyrody), formułowanych od czasów starożytnych. Wspomina opinie Platona i Arystotelesa (wielki łańcuch bytu, łac. scala naturae[123]) oraz postęp wiedzy o powstawaniu gatunków oraz mechanizmach i roli ewolucji – kolejne etapy historii myśli ewolucyjnej, w których odegrali rolę m.in. Jean-Baptiste de Lamarck, Erasmus Darwin i Karol Darwin, Thomas Malthus, Alfred Russel Wallace, Charles Lyell, Ludwik Pasteur[124].

Barwnie opisuje m.in. sylwetkę dziadka Karola Darwina, Erasmusa – lekarza o wszechstronnych zainteresowaniach oraz „naturze bujnej i kipiącej energią”, wizjonera, który m.in.[125]:

W „Świątynia Natury” opisał wierszem ewolucję – od mikroskopijnej drobiny aż po bogactwo form życia. Wyraził przekonanie, iż całe życie na Ziemi mogło pochodzić od jednego, wspólnego przodka. Zwrócił uwagę na kształtowanie cech w warunkach hodowli…

Powołując się na Paula Nurse Szczeklik wskazuje cztery wielkie idee, które są rdzeniem współczesnej fizjologii i medycyny[126]:

  1. komórka, „atom życia”, nazwana cella przez Roberta Hooke'a, który po raz pierwszy zaobserwował w roku 1665 foremne jamki, obserwując skrawek korka z użyciem skonstruowanego przez siebie mikroskopu,
  2. geny – samopowielające się elementy dziedziczności,
  3. procesy życiowe opisane jako reakcje chemiczne (odrzucenie koncepcji vis vitalis)
  4. ewolucja – proces, o którym mówi się:

Bez ewolucji nic w biologii nie ma sensu.

Theodosius Dobzhansky,

wyjaśniający przede wszystkim zjawiska zachodzące w długich okresach, jednak obserwowany również z perspektywy medycyny – w przebiegu chorób nowotworowych. Gdy w części komórek tkanki człowieka zostaną uszkodzone geny, które kontrolują ich wzrost i podział (zob. proliferacja), rozpoczyna się szybkie namnażanie tej nowej „populacji” komórek, dziedziczących cechę „wspólnego przodka”; dobór naturalny preferuje je jako „lepiej dostosowane” od komórek niezmienionych. Dobór naturalny, który w skali historycznej i globalnej doprowadził do powstania gatunku, może prowadzić do śmierci człowieka[127].

Analizując procesy doboru naturalnego w perspektywie obejmującej całą historię życia na Ziemi, od biogenezy do współczesności, naukowcy wciąż napotykają nierozwiązane zagadki[128]. Cytolog Christian de Duve (Nagroda Nobla 1974) powiedział, że powstanie komórek eukariotycznych z rozwiniętymi strukturami cytoplazmy (zob. organellum) jest wciąż[123]:

jedną z największych tajemnic genetyki i biologii

Christian de Duve według Szczeklika,

Nie rozstrzygnięto dotychczas np. jaką rolę odegrały w ewolucji mechanizmy oparte nie na bezwzględnej „walce o byt”, lecz na „współpracy” organizmów (zob. np. symbioza, pochodzenie mitochondrium, teoria endosymbiozy)[128]. Lynn Margulis proponuje rozwiązanie tej zagadki, które wciąż budzi kontrowersje. Jej zdaniem różnicowanie się gatunków[123]:

nie jest kwestią przypadku, jak chcą neodarwiniści, i nie zależy od mutacji i doboru naturalnego, działających na drodze współzawodnictwa i selekcji płciowej – wśród wariantów jednego gatunku. […] Darwin był w błędzie, to współpraca i symbioza napędzają ewolucję.

Lynn Margulis według Szczeklika, Mistrz Bertram (1383), Stworzenie zwierzątHauptkirche Sankt PetriDidacus Valdes (1579) Scala naturae,
Retorica Christiana[11]Ernst Haeckel (1866),
Generelle Morphologie der Organismen[11]Ernst Haeckel (1874), Anthropogenie oder Entwicklungsgeschichte des Menschen[11]

Andrzej Szczeklik krótko przedstawia różnorodne postawy współczesnych ludzi wobec tytułowego tematu. Opinie racjonalistów ilustruje, zamieszczając m.in. niektóre z cytatów z książki Ślepy zegarmistrz „fundamentalnego ewolucjonisty” Richarda Dawkinsa, m.in.[129]:

Darwin sprawił, że możemy być intelektualnie spełnionymi ateistami. […] Wszechświat, który obserwujemy, ma dokładnie takie cechy, jakich spodziewalibyśmy się, gdyby u jego podstaw nie było planu ani celu; nie istnieje dobro ani zło, nic – tylko ślepa bezlitosna obojętność.

R. Dawkins według A. Szczeklika,

Taka koncepcja świata niepokoi poetów. Czesław Miłosz napisał[130]:

Czy naprawdę zgubiliśmy wiarę w drugą przestrzeń?
I znikło, przepadło i Niebo, i Piekło?

Czesław Miłosz według A. Szczeklika,

a Francis Collins, kierownik HGP, komentując książkę Dawkinsa Bóg urojony wyraził żal, że autor, rozprawiając się radykalnie z dowodami na istnienie Boga[131]:

…tak łatwo staje w opozycji do życia duchowego człowieka. […] …to Bóg użył mechanizmu ewolucji, aby stworzyć istoty ludzkie.

Francis Collins według A. Szczeklika,

Inni – filozofowie, etycy, biolodzy, a nawet ekonomiści – zwracają uwagę na fakt, że istotą człowieczeństwa jest bezinteresowna chęć dzielenia się z innymi, podczas gdy[132]:

Współczesna teoria ewolucji, oparta na genetyce, nie potrafi wyjaśnić ludzkiego altruizmu.

E. Fechr, U. Fischbacher według A. Szczeklika, Harmonia nauki i religii na witrażu Tiffany'ego[11]

W zakończeniu rozdziału autor „Kore” przytacza pytanie Tertuliana (150/160–240)[133]:

Cóż mają wspólnego Ateny i Jerozolima? A cóż Akademia i Kościół?

Jako jedną z odpowiedzi wspomina zdanie Akwinaty (ok. 1225–1274) o jedności rozumu i wiary. Pisze o późniejszym pęknięciu tej jedności, mimo stanowiska Stolicy Apostolskiej, że[133]:

Naukowa teoria ewolucji nie jest sprzeczna z żadną prawdą wiary chrześcijańskiej.

fragment listu Jana Pawła II do Papieskiej Akademii Nauk według A. Szczeklika,

Pogranicze | edytuj kod

Albrecht Dürer,
Czterej Jeźdźcy Apokalipsy

Rozdział poprzedza ilustracja – Czterej Jeźdźcy Apokalipsy Albrechta Dürera, jednak autor nie nawiązuje we wstępie do tego obrazu. Tekst zaczyna od wspomnienia wątpliwości, które w nim wzbudziła dobrze zapamiętana ilustracja ze szkolnej książki do biologii. Przedstawiała wirus mozaiki tytoniu[134]:

…jak taki kryształ mógł trwać i trwać przez miesiące, a nawet lata, by pewnego dnia ożyć na liściach tytoniu? A kiedy tak trwał, to nie żył?

To właśnie wirusy – sprawcy wielkich pandemii oraz wielu powszechnych chorób, reprezentujący tytułowe „pogranicze” między życiem i śmiercią, między materią ożywioną i nieożywioną – są tematem rozdziału.

W szkolnych czasach Andrzeja Szczeklika (ur. 1938) granica między światem ożywionym i nieożywionym zacierała się. Mówiono wówczas z przekonaniem o sukcesie radzieckiej uczonej, Olgi Lepieszyńskiej, która wykazała, że komórki można otrzymać, mieszając i ogrzewając proste związki chemiczne. Autor przyznaje, że nieustannie ma tendencję do pisania o wirusach jak o istotach żywych, organizmach. Przytacza przykład ilustrujący, że nie jest w tym osamotniony – w roku 2005 ukazał się w Nature tekst znacznie młodszego amerykańskiego biologa molekularnego, zajmującego się m.in. sekwencjonowaniem wirusów grypy, który przyznał, że rozmawiając z kolegami mówi o wirusach jak o żywych komórkach[y]. Narzuca się to zwłaszcza w przypadkach, gdy struktura wirusa jest złożona – odkrywcy mimivirusa (zob. też samoorganizacja) sformułowali hipotezę, że wirusy to jedno z najwcześniejszych odgałęzień drzewa życia[137]:

…potraciły one wiele swoich genów, zdając się całkiem na swoich gospodarzy. Jeśli to prawda, to ile genów trzeba zgubić, by przestać się nazywać żywym?

Szczeklik opisuje również historię poznania wirusa, który spowodował katastrofalną pandemię „hiszpanki”. Wirus – o wyjątkowo dużej wirulencji – został odtworzony ze szczątków trzech ofiar choroby po ponad 80 latach od ich śmierci. Z rozproszonych fragmentów RNA, zawartych w płucach zmarłej Eskimoski, odtworzono pełne DNA i uzyskano in vitro wirusy, które wstrzyknięto doświadczalnym myszkom. Okazało się, że po czterech dniach w ich organizmach znajdowało się 39 tys. razy więcej wirusów, niż w organizmach zwierząt, którym wstrzyknięto wirusy zwykłej grypy.

Wirus hiszpanki „powstał więc z martwych”, ale czy żył? W każdym razie zabijał.

W dalszej części rozdziału Szczeklik przedstawia niektóre problemy i sukcesy medycyny w dziedzinie wirusologii, opisując np. historie[138]:

Przypomina, że wirusy „były z nami od początku historii”. Epidemie ospy, której ślady są widoczne na twarzy Ramzesa V (zmarłego w roku 1157 p.n.e.) przestały przynosić katastrofalne żniwo dopiero w XVIII wieku, dzięki opracowaniu przez Edwarda Jennera metody szczepień, współcześnie powszechnie stosowanej jako metoda ochrony przed licznymi znanymi chorobami wirusowymi[139]. Szczeklik ostrzega przed tym, że istnieje wokół nas wiele innych wirusów, których nie znamy. Przytacza przykład własnych, wykonywanych wspólne z Ryszardem Gryglewskim, poszukiwań wirusa, który jest odpowiedzialny za uporczywą astmę, pojawiającą się po zażyciu aspiryny i innych niesteroidowych leków przeciwzapalnych (zob. patomechanizm astmy aspirynowej). Opis podsumowuje[140].

…moje poszukiwania wirusa astmy aspirynowej przypominają mi – w trudnych chwilach – polowanie na Snarka… Twór wyobraźni, tak wyrazisty, iż żyć zaczyna życiem własnym?

Wirusy odsłaniają również tajemnice raka. Badania w tej dziedzinie rozpoczął Peyton Rous (Nobel 1966), który już w roku 1909 przeszczepił zdrowym kurczętom komórki guza (dzisiaj znanego jako mięśniak) chorej kury, odkrywając „wirusa”/„truciznę” wywołującą chorobę (jego badania kontynuował Ludwik Gross[141], samotny odkrywca wirusa białaczki u myszy, pierwszego wirusa onkogennego). W latach 70. stwierdzono, że za powstawanie guzów był odpowiedzialny jeden z czterech genów wirusa odkrytego przez Rousa – gen SRC[142], który wbudowywał się do genomu zainfekowanego kurczęcia i powodował niepohamowany rozrost tak zmienionych komórek. Wkrótce SRC znaleziono u innych ptaków i innych zwierząt. W roku 1989 J. Michael Bishop i Harold Varmus otrzymali Nagrodę Nobla za badania analogicznych genów w ludzkim genomie, przekazanych człowiekowi przez retrowirusy (zob. protoonkogeny)[140]. Szczeklik pisze obrazowo[143]: [143]

Wirusy łączy z genomem, z DNA – tajemna więź. Kiedy wirus wedrze się do komórki, staje naprzeciw niebotycznie większego od siebie DNA i ze zdziwieniem dostrzega podobieństwa. Niektóre jego segmenty przeglądają się w DNA gospodarza jak w zwierciadle. Podobieństwa, miejscami tak duże, że każą myśleć o pokrewieństwie.

Wyjaśniając to podobieństwo część naukowców formułuje opinie, że „to wirus wynalazł DNA” w odległych czasach świata RNA[144]. Krótką prezentację niektórych hipotez, dotyczących tych mrocznych, prehistorycznych czasów, Szczeklik komentuje[145]:

…wirusy jawią się nam jako najeźdźcy podbijający tamten świat. Podbitym komórkom zaszczepiły własną kulturę, zostawiając im na zawsze DNA.

W zakończeniu rozdziału autor „Kore” wspomina hipotezy dotyczące czasów poprzedzających „świat RNA”, w tym m.in. wyniki badań skamieniałości Apex Chert i meteorytu Murchison, koncepcje Harolda Ureya (zob. zupa pierwotna – „bulion Ureya”), przełomowy eksperyment Stanleya Millera, hipotezę Güntera Wächtershäusera dotyczącą roli pirytu w procesie biogenezy[z] Przytacza również opinię niektórych fizyków, że trzeba porzucić „zamierzchłe koncepty, iż chemia organiczna wyjaśnia powstanie życia. Żaden z niej most między materią nieożywioną a ożywioną”[150]:

… To mechanika kwantowa wywiodła życie wprost z atomów, bez konieczności skomplikowanej chemii.

Przedstawiciele mechaniki kwantowej proponują reinterpretację znaczenia funkcji falowej – „źródła kwantowych dziwactw”[151] – i opisywanie Wszechświata, w którym powstało życie, z zastosowaniem np. pojęć stan splątany, superpozycja, tunelowanie[150][aa].

O umieraniu i śmierci | edytuj kod

Georges de La Tour, Maria Magdalena pokutująca

Czesław Miłosz, 92-letni pacjent Andrzeja Szczeklika, podziwiającego jego talent, doskonałą pamięć i nieustanną aktywność umysłu, powiedział po kliku dniach braku świadomości:

Trzeba koniecznie napisać nową książkę, o umieraniu i śmierci

Wiedział, że nie opisze tego sam. Uważał, że powinien to zrobić lekarz i że nie powinno to być współczesne Ars moriendi, bo „Czy ktoś chciałby to czytać”?[152]

Podejmując to zadanie Szczeklik cytuje fragment Heroides Owidiusza – zrozpaczona Ariadna, porzucona przez Tezeusza i modląca się o śmierć, mówi[152]:

Umierania tysiąc sposobów (Sed pereundi mille figurae)

Wspomina o samobójczej śmierci matki i siostry Ariadny (Pazyfae i Fedra), które zdecydowały się na taki krok wskutek miłosnego urzeczenia. Pisze, że jest to jeden z rodzajów śmierci nagłej i niespodziewanej przez otoczenie, nazywanej przez Hipokratesa – niezależnie od powodu – „apopleksją”, „powalającą niczym piorun” (współcześnie udar mózgu)[153].

W liturgii łacińskiej przedsoborowej modlono się: A furore Normannonum libera nos Domine (przed wściekłością Normanów uchowaj nas Panie), łącząc nagłą śmierć głównie z napadami Normanów – straszliwych najeźdźców z północy. „Współcześni Longobardowie” są również groźni, jednak przyczynami nagłej śmierci są częściej choroby: udar mózgu, zawał serca, zatrucia, zdarzenia drogowe. W takich wypadkach wykonana w porę reanimacja często okazuje się skuteczna – życie powraca i chory odzyskuje zdrowie. Zdarzają się też trudne sytuacje, gdy czynności fizjologiczne udaje się przywrócić (organizm spełnia podstawowe kryteria życia), ale człowiek nie odzyskuje świadomości. Szczeklik przytacza przykłady chorych w vita vegatativastanie wegetatywnym – m.in. Terri Schiavo, która po reanimacji (podjętej z dziesięciominutowym opóźnieniem) przebywała w stanie głębokiej śpiączki przez 15 lat. Dożylne odżywianie przerwano w roku 2005 na wniosek jej męża, poparty przez sąd federalny, ale wbrew woli rodziców. Szczeklik pisze:

A przecież najczęściej jest to niema decyzja lekarzy.

Decyzja o tym, jak długo życie w stanie wegetatywnym powinno być sztucznie podtrzymywane, jest niezwykle trudna. Neurolodzy obserwują niekiedy ślady aktywności poszczególnych obszarów mózgu pacjentów. Znane są nieoczekiwane zdarzenia odzyskania świadomości i możliwości kontaktu z otoczeniem. W roku 2003 odzyskał mowę ok. czterdziestoletni mężczyzna, który przez 19 lat znajdował się w stanie minimalnej świadomości (sporadycznie reagował na głos, wyłącznie ruchami głowy). Po kilku miesiącach wypowiedział słowo „mama”. Neurolodzy stwierdzili, że prawdopodobnie stało się to możliwe dzięki powstaniu nowych połączeń między neuronami[154].

Zanik tętna i oddechu oraz obniżenie temperatury ciała nie są uznawane za kryteria śmierci od połowy XX wieku. Nowszym kryterium, wprowadzonym w wielu krajach (często nieakceptowanym przez osoby bliskie zmarłemu), jest nieodwracalny i trwały zanik czynności mózgu (następujący przed ustaniem czynności innych organów i tkanek). Badając aktywność pnia mózgu sprawdza się, czy zostały zachowane odruchy, np. reakcja źrenic na światło, odruch kaszlu przy poruszaniu rurką intubacyjną. Brak reakcji – potwierdzony po kilku godzinach – jest podstawą orzeczenia śmierci (nie jest wymagany nawet elektroencefalogram)[ab]. Przeciwnicy takiego kryterium twierdzą, że zostało wprowadzone dla celów transplantologii, że orzeczenie jest stawiane przedwcześnie, zanim zakończył się cały długotrwały proces umierania. Dyskusja na temat kryteriów śmierci nie została zakończona[155]:

Druga – bardziej obszerna – część eseju zaczyna się od stwierdzenia, że reanimacja nie pojawiła się za życia ostatniego pokolenia, a istniała od zarania medycyny. Szczeklik przypomina wskrzeszającego zmarłych Asklepiosa (boga medycyny) oraz fascynację malarzy biblijną sceną wskrzeszenia Łazarza. Opowiada okoliczności tworzenia obrazu Wskrzeszenie Łazarza przez Caravaggio – przykład malowania „śmierci z natury” (robotnicy-modele podtrzymywali rozkładające się ciało nieboszczyka). Ciała zmarłych były też – od Renesansu – wykorzystywane przez medyków, poszukujących tajemnic życia i śmierci, np. William Harvey dokonał autopsji ciała swojej żony i siostry, nie chcąc uciekać się do kradzieży zwłok z cmentarza. Robili to inni ówcześni anatomowie[156], np. John Hunter, nazywany przez Brytyjczyków ojcem współczesnej chirurgii, na którego zlecenie rabusie wykopali na cmentarzach tysiące zwłok. Hunter mówił do swojego ucznia, Edwarda Jennera, kim jest chirurg[157]:

Dzikus, który siłą zdobywa to, co człowiek wykształcony – fortelem.

Caravaggio,
Wskrzeszenie Łazarza[11]Rembrandt,
Lekcja anatomii doktora Tulpa[11]

Nawiązując od Lekcji anatomii Rembrandta do współczesności Szczeklik pisze o plastynacji i Body Worlds Gunthera von Hagensa, kończąc tę dygresję[158]:

Daleko zostały: refleksja nad odejściem i groza śmierci – widzianej twarzą w twarz. Spocznij w plastiku, mój Czytelniku!

Gorzką wymowę ma również następujące po tym zdaniu porównanie nastroju dzisiejszych pogrzebów i cmentarzy z tymi z przeszłości, gdy mieszkańcy miasteczka odprowadzali zmarłych na cmentarz, powoli idąc za karawanem przy dźwięku dzwonów[159].

Śmierć, to nie tylko krótka chwila odejścia. Zawsze była obecna w świadomości człowieka, czego przykładem jest np. XV-wieczna Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią, w której jest ona przedstawiona jako rozkładające się zwłoki. Taka personifikacja jest charakterystyczna dla Średniowiecza, gdy Śmierć miała napawać lękiem, zohydzać grzech i skłaniać do pobożności (zob. danse macabre). Była to wizja całkowicie odmienna od obecnej w mitologii greckiej, w której po umierającego przychodzi piękny i młody bóg śmierci – Tanatos, brat boga snu – Hypnosa. W sztuce niemieckiej der Tod (Śmierć) jest również mężczyzną, lecz agresywnym, krzepkim, czasami w zbroi i na koniu (Hans Holbein, Alfred Rethel). Na licznych obrazach Jacka Malczewskiego śmierć ma twarz kobiecą. Szczeklik opisuje obrazy, pochodzące z lat 1902 i 1917[160]. Na późniejszym z nich[161]:

…dorodna dziewczyna (…) czeka przy uchylonym oknie, w którym (…) widać twarz starca. (…) Jest w niej siła i cielesność, uroda i obojętność. (…) „Jest młoda – ma więc czas czekać (…), jest zdrowa – pokona więc najzdrowszego”

A. Szczeklik, cytat – A. Wajda (Medycyna Praktyczna 2003),

Obraz wcześniejszy uznał Szczeklik za szczególnie wymowny[161]:

Młoda żniwiarka dzierży kosę, a starzec przyklęknął i modlitewnie złożył ręce. I jak objawienie przyjmuje lekkie, skupione dotknięcie palców jej rąk na powieki. Taki obraz śmierci – kobiecy, łagodny, skłania do pogodzenia się z losem. (…) Nie ma tu nic odpychającego, groźnego. Promieniuje osobliwy urok, tchnący dobrocią, ciszą, ukojeniem.

Andrzej Szczeklik, TanatosŚmierć HolbeinaAlfred Rethel, Taniec Śmierci. 1848Żniwiarka Malczewskiego, 1902Żniwiarka Malczewskiego, 1917
Personifikacje śmierci[11]

Opis obrazu kieruje myśl czytelnika „Kore” na problemy starości, która – według Szczeklika – powinna usposabiać do przejścia na drugą stronę (podobnie jak wiara). Opisując starzenie się Szczeklik pisze m.in.[161]:

Człowiek starzeje się stopniowo; najpierw cichnie w nim ciekawość ludzi, świata (…) z rzeczy ulatnia się tajemniczość. Jednocześnie starzeje się ciało, ale nie całe, nie naraz (…) Wciąż jeszcze wówczas trwa w nas nadzieja, pragnienie odmiany, nawet radości. Ale kiedy i one mijają, (…) starość obejmuje bezpowrotnie nad nami władanie.

Autor „Kore” opisuje śmierć Homera, Sokratesa, Słowackiego, wreszcie, na zakończenie – Jana Pawła II, zwraca jednak uwagę, że częściej mówimy o śmierci, niż o umieraniu. Unikamy przede wszystkim rozmów z umierającym lub w takich rozmowach unikamy tematu śmierci, co potęguje w chorym uczucie osamotnienia i lęku[162]:

Czyż nie jesteśmy często jak ci ludzie z obrazu Breughla Upadek Ikara, których nie jest w stanie wytrącić z bezmyślnych codziennych zajęć rzecz nawet tak zdumiewająca, jak chłopiec spadający z nieba – tuż obok?

Jakże ważne być przy chorym! Choć te chwile niekoniecznie trzeba wypełniać radami, pocieszeniami. Trzeba też słuchać. (…) Nie zagłuszać myśli chorego. Na pytania nieraz trudno znaleźć odpowiedź i odchodzący wie, że jej nie znamy. Nie trzeba się wtedy spieszyć z wyjaśnieniem ani się wstydzić swojej bezradności. Odpowiedzią na zadane pytania jest najczęściej sama życzliwa i ofiarna obecność.

Prometejskie ambicje | edytuj kod

Francisco Goya, Zabawa w olbrzymów

Rozdział dotyczy problemów, które współcześnie wiąże się z medycyną regeneracyjną – jej historią, możliwościami, ograniczeniami rozwoju[163]. Za jej ikonę jest uważany Prometeusztytan, który nie tylko stworzył człowieka z gliny pomieszanej ze łzami i przemycił dla niego ogień przysługujący bogom, ale był również tym, którego wątroba – dzień po dniu wyjadana przez sępa – stale odrastała[164].

Współczesne tempo rozwoju medycyny zostało zilustrowane porównaniem leczenia prezydenta i wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, którzy przeżyli zawał serca – obumarcie fragmentu jego tkanki wskutek zablokowania tętnicy wieńcowej. W przypadku Dwighta Eisenhowera, który przeszedł zawał w roku 1955, chory musiał leżeć przez wiele tygodni, oczekując na utworzenie się mocnej blizny. Po 45 latach, u Dicka Cheneya, wykonano koronarografię i zastosowano rewaskularyzację (zob. plastyka naczyń wieńcowych, stent) i pacjent mógł wyjść ze szpitala po czterech dniach, „na własnych nogach”[165].

Postęp kardiochirurgii jest więc ogromny, jednak lekarze marzą o kolejnym kroku – możliwości zastąpienia martwych komórek tkanki mięśnia sercowego, zniszczonej zawałem, komórkami młodymi i zdrowymi. Nadzieją są komórki macierzyste, które mogłyby być stosowane nie tylko po zawale serca, ale również w leczeniu wielu innych chorób (np. choroby Parkinsona i Alzheimera, uszkodzenia ośrodkowego neuronu ruchowego). Znaczna ilość tych komórek znajduje się w szpiku kostnym. Nazwa „komórki macierzyste” pochodzi od słowa „matka”, która rodzi „potomstwo” – komórki mięśni (miocyty), neurony, komórki kości i inne (nazwa angielska steam cells odwołuje się do trzonu – pnia drzewa, z którego wyrastają gałęzie). Wszczepianie szpiku w licznych przypadkach okazało się skuteczne[166], jednak hipoteza, że jego komórki przekształcają się w komórki narządów, do których są wszczepiane, nie została ostatecznie potwierdzona – wymaga dalszych badań. Nie jest wykluczone, że szybka poprawa kurczliwości serca po zawałach lub postępy leczenia miażdżycy tętnic kończyn dolnych i choroby Bürgera po iniekcjach szpiku nie była spowodowana przekształcaniem komórek macierzystych np. w miocyty, lecz przyspieszeniem przez nie angiogenezy (zwiększenie ukrwienia dzięki tworzeniu nowych naczyń włosowatych)[167].

Wyciągnięcie jednoznacznych wniosków jest trudne, bo szpik jest mieszaniną komórek różnego rodzaju, a[168][169]:

Mieszane komórki dają mieszane wyniki.

A. Rosenzweig, Cardiac Cell Therapy…, 2006,

Czyste komórki macierzyste występują w okresie zarodkowym, przed zróżnicowaniem się tkanek i narządów nowego organizmu (zob. embrionalne komórki macierzyste, zarodki nadliczbowe w zapłodnieniu pozaustrojowym). Mogą też być otrzymywane metodą klonowania – przeniesienia jądra komórki somatycznej pobranej z klonowanego osobnika, do komórki jajowej, pozbawionej jądra (zob. owca Dolly, klonowanie embrionów w celach leczniczych). Obie metody budzą kontrowersje i są przyczyną wielkiego zróżnicowania regulacji prawnych, obowiązujących w różnych krajach, np. w Polsce Kodeks Etyki Lekarskiej zakazuje jakichkolwiek eksperymentów badawczych na ludzkich embrionach, a w Wielkiej Brytanii dozwolone są obie wymienione metody pozyskiwania komórek macierzystych. Kolejna z badanych metod ich pozyskiwania polega na wykorzystaniu komórek z płynu owodniowego. Szczeklik pisze[170]:

Po nich pewnie sięgniemy do dalszych źródeł, nie tracąc z oczu marzenia, które wydaje się odległe o lata świetlne: stworzyć w probówce imitację cytoplazmy komórki jajowej. Tej cytoplazmy, która dokonuje cudu. Przekształca dojrzałe, wprowadzone do niej (podczas klonowania) jądro. Wymazuje z niego dorosłe geny i wzbudza uśpione od lat geny zarodkowe.

Przekształcenie nasieniahomunkulusa
(Nicolaas Hartsoeker, 1695)[11] Rabin Loew ożywia Golema[11]

Podobne marzenia współczesnych lekarzy autor „Kore” porównuje z próbami tworzenia sztucznych organizmów, w tym „człowieka”, o których pisano od wieków. Przytacza historie i koncepcje, które opisywali m.in.[171]:

  • Anaksymander z Miletu (ok. 610 – 546 p.n.e.), który twierdził, że zwierzęta morskie powstają z ziemi i wody pod wpływem promieni słońca, a człowiek może rodzić się pod postacią rekina,
  • Owidiusz (43 p.n.e. – 17 lub 18 n.e.) – autor Metamorfoz, a w nich m.in. opisów powstawania pszczół z rozkładających się ciał krów, lub skorpionów – z muszli krabów,
  • Awicenna, opisujący zdarzenia lokowane w Egipcie III wieku – historię Harmanusa, niechętnego kobietom króla Rum, który tak pragnął potomka, że zdecydował się skorzystać z pomocy swojego boskiego doradcy – Qualiqulasa; ten umieścił nasienie króla w butelce o kształcie magicznej mandragory i sprawił, że pojawił się chłopiec obdarzony duszą, Salaman – bohater opisywanej przez Awicennę historii o wielkiej miłości do Absali,
  • Paracelsus (1493 lub 1494 – 1541), lekarz-cudotwórca, słynny alchemik-czarodziej, twórca receptury na homunkulusa, zgodnie z którą utrzymywane w cieple nasienie męskie przekształca się po 40 dniach w bezcielesny kształt człowieka, który – dokarmiany krwią – po kolejnych 40 dniach staje się człowiekiem (jest „jak zrodzony z kobiety, chociaż mniejszy”).

Johann Wolfgang von Goethe częściowo zmienia recepturę Paracelsusa, opisując tworzenie homunkulusa w drugiej księdze Fausta (Wagnerowi okazała się niezbędna pomoc Mefistofelesa)[172]. Wspominając o poszukiwaniach możliwości metamorfoz materii nieożywionej w ożywioną, prowadzonych w epoce Oświecenia, Andrzej Szczeklik przytacza przykład dzieła „Jak stworzyć ropuchę lub węża”. Jego autorem jest John Locke (1632–1704), inicjator filozofii empirystycznej (zob. empiryzm, pozytywizm logiczny) powołujący się na Roberta Boyle'a[ac]. Locke szczegółowo opisał procedurę prażenia na wolnym ogniu gęsi lub kaczki, a tekst[174]:

…kończy się zapewnieniem, iż pewien doktor z Polski, stosując podany przepis, dokonał dzieła stworzenia aż sześciokrotnie, co zaświadczyć może książę Hanoweru, który obserwował go w zdumieniu i podziwie.

Za jedną z najbardziej intrygujących idei judaizmu uważa Szczeklik Golema, którego nazywa prefiguracją biblijnego Adama, pojawiającą się już w Talmudzie. Zmiana znaczenia wyrazu „golem” nastąpiła w wieku XVIII za sprawą chasydów aszkenazyjskich. W pochodzących z tego okresu zapisach znajdują się informacje, że rabin ożywiał ulepioną z mułu i gliny figurkę człowieka, pisząc na jej czole – w mistycznym transie – słowo „emet” (prawda). Ożywiona figura nie umiała mówić, ale rozumiała polecenia (wykonywała pomocnicze prace, nie wychodząc z żydowskiego domu). Z biegiem czasu była coraz większa, stawała się golemem – gigantem. Gdy golem zaczynał być zagrożeniem dla domowników wystarczyło zetrzeć pierwszą literę magicznego napisu, pozostawiając „met” (martwy) – olbrzym rozpadał się na grudy gliny i błota[175].

W zakończeniu eseju Szczeklik stawia czytelnikom pytania: Czy homunkulusy, golemy i inne „ludziki z retorty” tworzone przez magów, szamanów, alchemików, lekarzy mogą być tylko bezdusznymi robotami? Czy mogą mieć duszę? Przytacza – jako jedną ze zdumiewających konstrukcji logicznych – następującą argumentację XVII-wiecznych teologów katolickich, próbujących uzasadnić piętnowanie prób tworzenia sztucznych ludzi:

…dusza homunkulusa, stworzona de novo, byłaby pozbawiona grzechu pierworodnego, przekazywanego nam od Adama, a zatem homunkulus nie potrzebowałby zbawienia przez Chrystusa.
Zaiste dowód przez
reductio ad absurdum.

Współczesna literatura coraz częściej podejmuje problem: Czy może mieć duszę klon? A Szczeklik zastanawia się, czy można odnosić do współczesnych lekarzy – przedstawicieli medycyny regeneracyjnej – słowa Zeusa, skierowane do Prometeusza, przekonanego, że „wyzwolił człowieka do człowieczeństwa”[176]:

Oddaliłeś go jedynie
Od świetlistości niebiańskiej,
Od mądrości i pewności nieba
Uczyniłeś go wolnym, by ciemnymi sztolniami,
Po omacku, szedł na skraj własnego ego,
Samolubności i pychy.

Przytacza też fragment książki Ślad i obecność Barbary Skargi, która twierdzi, że człowiek jest rozdarty[177][178]:

… między dobrem i złem, siłą i słabością, mądrością i panującymi nad nim żądzami, tym, co małe, i tym, co wielkie, żądzą i niemal świętością, prawdą i pozorem.

Pycha każe mu często przekraczać granice zakazów i norm. Na własne pytanie: Jak wytyczyć granicę, poza którą biotechnologia nie powinna ingerować w nasze organizmy? Andrzej Szczeklik odpowiada, że tą granicą jest chyba godność człowieka[179].

Urzeczenie miłosne | edytuj kod

Giovanni Lorenzo Bernini, Ekstaza św. Teresy (fragment)

Treść eseju o miłości zapowiadają jego pierwsze zdania[180]:

Jest taka choroba, na którą od wieków szukano lekarstwa i nie znaleziono (…) Opisu rządzących nią mechanizmów nie znajdziesz, Czytelniku, w uczonych księgach lekarzy. Weź raczej do ręki tomik poezji i nie zawiedziesz się. Bez trudu znajdziesz ją też w teatrze, powieści, malarstwie. Słowem, w sztuce.

Porównania miłości do choroby (zob. choroba z miłości) występowały już w wierszach egipskich poetów sprzed ok. 1300 lat p.n.e. (kochanek był nazywany „lekarzem” lub „lekarstwem”). Późniejsi twórcy poezji o tematyce miłosnej, tacy jak Safona i Owidiusz, byli przeciwni leczeniu cierpienia z miłości (jak głosi legenda cierpienie Safony skłoniło ją do odebrania sobie życia – prawdopodobnie pierwszego samobójstwa z miłości)[181]. Leczenia miłosnych urzeczeń nie zalecał też Paracelsus – lekarz-czarodziej, ojciec „chemioterapii” – leczenia chorób metodami chemicznymi[182].

Niektórzy lekarze myśleli inaczej. W IV wieku Orybazjusz z Pergamonu (autor cenionej encyklopedii wiedzy medycznej) opisywał stan związany z namiętną nieodwzajemnioną miłością jako jednostkę nozologiczną. Wymieniał jej objawy, podobne do objawów melancholii (zob. też melancholik). Chorym zalecał wino, kąpiele, ćwiczenia fizyczne, teatr i muzykę. Zaproponował też nowy rodzaj „kuracji” (stosowany jeszcze w XVII i XVIII wieku) – odrywanie uwagi cierpiącego od przyczyn jego bólu przez przestraszenie, podobne do stosowanego w celu przerwania czkawki. Jedną ze stosowanych metod było niespodziewane, zanurzanie obłąkanych miłością (również innych obłąkanych) w wodzie – gwałtownie i na dostatecznie długo[183]. Metoda wyciszania miłosnego szaleństwa muzyką, zalecana w starożytności, cieszyła się uznaniem również w czasach Odrodzenia i Oświecenia. Jeszcze w XIX wieku wyjaśniano, że wewnątrz ciała słuchacza[184]:

Uważano, że wyrywana z ziemi mandragora przerażająco krzyczy, a kto ten krzyk usłyszy – umiera. Roślinę pozyskiwano z pomocą psów, które – biegnąc do miski z jedzeniem – wyrywały roślinę, do której je przywiązywano. Również one padały, usłyszawszy krzyk, i trafiały do królestwa Hekate[185][11] Edmund Blair Leighton,
Tristan i Izolda[11] Akord tristanowski

…muzyka rekomponuje się, przywracając prawidłowe działanie afektów.

Michel Foucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu według Szczeklika,

W drugiej połowie XVIII wieku problemami miłosnego urzeczenia interesował się francuski lekarz, J.D.T. de Bienville, autor La Nymphomanie, ou Traité de la fureur utérine (zob. też nimfomania). Uważano, że zbliżenia z nimfami, znanymi z mitów greckich i rzymskich lub sztuki włoskiej XV wieku, stale obecnymi w sztuce, grozi opętaniem. Szczeklik przypomina zdanie Nabokova o „nimfetkach”[183]:

nieśmiertelne demony w przebraniu dziewczynki

Vladimir Nabokov, Lolita,

J.D.T. de Bienville opracował aż 17 recept – sposobów uciszania rozpalonej wyobraźni[183].

Jeszcze bardziej wytrwale poszukiwano od wieków środków wywołujących miłość innej osoby. Szczeklik wymienia m.in.[186]:

Najwięcej miejsca autor „Kore” poświęca miłosnemu napojowi, który nieświadomie wypili Tristan i Izolda, bohaterowie celtyckiej legendy i opery Wagnera. Przypomina historię legendarnych kochanków i przytacza część wyników pracy, opublikowanej w roku 2003 w renomowanym czasopiśmie British Medical Journal, dotyczącej przypuszczalnego składu napoju i choroby, którą wywołał[ad]. Te specjalistyczne informacje komentuje[188]:

…czujemy, że jest jakieś skrzywienie zawodowe w tym toksykologicznym spojrzeniu na wielką miłość. Podobnie zresztą jak w tłumaczeniu śmierci Izoldy przewlekłym zatruciem alkaloidami. Umrzeć wszak można – bez zatrucia – z tęsknoty i rozpaczy. (…) Nad lekarskie analizy bliższe nam są słowa Tomasza Manna, który trafnie zauważył, iż wielcy kochankowie mogli równie dobrze wypić czarkę wody. Napój był bowiem tylko sposobem uzmysłowienia sobie przez nich miłości, płonącej już jasnym płomieniem.

Pozostając przy temacie „Tristan i Izolda” Szczeklik przechodzi do opisu muzycznych środków wyrazu, zastosowanych przez Wagnera. Przypomina, że tzw. akord tristanowskiinterwał seksty zwiększonej – nie został użyty po raz pierwszy w tej operze (był np. wielokrotnie stosowany przez Bacha), lecz to Wagner wykorzystał tę zwiększoną sekstę w taki sposób, że[189]:

…wznosi się ona powoli, w sekwencjach, do dominanty septymowej, i podąża dalej. Ten ciąg, ta odyseja melodii, stale napiętej, która szuka pełnego rozwiązania i go nie znajduje – sprawia, że nie ma ona końca, staje się „niekończącą się melodią”. Jak miłość, którą opiewa i która nie ma kresu.

Dodaje kilka refleksji na temat muzyki, która m.in.[189]:

…odżegnuje się (…) piórem swych wielkich kompozytorów od jakiejkolwiek ilustracyjności. Pozostaje wciąż sztuką, najbardziej nieprzeniknioną… Tylko młodość może nie zdawać sobie z tego sprawy i porywać się na próby uchwycenia, choćby po części, jej istoty.

Szczeklik wskazuje też czytelnikowi rolę, jaką odegrała muzyka w historii miłości Swanna – jednego z bohaterów W poszukiwaniu straconego czasu – do niewiernej Odetty. Swann poznał ją w salonie pani Verdurin, gdy młody pianista grał sonatę nieznanego kompozytora. Tę sonatę słyszał już wcześniej, a jej motyw przewodni urzekł go bardzo głęboko[190]:

…uczuł dla niej jak gdyby przypływ nieznanej miłości

Marcel Proust, „W poszukiwaniu straconego czasu”,

Pierwsza rozmowa o tej muzycznej frazie z piękną kobietą, spotkaną u pani Verdurin, była początkiem ich miłości, a w przyszłości Swann zawsze wierzył, że ta muzyka przywróci mu[190]:

…swoistą i ulotną esencję utraconego szczęścia – darowaną chwilę narodzin miłości.

Marcel Proust, „W poszukiwaniu straconego czasu”,

Szczeklik skłania Czytelnika do zastanowienia się, jak można zrozumieć ten „przypływ nieznanej miłości” – czy istnieje „ośrodek artystycznych rozkoszy”? Znane są naukowców doniesienia, że wykształceni melomani doświadczają dreszczu i mrowienia wzdłuż kręgosłupa, gdy słuchają ulubionych melodii, a towarzyszy mu intensywne dostarczanie krwi do struktur hipokampa, więc istnieje prawdopodobieństwo, że wkrótce znajdzie się odpowiedź na zadane pytanie, ale pozostają wątpliwości, czy na pewno chcemy zracjonalizować nasze artystyczne doznania[191].

W kolejnej części rozdziału Andrzej Szczeklik rozwija temat zdrady – „trucizny miłości”. Przypomina jeden z mitów skandynawsko-germańskich – mit o Ondynie, nimfie wodnej, szukającej miłości wśród ludzi. Wuj Ondyny – król mórz – pozwolił jej zawrzeć małżeństwo z ukochanym pięknym rycerzem, ostrzegając jednak, że jeśli ją zdradzi – zginie, a ona zapomni o nim. Rycerz „narusza przysięgę” i umiera „zapominając oddychać”, a Ondyna wraca do podwodnego świata. Pod wpływem mitu Claude Debussy skomponował preludium, a Jean Giraudoux napisał sztukę teatralną[192]. Klątwą Ondyny nazwano jedną z potencjalnie śmiertelnych chorób, rzadką przyczynę bezdechu śródsennego. Młody człowiek, cierpiący na tę chorobę, był jednym z pacjentów prof. Szczeklika, którego życia nie udało się uratować (autor Kore zadaje sobie pytanie – czy ten chłopiec też zawiódł Odynę?). Drugim pacjentem, wspomnianym w eseju, był 91-letni Czesław Miłosz, przebywający w klinice z powodu przedłużających się zaburzeń świadomości. Widząc swojego lekarza po jej odzyskaniu, uśmiechnął się szczęśliwie i powiedział pierwsze jasne – chociaż nieoczekiwane – zdanie: „Ale te nursy, to ma pan ładne, panie doktorze”. Szczeklik odpowiedział uśmiechem i diagnozą[193]:

Panie profesorze – nie mam tu już nic do roboty. Idę do chorych, pan jest zdrów.

Rozdział autor kończy zdaniem, odwołującym się do myśli Jana Pawła II i utworów R.M. Rilkego o twórczej mocy miłości[194]:

Tylko miłość wyswobadza spod tyranii „ja”. Cichnie wszechmocne ego, olśnieni w odmienionym stajemy świecie. Już nie dla siebie tylko żyjemy.

Koniunkcja | edytuj kod

Autoportret z doktorem Arrietą – „jego objęcie jest silniejsze niż uścisk śmierci…”[195][11] W treści eseju Koniunkcja autor zacytował zdanie siostry Chmielewskiej o jej podopiecznych: „…większość wiedziała, że ich dni są policzone. Ale też wiedzieli, że mają wsparcie w naszej miłości, są nią otoczeni” (obraz: Domenico Ghirlandaio, Starzec z wnukiem)

Silną więź między lekarzem i pacjentem Andrzej Szczeklik ilustruje, opisując obraz Francisca Goi, Autoportret z doktorem Arrietą. Proponuje nazwanie tego rodzaju więzi wieloznacznym określeniem „koniunkcja” (zob. koniunkcja w logice, koniunkcja – konstrukcja składniowa, koniunkcja w astronomii). „Koniunkcja” zastępuje tu wyraz „symbioza”, który – od końca XIX wieku – jest stosowany przede wszystkim w terminologii ekologicznej – jest nazwą jednego z rodzajów zależności międzygatunkowych w ekosystemach)[196]. W starożytnej Grecji oznaczał również „wspólne życie” (σύν + βίωσις) w znaczeniu bardziej ogólnym, podobnie jak sympatia oznacza wspólne odczuwanie, a symfonia – współbrzmienie. Pojęcie wprowadził prawdopodobnie Teofrast z Eresos, autor traktatu Przyczyny powstania i rozwoju roślin, w którym napisał m.in.

Bo nawet nie jest niedorzeczne, że ta roślina rośnie na innej roślinie, a na ziemi nie rośnie. Może bowiem i rośliny tak jak zwierzęta są zaprzyjaźnione i żyją razem.

Arystoteles używał pojęcia „symbioza”, pisząc o „potrzebie ludzi jako kompanów do współżycia i wyświadczaniu im dobrodziejstw”, a Antypater z Tarsu – w traktacie O współżyciu z kobietą[195]. Szczeklik przytacza przykłady symbiozy, rozumianej jako współdziałanie międzygatunkowe; przypomina też zjawiska endosymbiozy – życia mikroorganizmów wewnątrz organizmu gospodarza, dla którego może to być również korzystne lub niezbędne (jeden z przykładów, to sto trylionów bakterii przewodu pokarmowego człowieka)[196].

Prof. Szczeklik stawia pytania, co jest warunkiem symbiozy/koniunkcji lekarza z chorym. Podkreśla konieczność zaufania chorego do lekarza i poświęcenia się lekarza choremu. Lekarz leczący chorego powinien wiedzieć[197]:

Wszystko o jego chorobie, a o nim samym – niemało. (…) Rozumiem przez to, iż lekarz wyrwany ze snu w nocy, powinien expedite wyrecytować anamnezę i wyśpiewać wyniki badań chorego, którym się opiekuje na oddziale szpitalnym. (…) Bez tego nie ma medycyny. Owszem, jest służba zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, nawet ministerstwo. Ale nie – medycyna.

W Polsce początku XXI wieku nastąpiły niekorzystnie zmiany sytuacji ekonomicznej i prawnej. Pojęcia „leczenie” i „pacjent” stopniowo zanikają, zastępowane przez nowe: „usługi medyczne” i „zleceniobiorca”. [197]:

Lekarz w końcu zaczyna słuchać bardziej ekonomisty niż własnego sumienia.

Innym problemem, pojawiającym się wskutek niekorzystnych zmian organizacyjnych, jest „erozja tajemnicy lekarskiej”. Prawda o ciężkiej chorobie, która powinna być choremu przekazywana we właściwym momencie i z wielkim wyczuciem (może być groźna dla chorego nie mniej niż sama choroba), staje się pozycją na urzędowych drukach kart informacyjnych NFZ wypełnianych w celu ułatwienia pracy urzędników[198]. Zanika też odpowiedzialność jednego lekarza za proces leczenia, w którym uczestniczą liczni specjaliści[199]. Wciąż wymagają rozwiązania liczne nowe problemy, których pojawienia się nie przewidywał Hipokrates. Nie mógł przewidzieć problemów, które przyniosły np. inżynieria genetyczna, zapłodnienie pozaustrojowe, komórki macierzyste, medycyna regeneracyjna, medycyna paliatywna, w tym walka z bólem, geriatria – coraz bardziej potrzebna ze względu na wzrost długości życia, eutanazja[200].

Nastąpiła wielka zmiana rodzaju wyzwań i dostępnych metod działania lekarzy, a kolejne zmiany nadejdą, ale cechą medycyny, która nie powinna się zmieniać, jest jej dusza. Prof. Szczeklik przypomina opisane w książce chwile powrotu chorego do świadomego życia ze stanu wegetatywnego, radość człowieka, który cieszy się pełnią życia z przeszczepionym sercem, realizując swoje marzenia, satysfakcję lekarzy, gdy mogą uwolnić pacjentów od bólu, i uczonych, gdy potwierdza się skuteczność odkrytego nowego leku[201]:

A jeśliby skupić, jak w źrenicy oka, te i inne, niezliczone sytuacje w jedną? Będzie nią wówczas zawsze spotkanie chorego z lekarzem. Chory przychodzi ze swoim bólem, cierpieniem, wołaniem o pomoc. A lekarz, nie bacząc na lęk chorego (i swój własny), wiedząc, jak mało wie (zawsze za mało), mówi: Stanę przy tobie. Razem spojrzymy niebezpieczeństwu w twarz. I wtedy opadają wątpliwości, w jakie myśl nasza stroiła duszę przez wieki. Kore-dziewczynka pokazuje się nam w źrenicy chorego. Staje w blasku, jasna i wyrazista, w tej krótkiej chwili, gdy słyszy nasze przesłanie: Będę z tobą. Nie opuszczę cię. Nie zostaniesz sam.

„Kore”, s. 270–271,

Uwagi | edytuj kod

  1. Laureatką Nike 2008 została Olga Tokarczuk, nagrodzona za książkę Bieguni.
  2. Poza „Kore” wymienia się książki: „Katharsis. O uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki” (wyd. Znak 2002)[3] i „Nieśmiertelność. Prometejski sen medycyny” (wyd. 2012, po śmierci autora)[4].
  3. Więcej informacji na temat znaczenia wyrazu Kore autor zamieścił w rozdziale Poszukiwanie duszy[13].
  4. Zob. m.in. szumy, szmery, tony, szmer oddechowy, osłuchiwanie serca, różnicowanie chorób układu oddechowego.
  5. Ilustracje są odpowiednikami zamieszczonych w książce.
  6. Antoni Libera napisał we wstępie do „Baltazar. Autobiografia”, że chorzy z afazją, amnezją lub syndromem Alzheimera są tylko „wyostrzonymi przypadkami” wśród wszystkich ludzi, ponieważ oni wszyscy stale zmieniają się, wciąż tracąc tzw. „samego siebie”. Według Mrożka/Baltazara sens pojęcia „ja” jest więc „lingwistyczną ułudą”.
  7. Zobacz też: dusza (filozofia), dusza (religia), dusza mężczyzny i kobiety według Augustyna z Hippony.
  8. Własne Ja - gdy się zaczai
    Za Samym Sobą -
    Przerazi bardziej niż Morderca
    W pokoju obok.
    (fragment wiersza Emily Dickinson
    Nie trzeba być Komnatą...[32][33], cytowanego w rozdziale „O mózgu”).
  9. António Damásio twierdzi, że mapa Ja znajduje się w pniu mózgu, między korą mózgową a rdzeniem kręgowym i umożliwia utrzymanie kontinuum osobowości w kolejnych dniach. Mówi: „Nie ma świadomego umysłu bez interakcji pomiędzy korą mózgową, a pniem mózgu. Nie ma świadomego umysłu bez interakcji pomiędzy pniem mózgu, a ciałem”[56].
  10. Robert Cooke cierpiał na astmę. Objawy nasilały się wówczas, gdy miał kontakt z końmi, co było nieuniknione, ponieważ pracował w nowojorskim pogotowiu ratunkowym, korzystającym wówczas z konnych zaprzęgów. Jako lekarz pogotowia przystępował do ratowania pacjenta dopiero po iniekcji adrenaliny, przerywającej atak duszności. Przeżył też groźny wstrząs po iniekcji „końskiej” antytoksyny, podawanej lekarzom kontaktującym się z chorymi na dyfteryt (antytoksynę wytwarzano wszczepiając zarazki dyfterytu koniom).
  11. Roger Altounyan wykonał tysiące eksperymentów na sobie, wywołując ataki duszności z użyciem „zupy z włosa” świnki morskiej, po wcześniejszych inhalacjach setek testowanych związków chemicznych – potencjalnych leków.
  12. Philip Hench i Edward Kendall otrzymali Nagrodę Nobla wspólnie z Tadeuszem Reichsteinem.
  13. Skutkiem gwałtownych wyrzutów histaminy może być powszechnie znana pokrzywka, jednak zdarzają się również groźne dla życia objawy układowe, np. wstrząs anafilaktyczny. Za odkrycie i zbadanie zjawiska anafilaksji Charles Robert Richet otrzymał w roku 1913 Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny[71].
  14. Za osiągnięcia w tej dziedzinie w roku 1960 Nagrodę Nobla otrzymali Frank Macfarlane Burnet[74] i Peter Medawar[75] (nie wymienieni w książce). Kontynuatorzy ich badań, Niels K. Jerne[76], Georges J.F. Köhler[77] i César Milstein[78], otrzymali Nagrodę Nobla w roku 1984 (uzasadnienie: for theories concerning the specificity in development and control of the immune system and the discovery of the principle for production of monoclonal antibodies.
  15. W roku 1960 za osiągnięcia w badaniach układu odpornościowego Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny otrzymali Frank Macfarlane Burnet[74] i Peter Medawar[75], nie wymienieni w książce.
  16. Michael Gazzaniga, nazywany ojcem neuronauki poznawczej, napisał w swojej książce „Kto tu rządzi - ja czy mój mózg? Neuronauka a istnienie wolnej woli”: Jerne nie przestał wywracać wszystkiego do góry nogami. Wysunął przypuszczenie, że skoro działanie ustroju odpornościowego opiera się na procesie selekcji, prawdopodobnie to samo można powiedzieć o pozostałych układach, nie wyłączając mózgu.[…] Mózg nie jest niezróżnicowaną masą, zdolną nauczyć się wszystkiego, podobnie jak układ odpornościowy nie jest niezróżnicowanym systemem, który może wytworzyć dowolny typ przeciwciał. […] …uczenie się może być procesem przeszukiwania zasobu już istniejących, wrodzonych zdolności…[83]
  17. Laureaci Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny w roku 1984: Niels K. Jerne[76], oraz Georges J.F. Köhler[77] i César Milstein[78] (nie wymienieni w omawianej książce).
  18. Szczeklik pisze, że nie wyjaśniono, które ze swoich dzieł Heraklit złożył u stóp Artemidy[88]. Według innych źródeł był to traktat filozoficzny „O naturze”, Peri Physeon (zob. Heraklit.
  19. Na obrazie (od lewej): Maksymilian I, Ferdynand I, Karol V, Ludwik II Jagiellończyk, Maria Burgundzka i Filip I Piękny.
  20. W następnych latach sformułowano kolejne projekty badawcze, np. Projekt Genograficzny, program The 1000 Genomes Project Consortium[107][108].
  21. Za plagi współczesnej ludzkości są uważane – poza nowotworami – miażdżyca (zwłaszcza choroba wieńcowa), astma, reumatoidalne zapalenie stawów, schizofrenia, choroba Alzheimera, stwardnienie rozsiane.
  22. Australijscy naukowcy donoszą (2013, Justin J.-L. Wong 8, William Ritchie8. Olivia A. Ebner, Matthias Selbach i współpracownicy, Orchestrated Intron Retention Regulates Normal Granulocyte Differentiation, Cell), że … „zachowywanie intronów w cząsteczkach mRNA jest skutecznym sposobem, w jaki komórka może kontrolować ekspresję poszczególnych genów … Ten wcześniej nieznany mechanizm może mieć związek z przyczynami niektórych chorób[111].” (zob. też: Gene Expression Regulates Cell Differentiation 2008[112] ).
  23. Współczesna definicja pojęcia „gen” obejmuje nie tylko jednostkę dziedziczności w DNA, ale również regiony z nią współdziałające, np. regulatorowe i transkrypcyjne[115].
  24. Zob. Barbara McClintock, laureatka Nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny w roku 1983
  25. W czasie dalszych badań, wykonanych m.in. przez zespół z Universite de la Mediterranee w Marsylii, wykazano, że genom mimivirusa jest zbudowany z 1,2 mln par zasad (większy niż genomy wielu znanych bakterii). Sekwencje „śmieciowego DNA” aż w 90 proc. wydają się być użyteczne[135][136].”
  26. G. Wächtershäuser jest m.in. autorem artykułów: „Origin of Life: Life as We Don't Know It”[146], „Evolution of the First Metabolic Cycles”[147][148], „The origin of life and its methodological challenge”[149].
  27. Propozycji nowej interpretacji mechaniki kwantowej, eliminującej „paradoksy mikroskopowego świata”, dotyczy m.in. artykuł Hansa Christiana von Baeyera pt. „Kwantowe paradoksy? Są tylko w naszych umysłach”[151]; fragment: „W tradycyjnym ujęciu mechaniki kwantowej obiekty takie, jak elektron, są reprezentowane przez funkcję falową, czyli pewne matematyczne wyrażenie opisujące właściwości obiektu. Jeżeli chcemy przewidzieć zachowanie elektronu, trzeba zbadać, jak funkcja falowa ewoluuje w zależności od czasu. Wykonując odpowiednie obliczenia, otrzymujemy prawdopodobieństwo, że elektron będzie miał pewne właściwości, np. znajdzie się w tym, a nie w innym miejscu. Problemy zaczynają się pojawiać wtedy, kiedy fizycy zakładają, że funkcja falowa jest bytem realnym” (zob. kopenhaska interpretacja funkcji falowej, bayesjanizm kwantowy, Quantum Bayesianism, QBism)[151] .
  28. Terri Schiavo przestano dożylnie odżywiać przed ustaniem czynności pnia mózgu.
  29. Robert Boyle, słynny fizyk i chemik, swoje poglądy na temat materii przedstawił w książce The Sceptical Chymist ("Sceptyczny Chemik"), wydanej w roku 1661 (strona tytułowa)[173].
  30. Gunther Weitz, autor artykułu Love and death in Wagner's Tristan und Isolde... twierdzi, że opisane objawy pozwalają podejrzewać ciężki zespół antycholinergiczny[187].

Przypisy | edytuj kod

  1. Andrzej Szczeklik, „Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny”. W: Dzieła z dziedziny: literatura [on-line]. 2014-04-30. [dostęp 2015-01-01].{{Cytuj stronę}} Nieznane pola: "wydawca". , books.google.pl
  2. Nagroda Literacka Nike 2008. W: Dzieła z dziedziny: literatura [on-line]. 2008-10-05. [dostęp 2015-01-01].{{Cytuj stronę}} Nieznane pola: "wydawca".
  3. Andrzej Szczeklik: Katharsis. O uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki. Kraków: Znak, 2002-10-24. ISBN 83-240-0242-1.
  4. Andrzej Szczeklik: Nieśmiertelność. Prometejski sen medycyny. Kraków: Znak, 2012, otwarte 9 sie 2013. ISBN 978-83-240-2235-9.
  5. Andrzej Szczeklik Lajos Pálfalvi: Koré: avagy az orvoslás lelke. Budapest: Európa Könyvkiadó, 2008. ISBN 9789630786423 9630786427., books.google.pl
  6. Andrzej Szczeklik (tłum. Kazys Uscila: Kora: apie ligonius, ligas ir medicinos sielos paieškas. Vilnius: Mintis cop., 2010. ISBN 9785417010101 5417010103. books.google.pl
  7. Andrzej Szczeklik: Kore: On Sickness, the Sick, and the Search for the Soul of Medicine. Berkeley, CA: Counterpoint, November 6, 2012. ISBN 978-1-61902-019-1. [dostęp 2015-01-06]. (ang.), translated by Antonia Lloyd-Jones ; with an introduction by Adam Zagajewski ; afterword by John Martin
  8. KORE On Sickness, the Sick, and the Search for the Soul of Medicine by Andrzei Szczeklik : An eminent Polish physician reflects on his lifetime practice of medicine. (ang.). W: Kirkus Reviews [on-line]. www.kirkusreviews.com, Oct. 1st, 2012. [dostęp 2015-01-06].
  9. Andrzej Szczeklik: Core : sobre enfermos, enfermedades y la búsqueda del alma de la medicina. Barcelona: Acantilado, 2012. ISBN 8415277830, 9788415277835., wstęp i tłumaczenie: Adam Zagajewski; V Benítez Canfranc; Maila Lema Quintana, books.google.pl
  10. Andrzej Szczeklik (tłum. Albrecht Lempp): Auf der Suche nach der Seele der Medizin: über den Sitz des Bewusstseins, das Rezept für die ewige Jugend und andere Geheimnisse des Lebens. Freiburg, Br. Basel Wien: Herder, 2012. ISBN 9783451302916 3451302918., books.google.pl
  11. a b c d e f g h i j k l m n o p q r s t u v Ilustracja – nie zamieszczona w książce – została tu dodana jako rozwinięcie streszczenia, ułatwiające jego odbiór.
  12. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. obwoluta.
  13. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 56–60.
  14. Charles Percy Snow: The Two Cultures and the Scientific Revolution. W: Rede Lecture at Cambridge 1959 [on-line]. 1961. [dostęp 2015-01-01].{{Cytuj stronę}} Nieznane pola: "wydawca". (zob. też: C. P. Snow - Rede Lecture 1959 na: Age-of-the-Sage oraz UMBC Professors Welch and Tatarewicz C.P. Snow's The Two Cultures: A Fifty Year Perspective na: UMBCtube)
  15. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 6.
  16. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 9–11.
  17. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 12–13.
  18. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 13.
  19. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 13–16.
  20. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 17–20.
  21. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 20–22.
  22. Andrzej Szczeklik - pasja życia. „Świat Lekarza”. Rocznik 2009 (4). www.nazdrowie.pl (pol.). 
  23. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 25.
  24. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 26.
  25. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 27.
  26. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 30.
  27. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 30–31.
  28. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 33, 275–276.
  29. Sławomir Mrożek i Antoni Libera (To, co nas scala to pamięć i mowa): Baltazar. Autobiografia (pol.). W: Wstęp i fragment tekstu [on-line]. Oficyna Literacka NOIR SUR BLANC / www.schaffenskraft.info. [dostęp 2015-01-05].
  30. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 34–35.
  31. Poezja i pamięć. O trzech poematach Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta i Adama Zagajewskiego: Poezja i pamięć. O trzech poematach Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta i Adama Zagajewskiego. Kraków: Wydawnictwo UJ.Sprawdź autora:1.
  32. a b Emily Dickinson: Nie trzeba być komnatą… (pol.). W: Wiersze 601-800 [on-line]. anna.krasucka.eu.interiowo.pl. [dostęp 2015-01-07].
  33. a b Olga Majerska: Piękna i Bestia - o muzycznym spotkaniu Emili Dickinson z Maciejem Maleńczukiem. W: 14 czerwca 2012 [on-line]. www.obliczakultury.pl. [dostęp 2015-01-07].
  34. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 36–37.
  35. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 38–39.
  36. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 41–44.
  37. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 45.
  38. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 46.
  39. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 48–49.
  40. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 50–74.
  41. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 52.
  42. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 54–55.
  43. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 62–63.
  44. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 51–52.
  45. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 52–53.
  46. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 57–60.
  47. Roberto Calasso (tłum. Stanisław Kasprzysiak): Zaślubiny Kadmosa z Harmonią (tytuł oryginalny: Le nozze di Cadmo e Armonia). Znak, 1995-01-01. ISBN 83-7006-440-X. e-Book Google The Marriage of Cadmus and Harmony (cytaty według A. Szczeklika, Kore))
  48. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 59.
  49. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 73.
  50. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 67.
  51. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 68.
  52. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 69.
  53. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 72–73.
  54. Lokhorst, Gert-Jan: Descartes and the Pineal Gland (ang.). W: The Stanford Encyclopedia of Philosophy (Spring 2014 Edition) [on-line]. Edward N. Zalta (ed.), Apr 25, 2005. [dostęp 2015-01-10].
  55. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 60–61.
  56. a b Antonio Damasio: Czym jest świadomość? na: www.ted.com
  57. Professor Colin Blakemore joins the Institute of Philosophy (ang.). W: Strona internetowa School of Advanced Study, University of London [on-line]. www.sas.ac.uk, 1 October 2012. [dostęp 2015-01-08].
  58. Professor Colin Blakemore FRS, FMedSci, FSB, Hon FRCP Colin BlakemoreDistinguished scientist and supporter of Humanism (ang.). W: Strona internetowa British Humanist Association [on-line]. humanism.org.uk. [dostęp 2015-01-08].
  59. inauthor: Colin Blakemore. W: Wyszukiwarka Google Books [on-line]. books.google.com. [dostęp 2015-01-08].
  60. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 74.
  61. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 88.
  62. a b c Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 90.
  63. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 78.
  64. Scott H. Sicherer, MD. The Robert A. Cooke Memorial Lectureship. „Materiały AAAAI Annual Meeting”. American Academy of Allergy, Asthma & Immunology (ang.). 
  65. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 79.
  66. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 80–82.
  67. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 80.
  68. a b c Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 84.
  69. U. Blank, F.H. Falcone, G. Nilsson. The history of mast cell and basophil research - some lessons learnt from the last century. „Allergy”. 68 (9), s. 1093-1101, 2013 Sep. John Wiley & Sons. DOI: 10.1111/all.12197 (ang.). 
  70. Degranulacja (pol.). W: Edupedia.pl - Encyklopedia internetowa [on-line]. Videograf. [dostęp 2015-01-10].
  71. Charles Richet – Facts (ang.). W: The Nobel Prize in Physiology or Medicine 1913 [on-line]. Nobel Media AB. [dostęp 2015-01-09].; Biographical.; Anaphylaxis. W: Nobel Lecture [on-line]. December 11, 1913.
  72. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 79, 88.
  73. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 85.
  74. a b c Sir Frank Macfarlane Burnet - Facts (ang.). W: The Nobel Prize in Physiology or Medicine 1960 > Sir Frank Macfarlane Burnet, Peter Medawar [on-line]. Nobel Media AB. [dostęp 2015-01-10].; Biographical.; Immunological Recognition of Self. W: Nobel Lecture [on-line]. December 12, 1960.
  75. a b c Peter Medawar - Facts (ang.). W: The Nobel Prize in Physiology or Medicine 1960 > Sir Frank Macfarlane Burnet, Peter Medawar [on-line]. Nobel Media AB. [dostęp 2015-01-10].; Biographical.; Immunological Tolerance. W: Nobel Lecture [on-line]. December 12, 1960.
  76. a b c d Niels K. Jerne - Facts (ang.). W: The Nobel Prize in Physiology or Medicine 1984 > Niels K. Jerne, Georges J.F. Köhler, César Milstein [on-line]. Nobel Media AB. [dostęp 2014-09-13].; Biographical.; The Generative Grammar of the Immune System. W: Nobel Lecture [on-line]. 8 December 1984,.
  77. a b Georges J.F. Köhler - Facts (ang.). W: The Nobel Prize in Physiology or Medicine 1984 > Niels K. Jerne, Georges J.F. Köhler, César Milstein [on-line]. Nobel Media AB. [dostęp 2015-01-11].; Biographical.; Derivation and Diversification of Monoclonal Antibodies. W: Nobel Lecture [on-line]. 8 December 1984.
  78. a b César Milstein - Facts (ang.). W: The Nobel Prize in Physiology or Medicine 1984 > Niels K. Jerne, Georges J.F. Köhler, César Milstein [on-line]. Nobel Media AB. [dostęp 2015-01-11].; Biographical.; From the Structure of Antibodies to the Diversification of the Immune Response. W: Nobel Lecture [on-line]. 8 December 1984.
  79. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 86.
  80. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 86–87.
  81. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 88–92.
  82. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 89.
  83. Michael S. Gazzaniga (przekład: Agnieszka Nowak): [.http://ksiazki.wp.pl/bid,74154,tytul,Kto-tu-rzadzi-ja-czy-moj-mozg-Neuronauka-a-istnienie-wolnej-woli,ksiazka.html?ticaid=1142f4 Kto tu rządzi - ja czy mój mózg? Neuronauka a istnienie wolnej woli (Who's in Charge?: Free Will and the Science of the Brain)]. Smak Słowa, Agencja Wydawnicza, 2013-10-12, s. 22, seria: Mistrzowie Psychologii. ISBN 978-83-62122-57-8.{{Cytuj książkę}} Nieprawidłowe pola: "url".
  84. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 91.
  85. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 94, 121–122.
  86. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 95.
  87. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 96.
  88. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 98.
  89. a b c Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 97.
  90. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 97–98.
  91. a b c Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 99.
  92. a b c Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 99–101.
  93. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 101–103.
  94. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 104.
  95. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 105–111.
  96. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 110.
  97. redakcja: Dusza w źrenicy oka > Ile w medycynie magii, ile nauki, a ile sztuki?. W: Rzeczpospolita [on-line]. www.rp.pl, 29-02-2008. [dostęp 2015-01-13].
  98. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 111.
  99. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 112–117.
  100. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 118.
  101. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 126.
  102. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 125–141.
  103. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 124.
  104. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 125.
  105. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 126–127.
  106. a b c d Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 128–129.
  107. The 1000 Genomes Project Consortium. A map of human genome variation from population scale sequencing. „Nature”, s. 1061–1073, Oct 28, 2010. DOI: 10.1038/nature09534 (ang.). 
  108. An integrated map of genetic variation from 1,092 human genomes. „Nature”, s. : 56–65, Nov 1, 2012. DOI: 10.1038/nature11632 (ang.). 
  109. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 135.
  110. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 130–131.
  111. Tomasz Domagała: Odkryto nowe funkcje niekodującego DNA!. W: Biotechnologia.pl > Doniesienia naukowe [on-line]. biotechnologia.pl, 2013-08-06. [dostęp 2015-01-1]. zob. na: www.cell.com
  112. Amy Ralston, Kenna Shaw: Gene Expression Regulates Cell Differentiation (ang.). W: Scitable is a free online teaching/learning portal [on-line]. Nature Education, 2008. [dostęp 2015-01-17].
  113. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 132.
  114. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 133.
  115. Andrzej Szzczeklik 2007 ↓, s. 133.
  116. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 131.
  117. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 134.
  118. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 136.
  119. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 137.
  120. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 138.
  121. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 138, 139.
  122. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 139–140.
  123. a b c Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 150.
  124. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 143–147.
  125. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 143–145.
  126. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 147–148.
  127. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 148.
  128. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 148–155.
  129. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 156, 158.
  130. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 157.
  131. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 157–158.
  132. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 155.
  133. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 158–159.
  134. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 161.
  135. David R. Wessner, Ph.D. (Dept. of Biology, Davidson College) © 2010 Nature Education Citation: Wessner, D. R. (2010) Discovery of the Giant Mimivirus: Discovery of the Giant Mimivirus. Mimivirus is the largest and most complex virus known. Is it an evolutionary bridge between nonliving viruses and living organisms, or is it just an anomaly? (ang.). W: Nature Education 3(9):61 [on-line]. www.nature.com. [dostęp 2015-01-21].
  136. Mimiwirus o cechach żywego organizmu. W: Nauka w Polsce i na świecie [on-line]. Ogólnopolski Dziennik "BIOLOG", 2004-10-21. [dostęp 2015-01-21].
  137. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 162.
  138. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 164–169.
  139. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 169.
  140. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 170–172.
  141. Robert C. Gallo. Ludwik Gross 1904-1999. „Biographical Memoirs”. National Academy of Sciences (ang.). [dostęp 2015-01-22]. 
  142. Fincham, V.J. et al., Fumagalli, S. et al., Roche, S. et al., Alexandropoulos, K. et al., van Oers, N.S. et al., et al.: Src - Rous sarcoma oncogene (ang.). W: Gene Review [on-line]. www.wikigenes.org. [dostęp 2015-01-22].
  143. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 174.
  144. Forterre P. (Institut Pasteur, Département de Microbiologie Fondamentale et Médicale). The two ages of the RNA world, and the transition to the DNA world: a story of viruses and cells. „Biochimie, PMID: 16164990”. 87 (9-10), s. 793-803, 2005 Sep-Oct (Epub 2005 Apr 12) (ang.). [dostęp 2015-01-22]. 
  145. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 176.
  146. Günter Wächtershäuser. Origin of Life: Life as We Don't Know It. „Science”. 289 (5483), s. 1307–1308, 25 August 2000 (ang.). [dostęp 2015-01-22]. 
  147. Günter Wächtershäuser. Evolution of the First Metabolic Cycles. „Proceedings of the National Academy of Sciences”, s. 200-204, 1990 (ang.). [dostęp 2015-01-22]. 
  148. map/ms (źródło: sciencedaily.com): Historia Ziemi zapisana w "złocie głupców". tvnmeteo.tvn24.pl, 24-07-2011. [dostęp 2015-01-22].
  149. Günter Wächtershäuser. The origin of life and its methodological challenge. „J Theor Biol”. 4 (187), s. 483-494, 1997 Aug 21 (ang.). [dostęp 2015-01-22]. 
  150. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 181.
  151. a b c Hans Christian von Baeyer. Kwantowe paradoksy? Są tylko w naszych umysłach. „Świat Nauki”, 2013 (pol.). [dostęp 2015-01-22]. 
  152. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 185.
  153. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 185–186.
  154. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 186–188.
  155. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 189–190.
  156. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 191–192.
  157. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 192–193.
  158. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 194–195.
  159. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 196.
  160. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 196–200.
  161. a b c Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 200.
  162. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 203–207.
  163. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 211–227.
  164. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 226.
  165. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 211.
  166. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 212–213.
  167. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 214.
  168. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 215.
  169. A. Rosenzweig. Cardiac Cell Therapy Mixed Results from Mixed Cells. „The New England Journal of Medicine”. 355, s. 1274, 2006 (ang.). 
  170. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 216–217.
  171. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 217–221.
  172. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 220–221.
  173. Robert Boyle: The Sceptical Chymist. www.gutenberg.org/ebooks.
  174. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 218.
  175. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 221–223.
  176. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 227.
  177. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 228.
  178. Barbara Skarga: Ślad i obecność. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2002. ISBN 83-01-13916-1.
  179. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 228–229.
  180. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 232.
  181. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 233.
  182. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 246.
  183. a b c Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 232–233.
  184. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 234.
  185. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 235–236.
  186. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 234–236.
  187. Gunther Weitz. Love and death in Wagner's Tristan und Isolde—an epic anticholinergic crisis. „British Medical Journal”, s. 1469–1471, Dec 20, 2003. DOI: 10.1136/bmj.327.7429.1469 (ang.). 
  188. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 236–237.
  189. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 238.
  190. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 239.
  191. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 243–244.
  192. Ondyna, Jean Giraudoux (streszczenie) (pol.). W: e-teatr.pl - polski portal teatralny [on-line]. Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. [dostęp 2015-01-26].
  193. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 242–243.
  194. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 248.
  195. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 252.
  196. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 253.
  197. a b Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 254–255.
  198. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 255–257.
  199. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 255–260.
  200. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 260–269.
  201. Andrzej Szczeklik 2007 ↓, s. 270–271.

Bibliografia | edytuj kod

Linki zewnętrzne | edytuj kod

Kategoria:Polska eseistyka



Na podstawie artykułu: "Wikipedystka:Joanna Kośmider/Kore (wersja 1)" pochodzącego z Wikipedii
OryginałEdytujHistoria i autorzy